19.04.2010

Odcinek 3 - Rewanż

Odcinek 3 - Rewanż

Trzeci odcinek neuroshimowego komiksu "Neurokonfrontacja"

Opis:

Spryt to czasami jedyna broń przeciwko wyjątkowo wrednemu Mistrzowi...

Odcinek 3 - Rewanż
( Kliknij, aby powiększyć )



04.04.2010

Barowe Opowieści #3


Do Old Mavericka w końcu dotarło, ze czas na kolejne Barowe Opowieści. To już trzecie. Zobaczymy co ta zakała Teksańskiego dziedzictwa wymyśliła na dzisiaj. A panią z tego stolika koło okna, to proszę uprzejmie o oddanie Miotacza Płomieni do depozytu. To jest porządny lokal. Ekhm, Zapraszam...

Ołkey, jak to u nas mówią. Mam was niby zabawić opowieściami, co? Szczylku! Skiknij po krzesełko dla mnie, i niech ktoś poczęstuje mnie papierosem. Ooo! Teksański tytoń! Wyczuje na odległość. Masz u mnie koleś darmową kolejkę, a jak masz tego więcej to może potem uskutecznimy jakiś gambling. No więc co ja tam dla was mogę mieć. Z nowych nowości to po wprawdzie nic nie słyszałem ostatnio, ale ten bumelant Bartosh przygotował podobno jakiś komiks, czy coś tam. No to rzucę po sali, dla zapoznania się, a na dokładkę opowiem kilka starszych historii. Następnym razem mam nadzieję, że przygotuję coś zupełnie nowego. O! Krzesło już jest. Dzięki młody. A więc nie przedłużając, najpierw komiks. Coś o snajperze, czy jakoś tam.

Komiks NS "Neurokonfrontacja"
Link: Odcinek 2 - Snajper

A teraz czas na opowieści:

Choroba - Syndrom Wychłodzenia to paskudna przypadłość, która sprawia, że przestaniesz przeklinać palące słońce, a zaczniesz przeklinać mrożący kości ziąb, który rozchodzi się po twoim ciele, mimo iż naokoło wszystko topi się z gorąca. Ubierasz się w kilka ciepłych kurtek na raz, a na twarzy wyskakują ci śmieszne żółte plamy. Widok nie z tej ziemi. Masz wtedy większe szanse, że ktoś profilaktycznie cię odstrzeli. No ale posłuchajcie dokładnie, co też dowiedziałem się o tej chorobie. I od razu mówię, że jak ktoś coś takiego złapie, to nie wchodzić do baru bo zabije jak kojota!
Link: Choroba - Syndrom Wychłodzenia


Instruktor, to ciekawa profesja. Jeśli masz umiejętności i cierpliwość potrzebną do użerania się z ciamajdami, które chcesz czegoś nauczyć, to możesz w życiu nieźle się ustawić. Jesteś jak Spec, tyle że od umiejętności bojowych. Zyskasz nieco reputacji, a już czeka na ciebie ciepła posadka w jednym z dużych miast. Znałem jednego instruktora. Gość miał ciekawe metody dydaktyczne, ale wielu ludzi, którzy wytrzymali, żyje do dziś. Czy jest lepsza rekomendacja?
Link: Profesja - Instruktor


Arena DeathPort to podobno ciekawe miejsce w Południowej Hegemonii. Ja tam nie wiem, bo ze względu na pewne różnice zdań i poglądów, jakoś Teksańczycy nie lubią się z Meksami, a ja kim jestem, żeby sprzeciwiać się tradycji. Słyszałem od kumpla, że jeden z ichnich kacyków zwariował, i na gruzach jakiegoś miasta wybudował arenę, na której możemy poczuć się jak "średniowieczni rycerze". Mnie pytacie? Mówił, że chodzi o to, że owi rycerze wkładali na siebie masę żelastwa, i walili się po łbach czym tylko popadnie. Czyli to co dzisiaj. No ale kumpel zachwalał. Podobno jest tam kilka ciekawych konkurencji, nie tylko dla zawodowych gladiatorów, ale dla zwykłych łosi również.
Link: Miejsca - Arena DeathPort


Oddział Poszukiwawczy. tak, pamiętam. Byli tu kiedyś. Goście z Posterunku, którzy jeżdżą od osady do osady, i odkupują za żywność i amunicję, części skomplikowanej elektroniki, lub fragmenty maszyn. Na drzwiach jest nawet ogłoszenie, że za jakieś dwa tygodnie zajadą w te okolice, i będzie można pogamblować. W razie czego, jak ktoś nie może tyle czekać, zostawcie szmelc na zapleczu, to sprzedam w waszym imieniu. Biorę mały procent. Odbierzecie resztę jak będziecie w okolicy.
Link: Organizacje - Oddział Poszukiwawczy


To tyle. Młody, a ty gdzie! Krzesło samo się odniesie?! Zapraszam wszystkich do baru. Mamy kukurydziany samogon pierwszej jakości. 3 gamble za strzał!!!

