20.05.2010

Barowe Opowieści #4


Spójrzcie na Old Mavericka! Uśmiechnięty jak dziecko! Rzadko kiedy, w tych stronach, można spotkać Łowców Mutantów, a gdy lwia część ekipy to przybysze z Teksasu, otrzymujemy taki obrazek jak teraz: Old Maverick biega naokoło, witając się z każdym i osobiście wskazując miejsce. Taszczy ze sobą szklany baniak z moim najlepszym samogonem, częstując każdego, kto ma na to ochotę. Na koszt firmy! Nasz stary kowboj ma słabość do ludzi, którzy zawodowo zajmują się tępieniem plugastwa. Sam podobno chciał zostać Łowcą Mutantów. Podobno któryś z przybyszów słyszał o Mavericku, i jego barowych opowieściach. Niesłychane! Lecę czym prędzej zmusić go do pracy, bo nasza pieprzona „gwiazda wieczoru” rozda za darmo cały barowy alkohol.

Hej! Maestro! Czas na Barowe Opowieści! Numer 4. Zapraszam.


Ekhm… Witam wszystkich. Cieszę się, że zawitaliście do mojego..eee…to znaczy naszego baru. Mam nadzieję, że łowy będą udane. Rozwalcie kilka gnid za mnie. Przygotowałem dla was kilka historyjek, a ich znaczna część dotyczyć będzie broni. Jak zwykle na początek ogłoszenie parafialne:


Bartosh opublikował dwa nowe odcinki neuroshimowego komiksu „Neurokonfrontacja”. Swoją drogą zamiast tracić czas na głupoty, powinien zająć się czymś pożyteczniejszym. No dobra. Pod spodem znajdziecie linki do odcinka numer 3 i 4:

Linki:

Neurokonfrontacja. Odcinek 3 – Rewanż

Neurokonfrontacja. Odcinek 4 – Podatek


A teraz rozsiądźcie się wygodnie. Opowiem wam o pewnym miejscu w Nowym Jorku, gdzie mój znajomy, cwany handlarz o nazwisku Zajcev, założył nieźle prosperujący sklep z bronią. Gościu dodatkowo ma pewną pasję. Gdy zawitacie w tamte strony, powołajcie się na Old Mavericka. Może dostaniecie jakąś zniżkę…

Link: Miejsce - Sklep Igora Zajceva


Gdy ostatni raz byłem w Nowym Jorku, miałem okazję zerknąć na najnowsze nabytki w sklepie Zajceva. Muszę przyznać, że niektóre egzemplarze chętnie bym nabył od ręki. Posłuchajcie, co też ciekawego znalazłem w sklepie mojego znajomka:

Linki:

Broń – Asortyment sklepu Zajceva #1

Broń – Asortyment sklepu Zajceva #2

Broń – Asortyment sklepu Zajceva #3


Rzadko zdarza się, aby znani w całym ZSA najemnicy „Pazury”, korzystali z usług innych gości. Ale rzadko, nie znaczy nigdy. Tydzień temu była tu mała grupa, która opowiedziała mi, jak pracowała dla tych osławionych najemników, wydobywając ze starej, wojskowej bazy pewien ciekawy artefakt:

Link: Scenariusz – Czerwony Przycisk


Na koniec zapraszam do zapoznania się z najnowszymi wieściami z fandomu Neuroshimy.

Link: Aktualności NS #2


To wszystko na dzisiejszy wieczór. Dla szanownej ekipy jeszcze jedna kolejka. Na koszt Baru pod Martwym Mutkiem. Wracając, nie zapomnijcie ponownie nas odwiedzić. Mam nadzieję, że spotkamy się w tym samym składzie. Zdrowie wasze…

Odcinek 4 - Podatek

Odcinek 4 - Podatek

Czwarty odcinek neuroshimowego komiksu "Neurokonfrontacja"

Opis:

W życiu możemy być pewni tylko dwóch rzeczy: śmierci i podatków, i żadna cholerna apokalipsa nie jest w stanie zachwiać tym prawem. Zwłaszcza z wrednym Mistrzem Gry...

Odcinek 4 -Podatek
( Kliknij, aby powiększyć)




Asortyment sklepu Zajceva #3

Kubek z destylatem po raz kolejny powędrował w górę. Kapitan Ben Hustler wlał parzący płyn do gardła, zagryzł kawałkiem wołowiny z puszki i otarł łzy, które napłynęły momentalnie jak tylko alkohol podrażnił przełyk. Rozejrzał się po pomieszczeniu: stare, poobijane łóżko polowe, nadgryziona przez szczury skrzynia po amunicji służąca za szafę, solidna kasa pancerna i kilka fotografii na ścianach, no i siatka maskująca rozciągnięta na suficie – nic nie zmieniło się od kiedy kilka lat temu ponownie odwiedził frontowego kumpla. W prawym kącie pokoju wciąż stała pusta butelka po koniaku który wówczas przyniósł. Rozciągnął się wygodnie na trzeszczącym fotelu biurowym. Gardło przeszło próbę ognia pomyślnie, toteż mógł kontynuować podjęty wątek.

- Właściwie to wiem dosyć niewiele. Zaczęło się miesiąc temu w osadzie Bishops – wleźli w środku nocy, zrobili zamieszanie i uprowadzili kilku ludzi. Potem nieudany atak na podróżnych. Jak doniósł mi świadek, tamci wahali się czy zabijać, czy nie. W końcu przyparci ołowiem rozpierzchli się w ruinach. Na koniec akcja jednego z patroli, który okrążył bandę, która prowadziła kilku związanych ludzi. Nie było już wątpliwości – łowcy niewolników ponownie zawitali na nasze tereny. Prezydent kazał mi wzmocnić patrole wokół naszych enklaw w Nowym Jorku, a sam jednocześnie wysłał emisariuszy do Federacji Appalachów. Chciał dowiedzieć się, czy to przypadkiem któryś z magnatów nie wypuścił swoich psów na nowe tereny. Tamci oczywiście zaprzeczyli, chociaż wśród pojmanych ludzi był syn barona Foxa. Wybrał się gówniarz na safari. Doradca prezydenta uchylił rąbka tajemnicy. Na południu, przy terenach Federacji nagle ni stąd ni zowąd rozpleniły się mutki. Jako że teren stał się mniej atrakcyjny dla łowców niewolników, zaraz musieli szukać nowych możliwości. Możliwe, że magnaci dostali zakaz zapuszczania się w nasze okolice, ale wiadomo jaka tam panuje samowolka. W końcu prezydent Collins się mocno zdenerwował i wysłał kilkudziesięciu chłopa, aby posprzątali. Trochę ucichło, bo żadnych meldunków o atakach nie dostajemy, ale Ci ludzie, którzy uganiają się za tymi gnojami bardzo przydali by się na miejscu. Robi się nieciekawie…

- Więc plotki o tych Pająkach które zabiły kilku ludzi w dzielnicy portowej to prawda?

- Tja. Zaraz musiałem ogrodzić teren i uciszać zbyt rozgadane gęby. Fala paniki nie jest nam teraz potrzebna. Dobrze, że chłopaki w miarę szybko wyłączyli z gry te maszynki, bo mogło być znacznie gorzej. I niestety być może wszystko przed nami. Wczoraj dostałem niepokojący raport: patrol sierżanta Hullka, tego młodego szczyla, co go wysłali na szkolenie do Posterunku, natknął się przed południem na trzy wyraźne ślady w piasku. Młody od razu rozpoznał ten trop. To kolejne pająki – siedziały tam i ładowały się przed akcją. Trop się niestety urwał jak tylko molochowe ścierwo weszło w ruiny. Wszyscy siedzimy jak na szpilkach, czekając na rozwój wypadków. No ale ja powiedziałem co wiedziałem, a teraz twoja kolej. Mówiłeś, że masz świeże informacje.


- Wpadło do mnie wczoraj kilku ludzi, którzy w pierwszym rzucie wrócili do miasta z polowania na łowców niewolników. Mówili, że jest ciężko, bo grupki są rozproszone i trudno cokolwiek zdziałać na tak rozległym terenie. Wzięli się na sposób i zaczęli udawać zwykłych podróżnych, co przyniosło pewne efekty. Jedna z grup wróciła przed dwoma godzinami i kilku chłopaków przywiozło mi pamiątki. Chodź, pokażę ci.



* * *

# Pistolet - Harpun #

Parametry:

Obrażenia: Lekkie
Nabój: Stalowy harpun
Punkty przebicia: 1
Wymagana budowa: 10
Szybkostrzelność: 1
Pojemność magazynka: 1
Dostępność: Znikoma
Cena: 90 Gambli
Reguły specjalne: Niezawodny. Jednostrzałowy. Nieporęczny.
Specjalnie ukształtowany harpun można wyrwać zdając trudny test odporności na ból.

Komentarz Zajceva:
To ciekawe maleństwo. Pistoletowy odpowiednik ogromnego pogromcy wielorybów. Przerobiona wersja nie nadaje się do użycia pod wodą gdyż siłę nośną stanowi tutaj ślepy nabój kaliber 9 mm. Długość linki to 30 metrów. Idealny do polowań na niewielkie stworzenia lądowe, ryby lub mniej ostrożne ptaki. Nie zadaje, co prawda, poważnych obrażeń, ale harpun trzyma mocno a wzmacniana linka nie daje się łatwo przeciąć lub przegryźć. Nic dziwnego, że łowcy niewolników upodobali sobie tę broń. Co prawda z kuszy również można miotać harpuny, ale ta konstrukcja jest o wiele bardziej poręczna.