Odcinek 2 - Snajper

Odcinek 2 - Snajper

Drugi odcinek neuroshimowego komiksu "Neurokonfrontacja"

Opis:

Procentowe utrudnienia, determinujące stopień trudności przygotowywanego testu, są prawdziwą bolączką wielu graczy. Zawzięty Mistrz Gry może przy każdej okazji wymyślić tysiące opisanych procentowo powodów, które przeszkadzają naszemu Graczowi w skutecznym wykonaniu zamierzonej czynności. System ten, przez wielu krytykowany, ma jednak swoich zwolenników. Choć spowalnia grę i zmusza MG do ogromnej koncentracji, jest świetnym narzędziem odwzorowywania rzeczywistych trudności. Jak nasz komiksowy MG wykorzysta nadane mu prawo? Zapraszam poniżej...

Odcinek 2 - Snajper
( kliknij, aby powiększyć )



Choroba - Syndrom Wychłodzenia

Nie jest jasne, kiedy pojawiła się ta choroba, lecz naukowcy Posterunku są zgodni co do jej pochodzenia. Wirus upośledzający termoregulacyjną zdolność ludzkiego organizmu powstał przez przypadek, jako efekt uboczny badań Molocha nad możliwościami stworzenia mutantów bardziej odpornych na zimno. Szczegółowe informacje na ten temat, to efekt jednej z nielicznych zakończonych sukcesem próby przechwycenia i odkodowania danych przesyłanych przez wysunięte ośrodki badawcze Molocha. Wirus ten, nawet w swojej najsilniejszej formie przetrwalnikowej, jest zupełnie nieodporny na działanie czynników zewnętrznych. Zarażenie następowało zazwyczaj w wyniku kontaktu z nieprzegotowaną wodą w czasie krótszym niż dwie godziny od bezpośredniego zanieczyszczenia jej płynem z przetrwalnikami. Co najciekawsze, wirus ten upośledza jedynie zdolność organizmu ludzkiego do zapobiegania wychłodzenia organizmu, natomiast zdolność do usuwania nadmiaru ciepła pozostaje bez zmian. Ze względu na swoje specyficzne właściwości, choroba ta jest groźna zwłaszcza w północnych, chłodniejszych częściach ZSA. Wirus nie atakuje zwierząt, ani nie odnotowano zainfekowania osób zdrowych w wyniku kontaktu z zarażonymi. Znane są jedynie rzadkie przypadki przeniesienia choroby z matki na nowo narodzone dziecko.

Lekarstwo:

Na szczęście od pewnego czasu wiadomo, dzięki badaniom Posterunku, że leczenie jest niezwykle łatwe. Odkryto, że zażywana codziennie porcja ( 1 tabletka lub wagowy odpowiednik w żywności) witaminy C, w połączeniu z odpowiednio ciepłą odzieżą, usypia wirusa, przez co choroba zatrzymuje się na poziomie pierwszych symptomów które co pewien czas przechodzą w jednodniowy stan ostry. Istnieją pogłoski, jakoby zmutowana kobieta naukowiec, znana jako Meduza, stworzyła mieszankę, która zażywana co dwa dni pozwala na całkowite uśpienie wirusa. Dostępność Witaminy C w pastylkach (20 pastylek - 6 gambli) to około 80%. Dostępność syropu stworzonego przez Meduzę ( 1 butelka = 6 porcji leku - 10 gambli): 20%

###################################################################

# Pierwsze symptomy.
Etap marznięcia. Dokucza ci chłód, i ubierasz się nieco grubiej i szczelniej od innych. Od czasu do czasu mimowolnie wzdrygasz się z zimna. Słabniesz.
Kary: Budowa - 1; Zręczność -1; Sporadyczne kary do wszystkich testów +10%

# Stan Ostry
Etap wyczerpania. Chłód staje się naprawdę dotkliwy. Skóra przebarwia się - gdzieniegdzie pojawiają się żółte, podłużne plamy. Słabnięcie i zaburzenia świadomości.
Kary: Budowa - 2; Zręczność -2; Percepcja -2; Kary do wszystkich testów +10%; Kara do kontaktu z ludźmi + 20%

# Stan Krytyczny
Etap bezwładności. Jest naprawdę zimno. Jesteś apatyczny i od czasu do czasu tracisz przytomność. Ogromne wyczerpanie. Plamy na skórze stają się wyraźne.
Kary: Budowa - 6; Zręczność -6; Percepcja -6; Spryt -4; Kary do wszystkich testów +30%; Kara do kontaktu z ludźmi + 50%


# Stan Terminalny
Leżysz w śpiączce. Puls i oddech ledwie wyczuwalne. Zero reakcji z otoczeniem. Z każdą minutą twój mózg niszczeje z powodu niedotlenienia. Jeżeli zostaniesz odratowany, prawdopodobnie konieczne będzie zniwelowanie współczynników Sprytu i Zręczności. Po pół godziny umierasz.