* * *

Chłód nocy przenikał przez każdą szczelinę w ubraniu. Jeden z przyczajonych w ciemności mężczyzn wykopał głęboki dół i już miał zabrać się za krzesanie ognia, aby choć trochę ogrzać zgrabiałe dłonie, gdy od północy podbiegł do nich wysłany na zwiady chłopak.
- Śpią! Straży prawie nie ma. Wszyscy pochowali się w budynkach i rozgrzewają się alkoholem. Możemy zaczynać.
Przywódczyni grupy splunęła i podniosła z ziemi kij bejzbolowy.
- Zaraz rozpalimy sobie dużo większe ognisko. Zaczynamy.
Sprawnie i cicho podbiegli do prowizorycznego ogrodzenia. Wiatr wiał od strony budynków, toteż schowane w budach psy jeszcze ich nie wyczuły. Część ludzi pobiegła dalej trzymając w dłoniach butelki z benzyną. Czekali, przyczajeni w ciemnościach. Dźwięk rozbijanego szkła i jasne języki ognia w budynku po przeciwnej stronie były sygnałem do rozpoczęcia działań. Słychać już było krzyki. Słaby płot szybko poddał się pod kopnięciami bandytów. Wbiegli do pierwszego mieszkania. Z posłania na podłodze zerwał się mężczyzna, ale cios pałką w głowę skutecznie go uspokoił. Schwytana kobieta wyrwała się napastniczce i pobiegła w kierunku drzwi. Jeden z łowców niewolników wyciągnął mały miotacz harpunów, wycelował i nacisnął spust. Wadliwy nabój nie wypalił i stalowy harpun wciąż tkwił na swoim miejscu. Kobieta była już przy drzwiach, gdy te rozwarły się nagle, a stojący w nich mężczyzna rzucił się na uciekinierkę kneblując jej usta dłonią. Pożar objął już połowę drewnianego baraku. Zajęci gaszeniem ludzie nie mogli zauważyć, jak przez wyłom w ogrodzeniu wychodzą napastnicy taszcząc przerzucone przez ramię, związane i zakneblowane ofiary. Wkrótce zniknęli w ciemnościach podążając w kierunku wątłego światła, które nakierować ich miało na ukryte kilkaset metrów dalej samochody. Dwóch mężczyzn, jedna kobieta i dwoje dzieci – łowy były wyjątkowo udane.

* * *

# Włócznia - Paralizator #


Parametry:

Obrażenia: Ogłuszenie ( Cholernie trudny test budowy ) lub lekkie
Nabój: Baterie litowe (Dostępność 20 %)
Punkty przebicia: 1
Wymagana budowa: 12
Dostępność: Znikoma
Cena: 100 Gambli
Reguły specjalne: Nieporęczny

Komentarz Zajceva:
Oto paralizator na długim kiju od szczotki. Od biedy możesz tego użyć jak zwykłej włóczni, ale masz, na moje oko, duże szanse, że po takim ataku nie będzie się to nadawało do niczego. Sama konstrukcja i działanie jest tutaj nader ciekawe. Wystarczy przesunąć ten biały przycisk odbezpieczający na obudowie a następnie ugodzić przeciwnika lub zwierze. Bolce wbijają się lekko w ciało, a biegnące po nich przewody posyłają odpowiednią dawkę prądu elektrycznego. Musisz mieć ogromnego farta, aby to wytrzymać. No i jak masz solidną kamizelkę to gościu może Ci skoczyć…no chyba, że trafi w nieosłoniętą nogę. Mechanizm spustowy jest tu prosty: wystarczy że na bolce jest nacisk i od razu powstaje łuk elektryczny. Całkiem fajne urządzonko. Na pewno przydało by się stróżom prawa, ale póki co, częściej spotkasz to w rękach łowców niewolników.


* * *

Terkot starych cylindrów w zdezelowanej ciężarówce wybił się ponad hulający między głazami pustynny wiatr. Z wyrytych w litej skale korytarzy wychyliły się głowy zaciekawionych Indian. Boska Skała, w której jeszcze ich przodkowie zaczęli ryć korytarze i budować domostwa, momentalnie ożyła. Oto z kilkutygodniowej wyprawy wrócił jeden z plemiennych wojowników - Dumny Opos, który przywiózł narzędzia i lekarstwa. Dzięki temu plemię Skalnych Węży będzie mogło powiększyć swoją siedzibę i być może w końcu dokopać się do któregoś z podziemnych źródeł. Oczy wszystkich spoczęły na wysiadającym z zardzewiałego pojazdu mężczyźnie i dziwnej włóczni, jaką wyciągnął. Na tradycyjnym, drewnianym drzewcu zdobionym przez Matkę – żonę plemiennego wodza, tkwiło dziwne rozdwojone ostrze. Śrubki i kabelki przyozdobione już były plemiennymi barwami: strzępami szarego materiału. Kilka dzieciaków otoczyło przybyłego, który natychmiast skierował się w kierunku pomieszczeń Wodza. W połowie drogi zatrzymał go Pustynny Sęp – jego rywal i młodszy brat. Obaj byli pretendentami do objęcia wodzostwa i obaj od zawsze rywalizowali ze sobą wiedząc, że któryś będzie musiał w końcu ustąpić i podporządkować się.
- A cóż to za plugawe ostrze nosisz Oposie – młodzieniec nie potrafił ukryć pogardy dla starszego brata – czyż nasze plemienne groty przestały ci odpowiadać.
- To ostrze kupiłem u białych ludzi. Nic ci do tego. Zjeżdżaj – ostatnie słowa niemal wysyczał zły na to, że brat z niego drwi. Rzucił mu wrogie spojrzenie i chciał ruszyć dalej, ale zatrzymała go wymierzona w niego włócznia.
- Pokażę ci że nasze włócznie są lepsze od tego plugastwa jakie nosisz.
Obaj wojownicy bez zbędnych słów stanęli naprzeciwko siebie. Dumny Opos odblokował urządzenie i wymierzył włócznie w pierś brata.
- Do pierwszego draśnięcia, bachorze. Tak jak nakazuje tradycja.
Wystrzelili ku sobie jak węże. Wąski korytarz utrudniał walkę, ale obaj z niesamowitą zajadłością próbowali zranić siebie nawzajem. Pustynny Sęp pchnął mocno włócznią, lecz jego brat sprawnie uskoczył przed ciosem i unieruchomił broń brata przypierając ją do ciała łokciem. W tej samej chwili jego własny oręż ugodził przeciwnika w nogę. Młodzieniec z przerażeniem na twarzy drgał spazmatycznie, gdy bolce przewodzące wbiły się w jego ciało i pompowały paraliżujące napięcie. Po chwili zwalił się z łoskotem na podłogę. Na końcu korytarza całą scenę obserwował wódz plemienny. Uśmiechnął się pod nosem idąc w kierunku zwycięzcy.

Asortyment sklepu Zajceva #2

Padający od kilku dni śnieg pokrył bielą szkielety zrujnowanych budowli. Kilka osób, brnąc w zaspach, starało się czym prędzej uciec przed mroźną zamiecią. Ponad pohukiwania wiatru wzbił się warkot silnika, a zapadający mrok ustąpił, rażony światłem samochodowych reflektorów. Luksusowa limuzyna z platynowymi felgami podjechała pod budynek dawnej komendy nowojorskiej policji. Targany podmuchami płócienny transparent zawieszony na pozostałościach trzypiętrowego budynku ogłaszał wszem i wobec, że w piwnicach tegoż budynku znajduje się obecnie najlepszy sklep z bronią w Nowym Jorku, prowadzony przez Igora Zajceva. Z pojazdu wysiadły dwie postacie, kierując się spiesznie w kierunku wejścia. Jeden z nich, skostniałymi z zimna dłońmi namacał przycisk dzwonka. Z głośnika nad drzwiami odezwał się monotonny, znudzony męski głos:

- Witamy w sklepie Igora Zajceva. Za chwilę otworzą się drzwi. Proszę stanąć przed bramką skanującą i wykrywaczem metali. Do niebieskiego pudła proszę włożyć rzeczy na handel. Do czerwonego broń osobistą i pancerz. Wszelkie próby przemycenia broni będą surowo karane. Życzymy udanych zakupów.

Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypieniem. W pomieszczeniu, w którym było niewiele cieplej niż na zewnątrz, zrzucili z siebie pokryte śnieżną skorupą futrzane płaszcze i czapy. . Jeden z nich, niewysoki starszy mężczyzna, mimo iż szczupły, wciąż zdradzał pewną zwinność ruchów. Ubrany był w dobrze skrojony, szary, wełniany garnitur doskonale pasujący do jego idealnie siwych, sięgających do ramion włosów. Spod krzaczastych brwi lustrowały okolicę oczy pełne dumy i wyniosłości. Również szlachetne rysy twarzy oraz wspaniały złoty łańcuch noszony na szyi nadawały całej postaci szlachetnego wyglądu. Prawa dłoń opierała się na wspaniale zdobionej lasce z ciemnego drewna. Lewa dłoń oparta była o rękojeść spoczywające w pochwie wiszącej u pasa, pokrytej srebrem, krótkiej szpady. Drugi z mężczyzn, wysoki młodzieniec, ubrany był o wiele skromniej. Również u jego boku wisiało ostrze, z tą różnicą, że znacznie krótsze i pozbawione zdobień. Gdy podążali w kierunku bramki skanującej, ich drogę zastąpił stojący do tej pory z boku strażnik.

- Zakaz wnoszenia wszelkiej broni. Miecze proszę zostawić w czerwonym pojemniku na rzeczy osobiste.


* * *


Igor Zajcev kończył właśnie reperować starego Colta, gdy za drzwiami do sklepu rozległ się dźwięk bijatyki i przeładowywanej broni. Aloszka – Jeden z jego kuzynów – bliźniaków, zerwał się z kanapy śpiesząc na pomoc bratu pilnującemu wejścia. Igor wstając chwycił leżący na półce obrzyn. Syknął z bólu. Zawsze tak miał, gdy gwałtownie wstawał. Stare rany na prawej nodze doskwierały mu ostatnio coraz bardziej. Powoli kuśtykając do drzwi naciągnął kurki obu luf. Cokolwiek by się nie działo, chmura śrutu z dwururki to najlepsza polisa na życie. Już kilka razy ta stara prawda ocaliła jego skórę. W „pomieszczeniu bezpieczeństwa”, jak zwykł nazywać korytarz z wykrywaczem metalu i bramką skanującą, ujrzał bliźniaków celujących do jakiegoś dystyngowanego, siwego mężczyzny w nienagannie skrojonym garniturze. Na podłodze leżał nieprzytomny młodzieniec. Najwyraźniej Misza się zdenerwował.

- Co tu się dzieję! Misza?

- Ci dwaj chcieli wejść tutaj z bronią – Ochroniarz pokazał lufą na wiszące u pasa eleganckiego mężczyzny ostrze. - Ten młody twierdził że są z Federacji i że ten tutaj to szlachcic. Co mnie to obchodzi szefie. Przepisy to przepisy. Byłem miły, to nie słuchali.

- Kim pan jest? – Igor opuścił lufy i zwolnił kurki w dwururce.

- Nazywam się baron Jewgienij Malaczenko. Jestem szlachcicem z Federacji Apallachów i żądam wyjaśnień. To jak potraktowali mnie pańscy ludzie, nie mówiąc o moim przybocznym, to jakiś skandal.

- Pan wybaczy, baronie. Misza to dobry chłopak. Wykonywał tylko swoją robotę. Nie byliśmy uprzedzeni o wizycie przedstawiciela szlachty z zaprzyjaźnionej Federacji. Jeśli nie ma pan nic przeciwko to zapraszam do sklepu. O chłopaka proszę się nie martwić. Misza się nim zajmie. Prawda Misza?

- Ale szefie to nie…

- To nie ważne. To nieporozumienie. Zrób co mówię. A pana zapraszam do mnie. Z reguły nie wpuszczamy nikogo z bronią, stąd ten incydent, ale dla szlachetnie urodzonego myślę że nie będziemy tak rygorystyczni. Proszę zatrzymać swój miecz.

Wyraźnie udobruchany baron spojrzał jeszcze z pogardą na zdezorientowanego strażnika, i zachęcany gestami Zajceva, ruszył do następnego pomieszczenia.

- Napije się pan czegoś. Mam przedwojenną wódkę, Trochę wina… I pańskie nazwisko, baronie. Ma pan europejskie korzenie?

- Wódkę – Baron wciąż jeszcze nie mógł ukryć niechęci - A tak. Moi dziadowie pochodzili z Ukrainy. Pan jak sądzę miał przodków w Rosji.

- Zgadza się – Handlarz sprawnie napełnił dwie szklanki. – Pana zdrowie. Jeszcze raz przepraszam za ten incydent.

- Mój czas jest cenny, więc przejdę do konkretów – baron jednym ruchem wlał w siebie całą zawartość szklanki – Polecono mi pana, jako osobę, u której znajdę to czego mi trzeba. Mam mam nadzieję więc, że po raz drugi nie rozczaruję się wizytą tutaj. Tegoroczna zima jest wyjątkowo sroga, więc postanowiłem skorzystać z zaproszenia jednego z moich znajomych w Miami. Wyruszam na kilka dni na polowanie. Mam zamiar wraz kilkoma innymi przedstawicielami elit Federacji przywieźć z Neodżungli kilka ciekawych trofeów. Szukam czegoś niestandardowego. Czegoś co sprawi, że moi nadęci sąsiedzi zzielenieją z zazdrości. No i oczywiście czegoś co nie tylko będzie efektownie wyglądało. Cena nie gra roli.

Zajcev w zamyśleniu powoli sączył alkohol.

- Czy ma pan odpowiednie pozwolenie na zakup takiej broni?

- Oto one – dystyngowany mężczyzna wyjął z kieszeni żółtą kartkę pokrytą maszynowym pismem. Pieczątka i podpisy się zgadzały.

- Myślę, że mam coś w sam raz dla pana, baronie. Myślę, że to idealnie wpisze się w pańskie gusta.


* * *


# Nowoczesna Kusza #



Parametry:


Obrażenia: Ciężkie

Nabój: Bełt

Punkty przebicia: 2

Wymagana budowa: 14

Szybkostrzelność: 1

Pojemność magazynka: 1

Dostępność: Niewielka

Cena: 160 gambli

Reguły specjalne: Celny ( Dołączony celownik ), Niezawodny, Niewielki zasięg (jak pistolety)


Komentarz Zajceva: To cudeńko sprzedał mi jeden z nowojorskich żołnierzy powracających z misji na jednym z odcinków Missisipi. Pan baron słyszał, że chcą z tego szamba zrobić szlak transportowy dla wojsk Frontu Północnego. Tak więc prezydent wysyła naszych chłopców, aby pomagali miejscowym wyżynać mutantów którzy się tam zalęgli. Dość paskudna sprawa podobno. Wiele ofiar. Kuszę tą znaleziono przy jednym z zabitych mutków. Podobno zanim padł, zdążył powystrzelać kilku naszych. Niech gryzie ziemię. Ścierwo. Do kuszy dorzucam gratis kilka profesjonalnie wykonanych bełtów.


* * *


Mgła zalegająca nad rzeką nieco opadła, toteż mężczyzna dał znać chłopcu że czas już wyruszać. Sprawnie ściągnęli cumy i odbili tratwę od prowizorycznego pomostu. Równomiernym wiosłowaniem kawałkiem deski bez problemu pokonywali łagodny nurt rzeki. W tym miejscu woda była wyjątkowo spokojna, a wiele ryb, zmęczonych długą podróżą w kierunku oceanu, szukało schronienia w wodnej roślinności. Młody chłopiec z dumą trzymał rodzinny skarb. Wspaniałą kuszę, którą jego ojciec dostał od wuja, w zamian za udzielenie schronienia. Tratwa dopływała do miejsca, gdzie nad powierzchnię cuchnącej wody wystawał skorodowany dziób zatopionego statku wycieczkowego. Pordzewiały wrak był istnym rybim rajem, toteż tutaj połowy były zawsze najobfitsze.

- Tato! Czy będę mógł dzisiaj strzelać.

Mężczyzna mocujący właśnie tratwę do wraku odwrócił głowę i uśmiechnął się do syna. Ogromna narośl na szyi pulsowała w równym tempie. Nabrzmiała powieka pokrywająca zniekształcone, pokryte bielmem lewe oko bez przerwy mrugała. Drugie, zdrowe oko z miłością patrzyło na syna.

- Dobrze. Rozrzuć przynętę a tatuś wszystko przygotuje.

Mężczyzna delikatnie wyjął kuszę z rąk chłopca. Wprawnym ruchem naciągnął cięciwę. Pokryte zrogowaciałym naskórkiem dłonie wyszperały z drewnianej skrzyni Bełt z przyczepionym do niego cienkim, mocnym sznurkiem. Po chwili kusza była gotowa do strzału.

Do rozrzuconych na powierzchni wody kawałków pszennego ciasta zaczęły właśnie podpływać wygłodniałe ryby.

- Pamiętasz synku, to co ci tłumaczyłem ostatnim razem. Patrzysz przez ten celownik. Delikatnie naciskasz spust, ale tylko wtedy gdy ryba na dłużej zajmie się kawałkiem ciasta.

Chłopiec chwycił kuszę zdrową ręką. Druga, skarłowaciała i pokryta pomarszczoną, gnijącą skórą, podrygiwała spazmatycznie.

- Nie martw się. Niedługo załatwimy Ci jakąś protezę, i będziesz mógł strzelać samodzielnie. No, uważaj. Zwolniłem blokadę. Ja trzymam, ty celujesz.

Z cichym brzękiem zwalnianej cięciwy bełt poszybował wbijając się w powierzchnię wody. Mężczyzna powoli nawijał sznurek. Opór na końcu świadczył o tym, że strzał był celny. Wspólnymi siłami udało im się wyciągnąć dużą dwuogonową rybę pokrytą cuchnącym, gęstym śluzem.

- No synku! Wspaniale! Twoja pierwsza złowiona ryba. I to największa jaką widziałem w życiu

Bezzębne usta chłopca rozszerzyły się w pełnym radości i dumy uśmiechu.

- Jeżeli uda nam się przeżyć, pewnego dnia przejmiesz tę kuszę ode mnie i będziesz przynosił do osady dużo smacznego rybiego mięsa… Jeżeli tylko uda nam się przeżyć…


* * *


# Nowoczesny Łuk #



Parametry:


Obrażenia: Ciężkie

Nabój: Strzała

Punkty przebicia: 2

Wymagana budowa:13

Szybkostrzelność: 1

Pojemność magazynka: 1

Dostępność: Niewielka

Cena:170 gambli

Reguły specjalne: Celny ( Dołączony celownik elektroniczny ), Niezawodny.