#############################################################

Ciekawostka:
Podobno w ZSA można spotkać kilka grup Mutków, które swym wygladem przypominają osoby z Syndromem Wychłodzenia w fazie stanu ostrego. Przedstawiciele tej grupy noszą grube, zbyt ciepłe ubrania, a ich skóra jest pokryta żółtymi plamami.

Arena DeathPort

Fragment z notatnika:

„ Na początku było słowo. Myślisz drogi czytelniku, kimkolwiek jesteś, że jest to wstęp do księgi Genesis. Po części masz rację. Jak już wspomniałem na początku było słowo, ale nie byle jakie, bo pisane. Wszystko zaczęło się od tego, że Colonel Pantoros po przeczytaniu kolejnej książki wrzucił ją do igrającego wesoło na palenisku ognia. Zawsze tak robił z każdą przeczytaną książką. Nie wiem dlaczego. Poprzez płomienie dostrzegłem wtedy tytuł: „Życie w Średniowieczu”. Dziwi Cię pewnie fakt, że Colonel czytał książki. Wszystkim w Hegemonii kojarzył się on nieodłącznie z przydomkiem „Rzeźnik”. Po prawdzie trzeba przyznać, że wieszanie ludzi na jelitach swoich bliskich wymagało pewnej dozy fantazji. Tak więc, wracając do tematu, Colonel rzeczywiście czytywał książki. Był niezwykle inteligentny oraz niezwykle okrutny. Te dwie cechy sprawiły, że udało mu się ujarzmić tak dużą część Hegemonii z jej twardymi, nienawykłymi do zginania karku ludźmi. Tym razem po skończeniu tej książki coś w nim zakiełkowało. Wyszedł na werandę i w charakterystyczny dla siebie sposób rozejrzał się po okolicy doskonale widocznej z jego hacjendy na wzgórzu. Tylko raz wcześniej widziałem takie spojrzenie. Zaraz potem Colonel zdecydował się najechać na ziemie Rodrigueza. Trzy tygodnie i było po sprawie. Głowa wcześniej wspomnianego Rodrigueza stoi wbita na pal przed posiadłością naszego przywódcy, uśmiechem witając każdego gościa. Tym razem, muszę przyznać, przeraziłem się nieco. Wszakże jedynym poważnym zagrożeniem była Neodżungla i Teksańczycy na północy. Na jedno i na drugie odradzałbym najeżdżać. Jednak tym razem obyło się bez wojny na wielką skalę. Myślę po prostu, że nasz kochany wódz wciąż był głodny sukcesu. Chciał się rozwijać. Tym razem jak się okazało – kulturowo. Mało znanym jest fakt, że nasz drogi Colonel w młodości często brał udział w wyścigach w dalekim mieście Detroit, osiągając nawet pewne sukcesy. Był pod wrażeniem organizacji tych śmiertelnie groźnych i śmiertelnie rozrywkowych zawodów. Tym razem nastał czas, kiedy ta długo skrywana i powodowana po części zazdrością myśl w końcu wypuściła swoje pędy wbijając się w serce naszego światłego wodza. Zażyczył on sobie mieć na swoim terenie centrum rozrywki, które będzie w stanie konkurować z Wyścigami w Detroit czy z Walką gladiatorów. Poprzeczka wysoka, ale i ambicje i możliwości decydenta nie należały do najniższych. Na początku trzeba było znaleźć miejsce na owe przedsięwzięcie. Wybór padł na stare ruiny lotniska Zapatero Air Port niedaleko miasta Santa Madalaine. Był tylko jeden problem. Dość znaczna kolonia mutantów, która kilka razy opierała się nieśmiałym ekspedycjom z Teksasu. Ale jak to mówią: Tam gdzie Teksańczycy widzą problem, Los Banditos znajdą dobrą zabawę. Problem rozwiązał się szybko…”