Komentarz Zajceva: To cudeńko przedwojennej myśli technicznej trafiło do mnie dokładnie trzy dni temu, praktycznie w stanie nienaruszonym. Stworzona specjalnie do polowań. Idealna dla każdego, komu znudziły się głośne, ciężkie strzelby. Coś, co pozwoli panu, baronie, zbliżyć się do natury. Zestaw bloczków w naciągu i odpowiednie materiały sprawiają że nie trzeba dysponować nadludzką siła, aby wykorzystać cały potencjał tej broni. Ale cały sekret jej wyjątkowości tkwi w elektronicznym celowniku, który, niedość że znacznie przybliża cel, to jeszcze samodzielnie bierze poprawkę na odległość, wiatr a nawet wilgotność powietrza. Zasilany standardowymi akumulatorkami, toteż nie ma problemów z jego działaniem. Cały ten sprzęt jest niezwykle delikatny, toteż należy obchodzić się z nim bardzo ostrożnie. Kolejnym plusem jest kilkanaście strzał, które mają wymienne, dokręcane groty. Udało mi się zdobyć kilka rodzajów, które można użyć w zależności od tego na co się poluje, lub do czego się strzela.


* * *


Porucznik Luttsonn obserwował ruchy maszyn przez lornetkę. Wszystko układało się nie po jego myśli. Najpierw wóz z zaopatrzeniem rozwalił się na środku pustyni, i trzeba było zostawić część chłopców, aby studzili grabieżcze zapędy okolicznej ludności. Potem okazało się że sprzęt który dostali nie jest tak sprawny jak wszyscy myśleli. No i kiedy po kilku godzinach żmudnej pracy udało im się wreszcie połatać tę przeklętą magistralę kablową i wreszcie dociągnąć ją do budynku, gdzie założyli punkt obserwacyjny, jak z pod ziemi, na ich tyłach wyrósł patrol molochowych sług. Właśnie w tym momencie porucznik przekonał się o dwóch rzeczach: Że urządzenia zagłuszające również nie są sprawne, i po drugie, że rzeczywiście Moloch interesuje się tymi terenami, skoro w okolicy kręcą się takie siły. Cudownie…Wprost fantastycznie.

Porucznikowi mina zrzedła jeszcze bardziej, gdy ponownie spojrzał przez lornetkę na zrujnowany plac. Do patrolujących i nasłuchujących Łowców dołączyła właśnie maszyna inżynieryjna. Robot sprawnie przecinał żyły magistrali, podłączając się kolejno pod każdy kabel. Pewnie wkrótce trafi na przewód transmisyjny i dotrze do danych, do których dotrzeć nie może. Szlag by to trafił!

Klęczący obok żołnierz obserwował całą sytuację przez okular celownika optycznego. Od czasu do czasu spoglądał na porucznika, czekając na sygnał do oddania strzału. Po cichu liczył na to, że nie będzie musiał tego robić. Ten scenariusz jest już dobrze znany. Ktoś oddaje strzał. Jedna maszyna obrywa, i jak Bóg pozwoli, strzał okazuje się zabójczy. W tym czasie reszta maszyn lokalizuje strzelca analizując kierunek skąd nadszedł dźwięk wystrzału. Jedna maszyna w zamian za życie kilku, kilkunastu ludzi. Moloch maszynę zastąpi łatwo. Cała nadzieja w sierżant Kate


*


Sierżant Kate ostrożnie nakręcała na strzałę wyjętą właśnie ze stalowego pudła, specjalną końcówkę.

Grot uformowany w kształt stożka, złożony był z kilku warstw różnych materiałów wybuchowych. Sama zasada działania była prosta. Na samym czubku znajdowały się dwie szklane tulejki z chemicznym płynem. Pod wpływem uderzenia tulejki pękały, a powstałe w wyniku zmieszania chemikaliów napięcie odprowadzane było niewielkim drucikiem na koniec wybuchowego stożka. Do mikrozapalnika dociera impuls elektryczny, następuje inicjacja detonacji. Poszczególne materiały wybuchowe wybuchają łańcuchowo tworząc ogromną chmurę gorącego gazu skierowaną w stronę celu. Nie ma takiego pancerza, który by to wytrzymał. Gorące gazy i fala uderzeniowa rozrywają i topią wnętrze maszyny. Całość trwa ułamek sekundy Jakieś przeszkody? Mnóstwo. Szansa na niewybuch: czterdzieści procent. Szansa na przedwczesną eksplozję przy wyjmowaniu z pojemnika lub montowaniu na strzale: dwadzieścia pięć procent. Jak do tej pory dwa udokumentowane przypadki śmiertelne. Statystyka nigdy nie była najmocniejszą stroną Posterunku. Grot siedzi. Oby tylko trafił w cel i wybuchł. Sierżant Kate odgarnęła niesforne, pokryte kurzem włosy i delikatnie oparła strzałę o cięciwę. Kciukiem włączyła elektroniczny celownik. Bloczki napinające skrzypnęły cicho, gdy kobieta dociągnęła cięciwę do policzka. Komputer celowniczy szybko analizował dane. Skierowała łuk zgodnie z wytycznymi minikamery. Oby tylko wybuchł, oby tylko wybuchł. Puściła cięciwę. Czas jaki strzała potrzebowała na dotarcie do celu wydawał się wiecznością. Wszystko zadziałało. Strzała przykleiła się do bocznego pancerza, a milisekundę później cała maszyna inżynieryjna eksplodowała. Impet przewrócił pozostałe roboty. Zdezorientowani Łowcy biegali bezładnie atakując stalowymi ostrzami napotkane na swej drodze obiekty. Niedługo nastąpi procedura odwrotu. Nie było strzelca. Nie słychać było strzału. Jednostka zniszczona. Czas zyskany w ten sposób pozwoli żołnierzom usunąć magistralę, zabrać sprzęt i wycofać się z tego miejsca, zanim Moloch przyśle siły, które zaczną penetrować okolicę. Dziś się udało. Ciekawe, co przyniesie jutro.

Asortyment sklepu Zajceva #1

Ben Hustler szybkim, ćwiczonym od lat ruchem wyciągnął broń z kabury, kładąc ją do czerwonej skrzyni na broń osobistą. Przechodząc przez wykrywacz metalu skłonił się jednemu ze strażników. Ten odpowiedział uprzejmym uśmiechem.
- Dzień dobry panie komendancie! Pracowity dzień? - Jak zawsze. Szef jest mam nadzieję? - Tak. Proszę do następnego pomieszczenia.
Stalowe drzwi otworzyły się niemal bezszelestnie. Na kanapie siedział kolejny strażnik skręcający właśnie papierosa. Dalej, za zakratowanym okienkiem, wielki niczym niedźwiedź mężczyzna dopijał właśnie swoją kawę. Pomarszczoną ręką wprawił pozytywkę w ruch z lubością patrząc na obracającą się wokół własnej osi, szklaną baletnicę . Z blaszanej puszki pobrzękiwała melodia Jeziora Łabędziego. Igor Zajcev nigdy nie rozstawał się z jedyną ocalałą pamiątką rodzinną i puszczał ją za każdym razem kiedy do jego sklepu wchodził klient. Ujrzawszy komendanta powstał z krzesła. W świetle żarówki można było dostrzec że lewa część twarzy równie z nosi ślady oparzeń podobne do tych na dłoni. Hustler pamięcią powrócił do wydarzeń sprzed dziesięciu lat, kiedy pod gradem ołowiu wypluwanego przez atakujące maszynki Molocha, wraz z kilkoma kolegami ciągnął za sobą nieprzytomnego i poparzonego Zajceva. To właśnie wtedy maszyny po raz pierwszy użyły miotaczy płomieni.
Druga obrona Nowego Jorku została okupiona ogromnymi stratami, ale czujki Molocha musiały wycofać się na swoje tereny. Aż strach pomyśleć co by było gdyby Stalowa Bestia użyła głównych sił.
- Ben! Jak miło Cię widzieć. Co Cię do mnie sprowadza?
Zajcev ukrytym pod blatem przyciskiem otworzył drzwi do magazynu i serdecznie uścisnął starego przyjaciela. Ruchem ręki zaprosił go do pomieszczeń mieszkalnych.
- Witaj Igor. Pomyślałem, że wpadnę…no i przy okazji muszę coś sprawdzić. - Najpierw przyjemność, potem obowiązek – Igor wyciągnął z szafki butelkę przedwojennej wódki. Wprawnym ruchem otworzył konserwę i pokroił wojskowe suchary.
Alkohol przyjemnie rozgrzewał. Zbliżała się zima a podróże w opancerzonym samochodzie nie należały do najbardziej komfortowych. Na pytające spojrzenie przyjaciela komendant westchnął cicho i wyłożył z czym przyszło mu się mierzyć ostatnimi czasy.
- Gangi znowu podniosły głowy. Wczoraj ostrzelano nasz posterunek na zachodnim krańcu miasta. Dzielnicy Mattrow też się nieźle dostało. Zaatakowano magazyn z żywnością. Zabito czterech członków dzielnicowej milicji oraz jednego z naszych ludzi których wysłaliśmy na pomoc. Wiem że bandyci dysponowali czymś cięższym niż zwykle. Znaleziono tulejkę po rakietnicy LAW oraz kilka karabinów szturmowych. Te gnojki miały też niezły zapas amunicji. Posterunek, który ostrzelano wyglądał jak sito. Dobrze, że chłopaki pojechali na patrol, a reszta w porę zauważyła szykujących się do ataku bandziorów. Zginął tylko jeden z moich ludzi oraz kilku mieszkających wokół posterunku cywilów. Już coraz trudniej zapewnić bezpieczeństwo w ruinach położonych daleko od centrum. Ludzie zaczynają szemrać że prezydent nie potrafi ich obronić. Najgorsze jest to, że atakowano z terenu kontrolowanego przez nas, a nie donoszono mi o jakiś większych próbach przemytu broni… - Słyszałem coś o tym. Prezydentowi wydaje się, że to my dostarczamy broń…czy tak? - Prezydentowi póki co nic się nie wydaje. Kazał tylko sprawdzić wszystkie sklepy, które dostały od niego pozwolenie. Wiem że nie ma świadków, że sprzedajesz gierki, kiedy kupujący nie dostał zgody od nas. Musze tylko dla zwykłych formalności sprawdzić co ostatnio sprzedałeś i komu. - Nie ma sprawy – Igor uśmiechnął się przyjaźnie podając mu gruby, zapisany drobnym pismem brulion.
Hustler przez chwilę studiował kolejne kartki. Potem wraz z Zajcevem przeglądał zawartość wyłożonych starymi szmatami, wojskowych skrzyń..
- Wygląda na to, że wszystko się zgadza. Sprzedałeś kilka pistoletów…trochę amunicji, jeden granat…w sumie nic takiego, co mogło być użyte przez tamtych gnoi. Wygląda na to że znowu ktoś przemyca do miasta sprzęt bez naszej wiedzy. Moi ludzie sprawdzą jeszcze innych handlarzy a w szczególności Krwawego Ricka. Już od dawna podejrzewałem, że ten wieprz coś kręci na boku – Hustler przerzucił kilka kolejnych kartek – Pewnie po tym incydencie będzie trochę kontroli, więc nie trzymaj nic ponad to co mamy spisane. Prezydent ciska się ze złości, bo cały czas ma problem z ujarzmieniem tego oceanu ruin, a Moloch coraz bardziej zaczyna nas naciskać. - Może przy okazji masz ochotę popatrzeć na kilka ciekawych egzemplarzy, które moi ludzie zdobyli w Atlancie? Mam też trzy nowe książki o broni. No i w butelce zostało jeszcze trochę wódki. - Dorothy znowu się wścieknie jak wrócę pijany, ale wiesz że nie mógłbym sobie odmówić tej przyjemności. Pokaż, co tam masz.
* * *