* * *

Bezkresny mrok spowijał okolicę, zakradając się we wszystkie zakamarki kompleksu. Od kilku lat nie było tu nikogo, ani w zawalonej wieży kontroli lotów, ani w rażących pustką terminalach lotniczych. Legenda złego miejsca, lęk przed zarazą, promieniowaniem, mutantami, czy też po prostu wszystko na raz trzymało ludzi z daleka. Aż zjawił się nieproszony gość, który rozświetlił potężnymi halogenami pickupa jeden z pasów startowych i teraz wpatrywał się w niebo. Choć zza nisko zawieszonych chmur jeszcze nic nie było widać, cisza została przerwana niewyraźnym pomrukiem silników. I wtedy pojawił się na niebie jasny punkt. I zmieniło się wszystko. Z ciemności wyłoniły się pędzące kolumny ciężarówek, na których rozpaleni alkoholem wojownicy Hegemonii czekali na możliwość wzięcia udziału w walce. Kolejne jasne punkty pojawiały się na nocnym niebie. To race wystrzeliwane z sąsiedniego wzgórza. Opadając powoli rozświetlały ruiny odsłaniając ukrytych wśród gruzu mutantów. Dziwne, nienaturalnie poskręcane postacie trzymające w rękach stalowe rury, kawałki szkła i butelki. Ciemność – ich największy sprzymierzeniec, właśnie została pokonana przez wojska Hegemonii. Teraz przyszedł czas na los mutantos. Z ciężarówek z dzikim wyciem wysypał się tłum ludzi. Biegnąc zalewali odmieńców gradem ołowiu. Na lufach kałasznikowów błyszczały bagnety. Los banditos biegli, aby bić się jak prawdziwi mężczyźni. Będą zabijać tak żeby czuć na sobie ostatnie tchnienie wroga. Obrona mutantów szybko pękła. Większość z nich zaczęła biec w kierunku rezerwowego pasa startowego. Tam na nich czekał sam Colonel Pantoros. Stał na pace samochodu terenowego. Spokojnie wyczekał na najlepszy moment. Zrzucił plandekę przykrywającą karabin Browning kal. ’50 i odciągnął zamek. Podłużna salwa skosiła pierwszy szereg uciekinierów. Reszta stała uwięziona pomiędzy piechotą a karabinem maszynowym. Colonel wezwał ich do poddania się. Upuszczane stalowe rury i pręty brzęczały uderzając o gruz.

* * *

Gerard pędził międzystanową szosą nr 18 w kierunku ruin Santa Madalaine. Odkąd wjechał na teren Hegemonii ani razu nie spojrzał w tylnie lusterka ani nie rozglądał się niespokojnie na boki. Odkąd władzę nad większością terenu zdobył Colonel Pantoros nikt nie śmiał rozrabiać na jego terenie. Na granicy ziem przy głównych szosach stali strażnicy hegemonii. Wjeżdżając na ich teren trzeba było zapłacić ekwiwalent 30 gambli w dowolnym towarze. Cena niewielka za spokój. Ominął głaz, który prawdopodobnie zsunął się z pobliskiego wzgórza. Zaklął szpetnie, kiedy skręcając kierownicą doznał paraliżującego bólu w barku. Pamiątka po wyścigach w Detroit w zeszłym miesiącu. Dziś jechał do nowego miejsca, o którym pogłoski krążyły nawet tak daleko na północy. Wkrótce ujrzał to czego szukał. Ponad monotonną linię krajobrazu wybił się wysoki na dwa metry mur usypany z gruzu spojonego błotem. Po prawej stronie majaczyły pozostałości ruin miasteczka. Pogłoski mówią, że ze średniej wielkości przedwojennej osady pozostało ledwie kilka fundamentów. To tu głównie zdobywano budulec dla muru. Po lewej stronie widać było kilkadziesiąt kopców. To cmentarz wziętych do niewoli mutantów, którzy zmarli na skutek katorżniczej pracy. Widać Colonel Pantaros był człowiekiem o wielkim sercu, skoro w swej dobroci postanowił urządzić im ludzki pogrzeb. Zbliżał się do przejazdu, nad którym górowała wielka kamienno – blaszana konstrukcja przypominająca warowną bramę. Dopiero teraz zauważył, że przed murem wykopano dość głęboki rów. Brama miała opuszczony most, który w razie konieczności można było wciągnąć z powrotem do pozycji pionowej. Sprytne. Nad wejściem przymocowana była wielka drewniana tablica głosząca wszem i wobec: „Witajcie w Deathport”. Szybko i sprawnie przeszedł kontrolę. Pozostała jeszcze kwestia opłaty za wstęp. Tutaj rodził się problem. Gerard nie był przygotowany na więcej wydatków. Aby wejść do środka pozbył się swojej prawie nowej skórzanej kurtki oraz wysłużonego Browninga HP. Miał jeszcze mały rewolwer w bagażniku. Zawsze lepsze to niż nic. Samochód został na improwizowanym parkingu przed wejściem. On sam w końcu wszedł do środka. Oniemiał. To co ujrzał przeszło jego najśmielsze oczekiwania.

* * *

Arena Deathport oferowała naprawdę najróżniejsze konkurencje w których można było dowieść swojej odwagi, zręczności, sprytu lub po prostu wszystkiego na raz. Do głównych atrakcji należały następujące konkurencje, do których wstęp był oczywiście płatny. Wysokość opłaty była ustalana z góry i można ją było uiścić w dowolnym akceptowalnym towarze. Preferowano oczywiście amunicję, leki i paliwo. Spis konkurencji przedstawiał się następująco:


1) „ Pędzący włócznik” – Odbywał się na rezerwowym pasie startowym. Arenę przegrodzono metrowej wysokości balustradą. Nadjeżdżający z naprzeciwka, po przeciwnych stronach płotu wojownicy na motorach próbowali zrzucić siebie nawzajem długimi drewnianymi kijami trzymanymi jak kopie. Dopuszczalna była różnoraka osłona głowy i korpusu a nawet mała tarcza mocowana do lewego przedramienia. Istniała jeszcze wersja hard, w której nie używano żadnego pancerza oraz wersja deluxe w której używano prawdziwych indiańskich włóczni. Nie trzeba dodawać. że ta ostatnia zazwyczaj kończyła się śmiercią jednego uczestników.


2) „Walka rydwanów” – Na długiej prostokątnej alei stoją dwa specjalnie zbudowane rydwany – do dwukołowego wózka o szerokim rozstawie kół, w którym siedzi wojownik, przyczepiony jest motor prowadzony przez kierowcę. Pędzące na siebie rydwany nie mogą się staranować. Do walki używane są strzały i włócznie w ilości ustalonej odgórnie. Jeżeli uczestnikom nie uda się rozstrzygnąć walki, ta jest wznawiana po uzupełnieniu amunicji. Wygrywa ten, kto strąci kierowcę lub wojownika z przeciwnej drużyny lub wyłączy go z gry. Używane strzały i włócznie mają groty zakończone stalowymi kulkami. W regulaminie dozwolona jest również inna broń o małej penetracji. Nie używa się pancerzy. Wersja Deluxe zawiera prawdziwą indiańską broń miotaną.


3) „ Szermierka” – Walka na broń białą. Arena zbudowana na bazie koła. Ściany najeżone są ostrymi palami. Dwaj uczestnicy używają takiej samej broni. Dopuszczalne są miecze, szpady, noże, toporki i maczugi. Możliwe jest dodanie tarczy. Wygrywa ten, komu uda się przeciwnika powalić na ziemię, poważnie zranić, wytrącić broń lub zabić. W wersji hard walczy się bez pancerza i tarczy. Wersja deluxe podobnie jak wersja hard, w tym przypadku jednak warunkiem zwycięstwa jest śmierć przeciwnika.


4) „ Arena” – Walka gladiatorów, do której mogą dołączyć wszyscy chętni śmiałkowie. Walka odbywa się na zasadach respektowanych w całym ZSA, charakterystycznych dla gladiatorów.


5) „ Pole bitwy” – Ogromny piaszczysty plac, na którym odbywa się prawdziwa walka. Uczestnicy podzieleni są na dwie drużyny, co oznacza się poprzez pomalowanie ich pancerzy i tarcz na jeden z kolorów. Minimum liczby chętnych wynosi 12 osób. Brak progu maksymalnego determinowanego wielkością areny. Walka odbywa się na zasadach szermierki. Poważnie zraniony lub pozbawiony broni przeciwnik winien leżeć na ziemi. Przeciwnik martwy i tak to robi. Walka skończy się, kiedy na placu pozostanie tylko jedna drużyna. W wersji hard nie używa się pancerzy, a pomalowane zostaje ubranie lub skóra. Wersja deluxe wymaga śmierci wszystkich przeciwników do osiągnięcia pełnego zwycięstwa. Używana jest wszelka broń biała zaakceptowana przez sędziego.


6) „Starcie tytanów” – W skład wchodzą trzy podkonkurencje, które odbywają się w specjalnie stworzonej klatce. Pierwsza – zapasy. Za pomocą techniki, zwinności i siły mięśni należy zmusić przeciwnika do dotknięcia ścian klatki, lub unieruchomić na ziemi na dziesięć sekund. Dozwolone w regulaminie jest zabójstwo przeciwnika. Druga konkurencja – boks. Zawodnicy walczą tylko przy użyciu pięści, wokół których owinięte są pasy materiału. Dozwolony jest atak na twarz i tułów. Konkurencja kończy się w momencie powalenia jednego z przeciwników. Trzecią konkurencją jest tak zwana Wolna jazda. Walczy się przy użyciu wszelkich możliwych środków aż do momentu śmierci lub utraty przytomności przez przeciwnika. W ostatniej z walk dozwolony jest również udział drużyn.


7) „ Wyścigi rydwanów” – Pojazdy biorące udział w konkurencji „Walka rydwanów” mogą się również ścigać na podłużnej, prostokątnej arenie przez środek której biegła specjalna barierka. Podczas trwającego pięć okrążeń wyścigu wygrywa ten, kto przyjedzie pierwszy, kto strąci kierowcę lub unieruchomi pojazd konkurenta.