# Bushmaster M-17s #

Parametry:

Obrażenia: Ciężkie
Kaliber: 5,56mm
Nabój: 5,56x45 NATO
Punkty przebicia: 1
Wymagana budowa: 11
Szybkostrzelność: 2
Pojemność magazynka: 30
Dostępność: Niewielka
Cena: 90 Gambli
Reguły specjalne: Celny ( Dołączony celownik ), Niezawodny.

Komentarz Zajceva: Broń odkupiona od wędrownego handlarza w okolicach St. Matheus. Podobna do Steyr Aug lecz produkowana w Ameryce w latach 1995 – 2005. Według komentarzy autorów książek nie cieszyła się szczególnym popytem na rynku cywilnym a wojskowi i policja w ogóle jej nie zauważali. Do tej pory musiało się zachować niewiele sztuk, ponieważ jest to pierwszy egzemplarz, jaki spotkałem. Waży 3,7 kg i mierzy 76 cm. Pasują do niej magazynki z M-16, M4A1 i ich modyfikacji. Strzela amunicją, która jest jeszcze dostępna, więc myślę że to dobra inwestycja.


* * *

Dwaj mężczyźni ostrożnie przeczesywali ruiny małego miasteczka, którego nazwy nikt już nie pamięta. Wschodzące słońce raziło niemiłosiernie w oczy a zaciekawione przybyszami gryzonie wychylały się ze swoich nocnych legowisk. Ostrożnie szukali dla siebie dogodnego miejsca. W końcu ich trudy zostały nagrodzone. Wspięli się na zardzewiałą latarnie która mocno już skorodowana, przechyliła się opierając o piętrowy budynek. Schody były zniszczone, więc była to jedyna droga aby dostać się na piętro. I o to im właśnie chodziło. Za nimi równie ostrożnie skradali się kolejni ludzie z ich oddziału. Wszystko zgodnie z planem.
Trzeba było kilku godzin aby na umówione miejsce dotarł herszt Płomieni – znanego z okrutności motocyklowego gangu. Czekał na przybycie ludzi, którzy dostarczą mu informację o miasteczku Galeen Town, na które od miesięcy ostrzył sobie zęby. Ludzie Ci przybyli już wcześniej i właśnie szykowali się do przesłania informacji.
Peter odbezpieczył swój najnowszy nabytek: karabin szturmowy M17s Bushmaster. Sterta szmat na framudze zniszczonego okna miała mu zapewnić stabilność przy celowaniu. Przez okular celownika optycznego ujrzał znienawidzoną przez okolicznych ludzi twarz. Ten parszywiec był już tak bezczelny, że nie spodziewał się, aby ktoś mógłby mu zagrozić. Miał się teraz przeliczyć. Z budynku rozległ się strzał. Herszt zsunął się z motoru trzymając się za przestrzeloną szyję. Drugi pocisk trafił go w głowę kończąc agonię. Bezmyślni gangersi rzucili się do swych maszyn i na pełnej prędkości wpadli między ruiny, siejąc pociskami po zniszczonych budowlach. W ruinach stracili swoją manewrowość i szybkość. Przyczajeni wśród gruzu mężczyźni czekając właśnie na ten moment odpowiedzieli ogniem. Tak właśnie kończy się historia gangu Płomieni.


* * *

# Luger P-08 Parabellum #


Parametry:

Obrażenia: Lekkie
Kaliber: 9mm
Nabój: 9x19 Parabellum
Punkty przebicia: 1
Pojemność magazynka: 8
Dostępność: Unikat
Cena: 80 Gambli
Reguły specjalne: Zawodny, Celny, Unikat ( + 1 do reputacji ), Mały magazynek.

Komentarz Zajceva:
Pistolet dostarczony przez łowcę i handlarza Tima McMuskie. Jak twierdził, znalazł go w ruinach domu pewnego weterana wojennego z czasów II wojny światowej. Według znalezionych listów i zapisków ze wspomnień była to broń wziętego do niewoli niemieckiego kapitana łodzi podwodnej. Niestety inne znalezione w tym miejscu gamble: listy, mundur, odznaczenia i ksiązki zostały sprzedane, z powodu czego bardzo ubolewam. Jest to bardzo ładnie wyglądający pistolecik. Ma klasę i czuć w nim historię. Może nie jest tak dobry jak nowoczesne konstrukcje ale robi wrażenie i rozstanę się z nim z ciężkim sercem. Ktoś go dostosował i pistolecik pożera współczesne dziewiątki, więc nie ma problemu z amunicją. Niestety piętno czasu się na nim odcisnęło i czasami bywa zawodny. Mierzy 23 centymetry i waży 1,9 kg.
Cudo.


* * *

Pierwszy raz w życiu ujrzał Las Vegas jak był malutkim chłopcem. Pamiętał jak był zafascynowany przeogromną paletą barw, jaka wyrzynała się z mroku pustyni. Jego ojciec zabrał go tam na urodziny. Tak się składa że urodzili się tego samego dnia więc zawsze razem spędzali ten szczególny dzień robiąc coś na co zwykle nigdy nie mieli czasu. W tym pamiętnym roku odwiedzali twierdzę hazardu. Pamiętał smak malinowych lodów z posypką, napięcie, jakie udzielało się wszystkim przy grze w jednorękiego bandytę oraz uśmiechniętą twarz ojca który z dumą prezentował wygrany w BlackJacka worek żetonów. Dziś odwiedzając po wielu latach to miejsce nie mógł się nadziwić jak bardzo wszystko się zmieniło. Widać życie w teksasie strasznie go rozpieściło i nie mógł jeszcze przyzwyczaić się do tych wszystkich martwych rumowisk, jakie widział podróżując na północ. Pierwszym kasynem, jakie spotkał był „Wesoły Króliczek” W niczym nie przypominał tych przedwojennych. W obskurnym wejściu stało dwóch goryli. W źle dopasowanych, opinających ich napompowane sterydami mięśnie marynarkach, wyglądali bardziej śmiesznie niż groźnie. Spokojnie dał się przeszukać. Właśnie odkładał swój pistolet, kiedy z wejścia wyszedł elegancko ubrany mężczyzna w towarzystwie kolejnych ochroniarzy. Zmierzał w kierunku zaparkowanego luksusowego mercedesa gdy kątem oka zobaczył broń stojącego przed wejściem mężczyzny. Szepnął coś do ochroniarza.
- Mój szef chciałby pana zaprosić do swojego samochodu.
Otoczony zewsząd staruszek wsiadł do limuzyny. W środku na wygodnym siedzeniu siedział widziany przez niego elegancki mężczyzna.
- Mam do pana pytanie. Co to za broń którą pan przyniósł do naszego pięknego miasta i skąd ją pan ma.
- Eee… nie wiem dokładnie.To Luger chyba…przynajmniej tak jest wyryte na kolbie a znalazłem ją na moim polu, kiedy orałem ziemię. W czasie orki odkopałem drewnianą skrzynkę pokrytą skórą. W środku był ten pistolet. Było też trochę amunicji i dokumenty w jakimś dziwnym języku. Papiery i skrzynkę sprzedałem.
- Luger…Luger..a tak. A więc mam do pana propozycję. Dam panu tysiąc żetonów, które będzie pan mógł zainwestować w moim lokalu w zamian za tę broń.
- Za ten złom… to szczodra propozycja proszę pana, ale ja muszę mieć broń jak będę wracał do domu.
Elegancik odwrócił się i powiedział kilka słów do kierowcy. Ten po chwili oddał mu swój rewolwer.
- Mam dziś dobry dzień, więc niech stracę. Dorzucę jeszcze ten rewolwer. Co pan na to.
Teksańczyk zauważył że ochroniarze z napięciem czekają na choćby jeden gest szefa aby go rozszarpać.
- Dziękuje za tak szczodrą ofertę. Proszę oto pański pistolet.
- Dziękuje również. Miłej zabawy w „Wesołym Króliczku”
Staruszek wysiadł z samochodu i podszedł do wejścia. Rozładowany rewolwer oddał na przechowanie. Potrząsnął trzymanym przez siebie workiem i przyjemny dźwięk podrzucanych wewnątrz żetonów znów przywołał obrazy z dzieciństwa. Może szczęście mu dziś dopisze. W końcu to jego urodziny…

Sklep Igora Zajceva


SKLEP IGORA ZAJCEVA

„ Igor Zajcev? Kojarzę. To ten handlarz bronią. Gruba ryba. Znajdziesz jego sklep parę przecznic dalej. Tam, przy tym spalonym wieżowcu. Musisz mieć papiery od policji Nowego Jorku, jeśli chcesz kupić cokolwiek u niego. Znam kogoś, kto na boku może takie załatwić. Zainteresowany?”

* * *

Kobieta ostrożnie rozejrzała się po okolicy po czym skinęła na ukrytą w cieniu ruin przyjaciółkę. Szybkim krokiem ruszyły w stronę rozwieszonego na zniszczonych kondygnacjach transparentu, który swą krzykliwością wybijał się ponad szarość naprędce łatanych budynków. Kilkumiesięczne mrozy zebrały straszliwe żniwo w tej ledwo co wydartej gruzom dzielnicy. Dwa lata oczyszczano ten skrawek miasta z wszelkiego plugastwa jakie żerowało dotychczas na trupie martwej metropolii. Ani mutanci, ani patrole Molocha, ani nawet zdegenerowani ludzie czy dzikie zwierzęta nie były w stanie wyrządzić tyle szkód co ostatnie mrozy. Wszystko w dzisiejszym świecie jest pokręcone i odbiegające od normy. Zima przyszła nagle, zaskakując wszystkich. W ciągu jednej nocy temperatura obniżyła się diametralnie. Zimny wiatr nadciągający znad oceanu wdzierał się w każdy zakamarek prowizorycznych mieszkań. Wysysał ciepło, niczym te małe niebezpieczne gryzonie, o których opowiadali ludzie wędrujący po pustkowiach. Nad ranem wielu osobom nie było dane kolejny dzień zmierzyć się z rzeczywistością. Wciąż jeszcze w wielu miejscach można natknąć się na zmrożone zwłoki leżących w łóżkach ludzi. Niewiele osób zdążyło zebrać opał i zapasy. Ci, którzy nie dali rady, musieli skapitulować przed morderczą aurą. Kobieta wzdrygnęła się na wspomnienie dzikich psów, które z ogromnym wysiłkiem ciągnęły w ruiny zamarznięte ciało jakiegoś staruszka. Groteskowość tej sceny porażała. Staruszek był niczym posąg. Uśmiechał się przez sen, i z tym wyrazem twarzy umarł. Ten sam uśmiech towarzyszył mu i wtedy, gdy wygłodniałe psy szarpały jego ciało. Kobieta odegnała przykre wspomnienia, chwyciła dłoń przyjaciółki, i rozglądając się trwożnie szybkim krokiem ruszyła w kierunku upatrzonego wcześniej budynku. Okolica nigdy nie była bezpieczna, kiedyś jednak od czasu do czasu pokazał się tutaj patrol Policji Nowego Jorku, a i ludzie organizowali się sprawniej, aby odstraszać wszelkiej maści typów spod ciemnej gwiazdy, jakich rzesze ściągały w granice skupisk ludzkich. Teraz, gdy prawie wszystkie siły policyjne skoncentrowano w północnej części miasta wokół ogarniętej epidemią dzielnicy, wszelkiej maści bandyci nabrali animuszu.

Nie dalej jak wczoraj jedna z takich grup otoczyła budynki zajęte przez ocalałych mieszkańców przedmieść. Postawili warunek – dwa dni na oddanie określonej ilości żywności lub opału. Brak jednego lub drugiego oznacza dla tych ludzi pewną śmierć. O spełnieniu postulatów nie ma mowy – trzeba będzie się bronić. Ale co może zrobić garstka nieuzbrojonych, pozbawionych wsparcia miejscowych. Jedno jest pewne. Będą potrzebowali broni, a tę najprędzej dostaną w miejscu, do którego zmierzały.


* * *


Zgrabiałymi z zimna palcami Wcisnęła przycisk interkomu. Z umieszczonego wyżej głośnika, wśród trzasków i szumu odezwał się nagrany na taśmę głos:

„ Witamy w sklepie Igora Zajceva. Za chwilę otworzą się drzwi. Proszę stanąć przed bramką skanującą i wykrywaczem metali. Do niebieskiego pudła proszę włożyć rzeczy na handel. Do czerwonego broń osobistą i pancerz. Wszelkie próby przemycenia broni będą surowo karane. Życzymy udanych zakupów”

Po chwili za taszczącymi gamble na wymianę kobietami zamknęły się automatyczne drzwi. Strażnik w pomieszczeniu kontrolnym zerknął na pozwolenie zakupione u okolicznego fałszerza. Skinął głową zapraszając kobiety do środka.

SKLEP…


I. Teren zewnętrzny


Aby odnaleźć sklep z bronią Zajceva musimy wybrać się w podróż do Nowego Jorku. Po budynku, w piwnicy którego mieści się sklep, pozostały tylko dwa kompletnie zniszczone piętra. Pozostałości starannie oczyszczono pozbywając się wszelkiego niepotrzebnego gruzu, który obciążałby zniszczoną konstrukcję. Od strony wejścia do sklepu rozpięto ogromną płachtę materiału z ręcznie namalowaną reklamą. Na samej górze umieszczono dobrze zamaskowaną antenę radiową. Również otaczające sklep ulice i skwer zostały uprzątnięte z gruzu i wraków. Wyjątkiem jest wrak starego autobusu, który z ogromną siłą wbił się w dolne piętro budynku – istnieje obawa, że usunięcie pojazdu naruszy konstrukcję. Budynek przed wojną był posterunkiem policji oraz archiwum. Siła eksplozji zdmuchnęła górne piętra. W okolicy wciąż można znaleźć nadpalone akta kryminalne, które kiedyś znajdowały się w archiwum.


II. Wejście


Całe wejście umieszczone jest w niszy znajdującej się na poziomie piwnic. Po resztkach kondygnacji można wywnioskować, że owa nisza jest pozostałością po klatce schodowej połączonej z górnymi piętrami budynku. Do głównego wejścia można dostać się po odnowionych i połatanych stalowych schodach.



Po zejściu do niszy widzimy solidne stalowe drzwi oraz panel z interkomem. Nad drzwiami zgrabnymi literami wypisana nazwa sklepu. Po lewej stronie na ścianie umieszczona jest skierowana w stronę drzwi kamera. Podłoże stanowi betonowa wylewka z wyraźnymi śladami po zerwanych kafelkach.


III. Sklep


Sklep Igora Zajceva umieszczony jest w pozostałościach policyjnego magazynu broni. Zagospodarowano tylko część. Resztę zasypano gruzem, a wejścia zamurowano, dzięki czemu budynek jest dość stabilny, a sam sklep chroniony jest kilkumetrowymi ścianami.

Do wnętrza można dostać się tylko głównym wejściem. Stalowe drzwi wyglądają solidnie i otwierane są automatycznie przez jednego ze strażników, po wizualnej weryfikacji za pomocą umieszczonej przy wejściu kamery. Całość sklepu podzielona jest na tzw. pomieszczenie bezpieczeństwa, właściwe pomieszczenie sklepowe, prywatną kwaterę Igora Zajceva oraz magazyny.

Plan sklepu:



Pomieszczenie bezpieczeństwa


Na rysunku umieszczone na samym dole. Człowiek, który zostaje wpuszczony do wnętrza sklepu, wchodzi do spowitego mrokiem pomieszczenia. W momencie, w którym zamkną się drzwi, postać zostaje oświetlona silnym światłem lampy umieszczonej na lewej ścianie. Całe pomieszczenie przedzielone jest na pół. Przecina je bramka z wykrywaczem metalu, zabudowana solidnym ogrodzeniem z stalowej siatki. Po lewej stronie dwie plastikowe skrzynie na kółkach. Czerwona na rzeczy osobiste, broń i pancerz, niebieska na przedmioty przeznaczone na gambling. Po drugiej stronie stoi zawsze jeden ze strażników.