8) „ Walka machin” – W tej konkurencji biorą udział specjalnie przygotowywane samochody, pozbawione dachu i wzmocnione na przodzie i po bokach. W miejsce tylniego siedzenia zamontowana jest pokaźna kusza na obrotowym statywie. Maszyny mogą się taranować a członkowie poszczególnych grup dokonywać abordażu. Jeżeli któryś z członków drużyny wypadnie z samochodu na ziemię zostaje zdyskwalifikowany. Walka odbywa się przy użyciu kuszy oraz innej broni miotanej lub białej. Wygrywa ta drużyna której uda się wyrzucić z samochodu lub obezwładnić trzyosobową ekipę przeciwników. Jednym ze sposobów jest śmierć przeciwnika. Unieruchomienie pojazdu nie oznacza porażki.


9) „ Arena treningowa” – Tutaj można ćwiczyć walkę wręcz lub obsługiwanie tak prymitywnych broni jak łuk, kusza lub proca. Dzięki naszym doświadczonym instruktorom można nieco podszkolić się w umiejętnościach – oczywiście wszystko ma swoją cenę.

W Starym hangarze zbudowano miejsce noclegowe, gdzie strudzeni wojownicy mogą odpocząć i przygotować posiłek. Dodatkowo na terenie Deathport znajduje się targowisko, kilka knajpek i barów. Słowem wszystko, czego potrzebuje się po dniu pełnym wrażeń. W odbudowanym budynku terminalu lotniczego zapewniana jest wszelka pomoc medyczna.

Nad bezpieczeństwem czuwają najlepsi żołnierze Hegemonii. Jakiekolwiek walki poza areną są surowo zabronione. Karą za to jest wydalenie z terenu Areny, okaleczenie lub w najgorszych przypadkach – śmierć. Za uczestnictwo w konkursach przeznaczone są pokaźne nagrody do odebrania w pożądanej postaci z magazynu centralnego.

* * *

W odbudowanej wieży kontroli lotów otoczonej kamiennym murem na kształt średniowiecznej baszty Colonel Pantoros wrzucił do paleniska przeczytaną właśnie książkę.

Spojrzał na ogrom pracy, jaką on i jego ludzie wykonali z wielkim trudem przez ostatnie kilka lat. W jego głowie kiełkował nowy pomysł…

Organizacja: Oddział Poszukiwawczy

Po spękanym asfalcie kroczył powoli człowiek w starej, wytartej kamizelce wojskowej. Zza zgarbionych pleców wystawała lufa niespotykanego i wyglądającego na samoróbkę sztucera. Twarz miał częściowo schowaną za goglami o oliwkowych szkłach. Dookoła głowy powiewały rzadkie kosmyki długich, szarych włosów, choć czaszkę miał prawie łysą. W rękach trzymał przewiązany w pasie kabel, na końcu którego zgrzytała i brzęczała sterta ciągniętych po ziemi i związanych ze sobą elektronicznych części, zdobytych na maszynach Molocha. Szedł powoli, krok po kroku, w stronę lśniącej w oddali osady. Słyszał niesione z wiatrem, niewyraźne odgłosy żyjącego miasteczka, pracujących i bawiących się mieszkańców. W promieniach zachodzącego słońca spostrzegł w końcu dużego osobnika o potężnych ramionach, okutego w stalowy pancerz, który zdaje się czekał na niego. Gdy spotkali się kilkadziesiąt kroków od osady, wędrowiec puścił kabel ze swoim dobytkiem i wyciągnął rękę na powitanie. Dłoń opancerzonego zacisnęła się na jego prawicy z siłą stali.
- Czekam tu już dobre trzy godziny. Mam nadzieję. że było warto – od razu przeszedł do rzeczy nieznajomy. Łowca uśmiechnął się nieznacznie i wypluł tlący się filtr wypalonego papierosa.
- Zasadziłem się dziś na większą sztukę. Myślę, że Posterunek będzie zadowolony.
Stalowy wojownik spojrzał na mechaniczne części wleczone przez mężczyznę, kiwając głową z aprobatą.
- Dostaniesz w zamian to co zawsze, plus mały bonus za ten dziwny chwytak. Gdzie go znalazłeś?
- Moloch znowu zaczyna eksperymentować. Zwykły próbnik miał to coś zamontowane
w korpusie. Reszta była bez zmian. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, po jaką cholerę mogło by się mu to przydać.
- Wkrótce się dowiemy. Chodź ze mną.
Obaj mężczyźni zbliżyli się do osady, gdzie w cieniu blaszanego ogrodzenia zaparkowany był lekko opancerzony Range Rover. Oparty o niego wojownik również w ciężkim stalowym pancerzu odebrał od łowcy części maszyn i delikatnie włożył je do wyłożonej starymi szmatami skrzyni. Następnie podał myśliwemu starą sportową torbę. Ten otworzył ją i zaklął pod nosem.
- Znowu te importowane fajki. Następnym razem jak chcecie coś ode mnie dostać to załatwcie mi trochę starych dobrych Lucky Strike’ów. I potrzebuje smaru do broni i trochę więcej przeciwpancernej dziewiątki. Musiałem dzisiaj posłać trochę ołowiu w te pieprzone Szczęki. Moloch zdecydowanie zbyt dużo tego gówna wysyła tu ostatnio. I co z moim bonusem.
- Masz tu jeszcze to cacko. Wystarczy, że w miarę szybko przyczepisz te magnetyczne końcówki do mechanicznego ścierwa i naciśniesz ten czerwony przycisk. To maleństwo zablokuje sygnał komendy autodestrukcyjnej.
- Całkiem przydatne. No to bywajcie, spotkamy się za tydzień.
Łowca przewiesił torbę przez ramię i zapalając z lekkim grymasem nowego papierosa wszedł przez bramę osady.

Oddział Poszukiwawczy Posterunku stworzony został, aby zaspokoić wciąż rosnące technologiczne potrzeby tego ruchomego fortu. Poszczególne pododdziały utrzymują kontakt z łowcami maszyn i handlarzami na terenach, które poddawane są infiltracji Stalowej Bestii.
Głównym Dowódcą oddziału jest kapitan Wesley Dunnbar, który bezpośrednio podlega posterunkowym skrybom. Oddział Poszukiwawczy ze względu na ograniczoną liczbę członków chętnie korzysta z usług zaufanych najemników. Liczba członków organizacji to 10 bojowo przeszkolonych ludzi zgrupowanych w 5 dwuosobowych pododdziałach plus dowódca oraz nieznana liczba współpracujących z nią dostawców. Organizacja ma do dyspozycji 3 lekko opancerzone pojazdy terenowe. Poza osobistym uzbrojeniem Oddział dysponuje niewielką ilością broni ciężkiej i elektromagnetycznej. Zgodnie z mobilną formą bazowania poszczególnych podmiotów posterunku centralną bazę stanowi opancerzony osiemnastokołowiec przystosowany do składowania paliwa i części oraz służący za ruchome mini koszary. Baza, w której bez przerwy przebywa przynajmniej czterech członków Oddziału i dowódca, utrzymuje stały kontakt radiowy z dowodzeniem i bazami zaopatrzeniowymi Posterunku. Oddział Poszukiwawczy, mimo iż formalnie podlega pod Posterunek, może liczyć na dużą dozę operacyjnej swobody. Z przyczyn zrozumiałych trudno jest natrafić na bazę, lecz istnieje duża szansa na spotkanie w którejś z osad na północy członków pododdziału. Często można znaleźć ogłoszenia w osadach, gdzie Oddział oferuję wymianę części maszyn i zaawansowanej elektroniki za żywność, amunicje i używki. Jeśli natrafiłeś na takie ogłoszenie bądź pewny, że kiedyś zjawią się tutaj ludzie z OP. Symbolem Oddziału poszukiwawczego jest wizerunek szkła powiększającego, umieszczone na pancerzach i pojazdach pod symbolem Posterunku.



Nazwa: Oddział Poszukiwawczy

Przywódca: kpt. Wesley Dunnbar

Miejsce: Okolice Frontu Północnego

Uzbrojenie i wyposażenie: Dobre

Animozje i Sojusze: Podlega pod Posterunek

Wstęp: Tylko zaufani najemnicy

Sława: 2

Profesja - Instruktor


Stalowa konstrukcja drżała w rytm pracy silników sprzęgniętych dla jednego, wspólnego celu – wydobycia z tej przeklętej, suchej ziemi zbawiennych litrów wody. Odwierty sięgały dziesiątek metrów, przeszukując warstwy gleby w nadziei znalezienia podziemnych cieków. Ostatni z zaworów maszyny prowadził do potężnego zbiornika, w którym gromadzono skarb pustyni. Wydobycie szło pełną parą gdy na horyzoncie pojawiła się chmura dymu i kurzu. Wszyscy wstrzymali oddech, nadciągał kolejny kataklizm. Por. Chong wyrwał lornetkę z rąk przerażonego zwiadowcy. Kilka kilometrów dalej trzech Łowców pędziło w ich stronę. Za nimi, na horyzoncie wykwitła kolejna chmura kurzu. Dwie fale ataku. Typowe.

Chong splunął na ziemię patrząc na przerażonych kursantów.

- No dobra, szczurze bobki, mamy na karku łowców. Na szczęście na piasku nie mogą osiągnąć swojej standardowej prędkości. Zobaczymy, czego takie robactwo jak wy zdołało się nauczyć.