Sklep


Przez kolejne otwierane od wewnątrz drzwi dostajemy się do sklepu. Dobrze oświetlony przedsionek, odświeżony i zadbany. Drugi ze strażników stoi bezpośrednio przy kupującym. W ścianie zamontowane jest niewielkie okno z kuloodporną szybą, oraz specjalną szufladą przez którą następuje wymiana towaru. Po prawej stronie umieszczone są kolejne wzmacniane drzwi prowadzące bezpośrednio do prywatnego królestwa Igora Zajceva. Po drugiej stronie okienka widzimy blaszane biurko, przy którym siedzi handlarz, gdy przyjmuje klientów, lub naprawia sprzęt. Obok biurka stoją pudła z narzędziami, częściami zamiennymi, smarem i innymi przyborami koniecznymi przy naprawie i konserwacji broni. Pozostała część pomieszczenia to skrzynie i szafy z bronią na sprzedaż, oraz drzwi – jedne prowadzące do sypialni, drugie do magazynu z amunicją.


Magazyn amunicji


Skrzynie oraz pancerne szafy stojące w pomieszczeniu o ścianach dodatkowo wzmocnionych stalowymi płytami. Tutaj składowana jest amunicja.


Sypialnia


Prywatna kwatera Igora Zajceva. Wojskowe łóżko, blaszana szafka, prosta szafa oraz stary stolik z dwoma krzesłami. W kącie naprzeciw łóżka kącik sanitarny obudowany drewnianą ścianką. Ściany pokryte siatką maskującą. Na ścianach kilka fotografii. Pod łóżkiem blaszana skrzynia.


IV. Osobliwości


Sklep ze swoimi zabezpieczeniami jest doskonałym punktem obrony, którego praktycznie nie da się zdobyć. Klienci wpuszczani są bez żadnej broni – maksymalnie dwie osoby. Kilka kamer, których monitory znajdują się przy biurku Zajceva, bez przerwy monitoruje wszelkie pomieszczenia.. Łączność radiowa z siłami policyjnymi zapewnia pomoc na wypadek ataku.

Strażnicy są doskonale przygotowani na ewentualny atak. Sam Zajcev również jest uzbrojony.

Sklep ma kilka niespodzianek na wypadek nieproszonych gości: Przy wejściu głównym umieszczone są niewielkie kierowane ładunki wybuchowe łudząco przypominające działaniem miny typu Claymore. Pomieszczenie bezpieczeństwa może zostać zasnute oparem gazu łzawiącego. W ścianie umieszczone są otwierane szczeliny strzelnicze dla strażnika stojącego przy sklepie. Bardzo często kilku wynajętych ludzi kręci się w pobliżu głównego wejścia. Solidne drzwi stanowią dość poważną przeszkodę, a użycie materiałów wybuchowych grozi zawaleniem się pomieszczenia. Za jedną z szaf z bronią znajduje się wejście do niewielkiego, wytłumionego pomieszczenia, w którym zainstalowano wydajny agregat prądotwórczy. Prawdopodobnie w sypialni Zajceva znajduje się ukryte wejście tunelu ewakuacyjnego.

Należy pamiętać, że aby handlować bronią ( kupować i sprzedawać ) w strefach kontrolowanych prze władze Nowego Jorku trzeba mieć specjalne upoważnienie. Na ulicy mówi się o tym „Mieć żółte papiery na broń” – właśnie tak wyglądają upoważnienia wydawane przez policję Nowego Jorku. Każda sztuka broni musi być tam wpisana i posiadać autoryzacyjną pieczątkę sprzedawcy lub dowódcy policyjnego posterunku. Świstek taki kosztuje 50 gambli. Oczywiście można to dostać za 30 gambli na czarnym rynku – trzeba wiedzieć tylko gdzie i u kogo. Handlarze też nie zawsze przestrzegają zasad. Zapłać kilka gambli więcej i uśmiechnij się żeby nie wzbudzać podejrzeń, a kto wie…


V. Menu


Sklep w założeniu nie jest składowiskiem cudowności, w którym znajdziemy wszystko czego nam trzeba. Dostaniemy tutaj podstawową broń i amunicję w całkiem niezłej ilości. Może co najwyżej trochę częściej znajdziemy tam kilka cudeniek i parę sztuk rzadkiej amunicji. Jeśli chcecie, możecie uczynić z tego miejsca super ekskluzywny lokal, do którego dostać jest się cholernie trudno, ale już gdy wejdziesz do środka i masz kupę gambli to wyjdziesz stamtąd przygotowany nawet na najgorsze paskudztwo. Wybór należy do was. Oczywiście Igor to nie pierwszy lepszy wciskacz kitu. Gość zna się na Gamblingu. Chętnych na egzotyczny towar w tak dużym mieście nie brakuje. Pochodź, popytaj. Może trafisz na coś ekstra.



O POSTACIACH SŁÓW KILKA…

W porządku. Mamy już całkiem niezły sklep. Wiemy co i jak. Teraz czas zająć się mózgiem, który stoi za tym przedsięwzięciem. Panie i Panowie:


Imię: Igor

Nazwisko: Zajcev

Pochodzenie: Nowy Jork

Profesja: Handlarz
Specjalizacja: Cwaniak
Umiejętności: Mechanika, Perswazja, Blef
Choroba: Paranoja ( Wciąż i bez zmian tylko pierwsze symptomy)

Budowa: 13
Zręczność: 9
Charakter: 14
Percepcja: 7
Spryt: 15

Wyposażenie: Słownik angielsko-rosyjski, okulary, załadowany obrzyn, butelka wody, klucze do drzwi i magazynu ,krótkofalówka, drewniana kula.


===HISTORIA===


Igor Zajcev niewiele wie o swojej historii. Dzieciństwo upłynęło mu szybko i burzliwie. W czasie jednej z ewakuacji, spowodowanej atakiem gazowym, jego rodzice wepchnęli go i jego dwóch kuzynów do wyjeżdżającej z miasta wojskowej ciężarówki. To był ostatni raz, kiedy Igor ich widział. Był już na tyle duży że pamiętał kilka historyjek zasłyszanych od rodziców, między innymi dlaczego jego nazwisko jego i jego kuzynów tak bardzo różniło się od nazwisk rówieśników. Przez kilka lat małych chłopców przenoszono pomiędzy kilka naprędce utworzonych obozów dla osieroconych dzieci. Były to w większości prowizoryczne baraki lub namioty ogrodzone drutem kolczastym, gdzie żeby przeżyć, trzeba było sobie radzić samemu. Igor i jego kuzyni, z racji dość imponujących jak na swój wiek gabarytów, dość dobrze odnaleźli się w tej małej, dziecięcej namiastce twardego życia. Już wówczas Igor wykazywał się talentem organizatorskim i dużym sprytem. On myślał, jego kuzyni wykonywali. Wszystko w rodzinie. Gdy tylko mieszkańcy obozów dla sierot podrośli, byli automatycznie wcielani do wojska. Armia musiała mieć jakiś interes w inwestowaniu w ośrodki dla dzieci. Pewnie dość szybko podzielili by los tysięcy żołnierzy ginących pod morderczą falą stalowych sług Molocha, gdyby nie to, że po raz kolejny nie odezwał się kombinatorski charakter Igora Zajceva. Dość szybko dostał służbę w Kwatermistrzostwie. On planował i kombinował, jego kuzyni pilnowali aby nikt zbytnio nie zbliżył się do konwoju. Maszyny widzieli tylko raz, kiedy kilka sztuk przedarło się przez pierścienie obronne i zaatakowało linie zaopatrzenia. Cała trójka leżała pod samochodem, który powoli i nieubłaganie zmieniał się w sito, dewastowany morderczym ostrzałem zmechanizowanych wieżyczek z karabinami maszynowymi. Zanim posiłki odepchnęły zagrożenie, cały konwój z zaopatrzeniem stał już w ogniu. Igor był tak zszokowany, że nawet nie zauważył, że kilka pocisków prawie oderwało mu nogę. Od tamtej pory ta poważna rana dawała mu się nieźle we znaki. Tamten odcinek frontu był już stracony. Resztki armii przesunięto w inny rejon, gdzie Igor i kuzyni mieli dołączyć do plutonu bojowego. Zajcev raz kolejny wykorzystał nabyte wpływy i nieprzeciętne zdolności, aby cały pluton uwolnić od przykrego obowiązku straceńczej walki. Pół roku służyli w szpitalu polowym, po czym nagle cała placówka przeniosła się w inny rejon co rusz przerywanej linii frontu. Pech chciał, że w tamtym momencie Moloch zdecydował się na szerszą ofensywę. W ciągu doby maszyny zajęły cały teren na którym operowały wojska w których służył Zajcev. Kiedy wszystkim wydawało się, że cała armia została wycięta w pień i nikt nie przeżył, miesiąc później prawie cały pluton Zajceva obładowany gamblami w postaci leków i sprzętu medycznego pojawił się w handlowym mieście Bartender Eden. Wkrótce z północy zaczęły docierać resztki pokonanej armii. Wykończeni psychicznie i fizycznie żołnierze, oraz skromne i zdezelowane resztki ciężkiego sprzętu. To wszystko zostało po kilkunastotysięcznej armii, która chciał za wszelką cenę powstrzymać Molocha. Nikt nie wie co działo się z Zajcevem w tym czasie. Wiadomo tylko że Stalowa Bestia rozbiła główne siły, lecz przestała angażować się w wykańczanie niedobitków. Skromne pozostałości armii wycofywały się, często przebijając się przez niewielkie patrole maszyn. Sam Zajcev oraz jego kuzyni konsekwentnie milczą i unikają tego tematu. Wrócili w rodzinne strony, bogaci i okryci chwałą bohaterskich obrońców, którzy choć musieli uciekać, to jednak stanęli mężnie do nierównej walki. Po powrocie do Nowego Jorku Zajcev oraz jego kuzyni służyli przez krótki czas w siłach policyjnych. Sam Zajcev ogromnie wspomagał wyprawy przeciwko mutantom, którzy zaczęli zajmować opustoszałe tereny Nowego Jorku. Mało wiadomo czym jeszcze zajmował się w tym czasie. Wiadomo że w pewnym momencie osiadł w jednej z odgruzowywanych dzielnic i zajął się handlem bronią co wkrótce zaowocowało utworzeniem własnego sklepu, który z miesiąca na miesiąc staje się coraz bardziej znany, nawet poza granicami miasta.