Jazda! Jaaaaaaazda gnoje!!! Pozycja strzelecka. A kto do diabła obsłuży tę wielkokalibrową panienkę na dachu? Może ja? Jefferson do działka.

Łowcy wbiegli na skalistą część pustyni. Ich przerażające kosy błyszczały w słońcu.

Kursanci drżeli. Myśleli, że przeszkolenie będzie polegało na strzelaniu do puszek. Ludzie z Posterunku widocznie szkolą się inaczej. Łowcy nabrali prędkości. Jeden z nich groźnie wysunął przednie odnóża gotując się do skoku.

- Ognia!!!

Przedpole przed nimi błyskawicznie zmieniło się w namiastkę piekła na ziemi. Tumany kurzu podrywanego przez padające pociski wezbrały tworząc czarną ścianę.

Porucznik kopnął leżącego przy samochodzie żołnierza.

- Milton baranie!!! Czego cię uczyłem. Jedna ręka na kolbie, dwójnóg wbijasz w ziemię i kontroluj ogień!!! Te naboje kosztują!!!

Nagle zza ściany kurzu wyskoczyła jedna z ocalałych maszyn. Korpus podziurawiony kulami i zwisające na pęku kabli ramię z ostrzem świadczyły o tym, że kursanci strzelają dziś celnie.

Maszyna zaczęła biec w kierunku leżącego przy samochodzie Miltona. Ten nie mógł się ruszyć. Leżał sparaliżowany strachem. Porucznik Chong wyrwał mu karabin posyłając serię wprost na stalowy korpus. Stalowa istota odrzucona siłą ołowiu przekoziołkowała przed nimi. Jedyne ocalałe ostrze ryło piasek. Błysk przewodów i kilka wyładowań elektrycznych było namiastką ostatniego tchnienia. Porucznik rzucił karabin przed na wpół zemdlonym żołnierzem. Na jego spodniach i na piasku wokół niego wykwitła plama oddanego ze strachu moczu.

- A teraz panowie mam dla was niespodziankę. Radźcie sobie sami…

Zza piaskowej chmury wybiegły trzy kolejne maszyny. Chłopakom nie trzeba było drugi raz powtarzać. Huk wystrzałów mieszał się z dźwiękiem kul uderzających o pancerz Łowców i z przekleństwami płynącymi wartkim strumieniem z ust walczących mężczyzn. Milton raz za razem słał kilkunabojowe serie. Jego strach odpłynął razem z wsiąkającą właśnie w piasek uryną. Dokładnie zgrywał przyrządy celownicze, jedną ręką stabilizował skaczącą kolbę, dwójnóg był wbity w ziemię, słał pociski tam gdzie na pewno mogły trafić w stal…w końcu naboje kosztują…tak jak uczył ich Instruktor Chong…


Jesteś instruktorem. Już od dziecka zauważyłeś, że dzieci w osadzie uczyły się od ciebie jak zawiązać buty czy zrobić dobrą procę. Rodzice wróżyli ci karierę nauczyciela. Ty jednak wolałeś walczyć. Los chciał, że udało ci się połączyć obie funkcje… Spod twojej ręki wyszło wiele rekrutów. Część z nich dzięki twoim naukom żyje do tej pory. Nie pamiętasz ile już wiosek odwiedziłeś, żeby nauczyć ich mieszkańców jak skuteczniej przyłożyć bandytom. Zdarzało ci się nawet szkolić i tych drugich. Ostatnie sukcesy motocyklistów z Blood Bears

to w końcu efekt twojego szkolenia….ja bym się tym za głośno nie chwalił. Choć z drugiej strony żadne gamble nie śmierdzą…jak to się mówi. A tani to ty nie jesteś…


Cechy:


Doświadczenie ponad wszystko – Doskonale wiesz, że strzelanie do puszek nie nauczy tych ludzi jak naprawdę obchodzić się z bronią. Lepiej do tego celu nada się małe plemię mutków.

Kiedy szkolisz kogoś w trudnych warunkach to automatycznie zdajesz o poziom łatwiejsze testy na powodzenie twoich starań nauczenia tej bandy wieśniaków jak walczyć o swoją kapustę.

Niestety stres dodatkowo motywuje ludzi do popełniania różnych głupstw podczas szkolenia a sama metoda jest bardzo inwazyjna…Czy twój mistrz gry wie co znaczy pojęcie „Friendly Fire”…


Specjalista – Skoro uczysz gangersów jak się strzela to znaczy że musisz dysponować naprawdę potężnymi umiejętnościami. Wybierz jedną dziedzinę, w której się specjalizujesz z pomiędzy umiejętności: Walka wręcz; Broń strzelecka; Broń dystansowa. Masz tę umiejętność zagwarantowaną na 3 poziomie. Człowiek uczy się przez całe życie. Chcesz być mistrzem – ćwicz.