===WYGLĄD ZEWNĘTRZNY===



Igor Zajcev, jak przystało na potomka osławionych niegdyś Rosjan, wygląda jak niedźwiedź. Dość miła, okrągła twarz, przyprószone siwizną włosy oraz niezgrabny i powolny sposób poruszania się nadają jego postaci wygląd niesamowicie ociężały. Dodatkowo nieodłączne kulenie spowodowane dającą się we znaki raną nogi sprawia, że na pierwszy rzut oka nie można go zbytnio traktować poważnie. Jednak pod tą niepozorną powierzchownością kryje się cięty język i niezwykle sprawny umysł. Charakterystyczne jest to, że Igor prawie przez cały czas ma pokiereszowane ręce. Z godnym podziwu uporem stara się doskonalić swoje rusznikarskie i mechaniczne umiejętności, w czym wydatnie przeszkadzają mu niezgrabne, duże dłonie. Gdy przebywa w sklepie, zazwyczaj ubrany jest w stary lekarski fartuch, którego dół ubrudzony jest w smarze i kleju.


===CIEKAWOSTKI===


Igor Zajcev swój ogromny sukces zawdzięcza nie tylko umiejętnością, ale również całej rzeszy dobrych znajomych, którym w przeszłości wyświadczył masę przysług.

Na początku należało by zwrócić uwagę na ów osławiony pluton, który powrócił z frontu obładowany gamblami. Dzięki bogactwu i sławie wielu członków tego oddziału żyje do dziś korzystając z ogromnych wpływów i władzy. Każdy z nich z ogromna przyjaźnią i wdzięcznością odnosi się do Zajceva. Na szczególna uwagę zasługują zwłaszcza:


Ben Hustler – Jeden z wyższych rangą dowódców policji Nowego Jorku.

Vitto Castelloni – Osławiony mechanik Sand Runners

Lord Bonathinio La Silva – Właściciel zakładów azotowych w Federacji Apallachów

Peter Hugh Bollmond – Lekarz Gildii Medyków w Denver

Lo Vien Khang – Wpływowy członek rodziny Nikozura w Vegas

„Krwawnik ” ( Henry La Penn ) – emerytowany gladiator w Phoenix


Igor nie jest mutantem ani sługą Molocha, jak mniej życzliwi zarzucają mu często. To że udało mu się przeżyć i uciec z całym oddziałem z dobytkiem szpitala polowego zawdzięcza przede wszystkim szczęściu i odrobinie sprytu.

Zajcev w szczególny sposób nienawidzi mutantów, choć geneza tego nie jest zupełnie znana. Ma to podobno związek z jego służbą w szpitalu polowym. Jest gorącym orędownikiem pogromów mutantów. Sam często wspomaga takie wyprawy organizowane w Nowym Jorku.

Nie jest znana siatka znajomości ani siatka dostawców i informatorów Zajceva. Jedno jest pewne – jest ogromna.

Igor ma wiele pasji, choć do najważniejszych należy opisywanie i katalogowanie ciekawych egzemplarzy broni. Korzystając z aparatu fotograficznego kataloguje zdobyty sprzęt płacąc również za informacje o historii jej zdobycia.

Drugą pasją jest poznanie języka rosyjskiego, który m posługiwali się jego dziadkowie, a w mniejszym stopniu rodzice.

Zajcev mimo zamiłowania do broni, posługuje się nią dość kiepsko. Dlatego zawsze jego wybór pada na obrzyna, do którego nie trzeba specjalnych umiejętności strzeleckich. Z ogromnym uporem stara się uzupełnić dość ubogą wiedzę z zakresu rusznikarstwa i mechaniki. Chętnie przyjmie nauki od kogoś bardziej doświadczonego.

O postaciach ciąg dalszy, czyli strażnicy w sklepie Zajceva. Wiadomo że z wiekiem Zajcev staje się coraz bardziej podejrzliwy. Jego najbliżsi i najbardziej zaufani ludzie to oczywiście jego kuzyni pełniący również rolę strażników. Sasza i Misza znani są jako „Pancerni Bliźniacy”. Zawsze co najmniej jeden zostaje w sklepie aby pilnować Zajceva podczas snu. Nie wiadomo gdzie mają kwaterę, ale jakoś nikt nie myślał nawet żeby ich dopaść. Strefa wpływów Zajceva sięga tak daleko, że nawet gdyby udało się ukatrupić jednego z bliźniaków to szanse a dożycie następnego dnia są znikome. O ile było kilku desperatów którzy próbowali zdobyć ten ogromny skarbiec z bronią i amunicją, o tyle nigdy nie było potrzeby radiowo prosić o pomoc chłopców z policji. „Pancerni Bliźniacy” doskonale znają się na rzeczy. Krążą plotki, że słowo pancerni to nie tylko słowo określające podziw dla ich wytrzymałości, Zwłaszcza po tym jak do Zajceva przyjechał znajomy medyk z Denver z aparaturą do wszczepów.


Co ciekawego i egzotycznego można ostatnio dostać u Zajceva?

Zapraszam do poniższych artykułów:


Broń – Asortyment sklepu Zajceva #1

Broń – Asortyment sklepu Zajceva #2

Broń – Asortyment sklepu Zajceva #3


19.05.2010

Aktualności NS #2

Witajcie w drugiej odsłonie neuroshimowych aktualności. Od ostatnich doniesień sporo się wydarzyło. Nie przedłużając:

Neuroshima Tactics -Pracę nad figurową grą bitewną Neuroshima Tactics ruszyły pełną parą. Testerzy prowadzą ciężkie boje o każdy centymetr planszy, a my możemy się rozkoszować znakomitymi zdjęciami prosto z pola bitwy. Skąd o tym wiem? Ruszyła strona internetowa, na której na bieżąco można śledzić postępy projektu. Ostrzeżenie! Po wejściu na stronę istnieje duże prawdopodobieństwo, że zauroczysz się w nowym projekcie panów z Portala.
Link: Neuroshima Tactics

Gwiezdny pirat x2 - Dwa znakomite Gwiezdne Piraty. Internetowe czasopismo Wydawnictwa Portal, przy akompaniamencie okrzyku zachwytu fanów, przeżywa prawdziwy renesans. Wszystko to, dzięki pracy Piotra "Neurocide" Haraszczaka. Oba numery Gwiezdnego Pirata zawierają sporo materiałów do naszej ulubionej gry. W tym, nieskromnie przypominając, również mojego autorstwa. Zapraszam serdecznie.
Linki:
GP#30 Kwiecień
GP#31 Maj

Tornado 8 nadchodzi! - Zbliża się terenowy, postapokaliptyczny konwent Tornado, szczycący się zawsze potężnym programem dla fanów Neuroshimy. Obecność obowiązkowa! Więcej informacji na stronie głównej konwentu.
Link: Konwent Tornado

Wysyp Neuroshimowych recenzji - Na stronie głównej naszej ulubionej gry znajdziecie informację o najnowszych recenzjach dodatków do Neuroshimy. Królują oczywiście „Ruiny”, ale nie tylko. Jeśli jeszcze się wahacie i chcecie się przekonać, czy warto nabyć któryś z opisanych dodatków, zapraszam do działu „Recenzje” na Neuroshima.org
Link: Neuroshima.org

Czerwony Przycisk - Przygoda



CZERWONY PRZYCISK – zarys przygody.

Od autora: Tekst ten bierze udział w inicjatywie blogowej "Puszka Pandory"

Trzy dni do spłaty długu. Zaczynało palić nam się koło dupy. Bob Budowniczy - nasz monter który nawet spał i srał w swoim cholernym żółtym kasku, wpadł na pomysł, żeby obrobić mijaną po drodze mieścinę. W okolicy nie było szans na uczciwą pracę, a wszyscy traktowali nas nieufnie i wrogo. Na moim starym zegarku bezlitosne wskazówki pożerały cenny czas. Wyboru dużego nie było. Jak za trzy dni nie oddamy gambli Długiemu Lopezowi, ten puści swoich chłopaczków, co niechybnie skończy się tym, że udławimy się własnymi cojones. Nie mogliśmy grymasić. Już wcześniej wyczailiśmy magazyn, gdzie wieśniaki trzymają cały ważny dla osady sprzęt. Pilnujący gambli grubas z obrzynem nie wyglądał na bystrzaka i z pewnością leżał w naszym zasięgu. Postanowiliśmy działać. Zaczęliśmy kilka godzin przed świtem. Palant oberwał obuchem i poszedł spać. Perspektywy były niezłe: nowiutka prądnica, trzy worki przedwojennego nawozu oraz dwa kanistry niezłej ropy. Od biedy starczyłoby na spłacenie Lopeza, choć nie wiadomo jak z odsetkami. Cichutko wynosiliśmy gamble, gdy nagle leżący na ziemi strażnik odzyskał przytomność, wypluł poluzowany knebel i zaczął wydzierać się wniebogłosy. Odzew był natychmiastowy i nasze szanse na ucieczkę zmalały do zera. Z sąsiedniego budynku wyskoczyli jacyś ludzie, którzy powalili Boba i Mike'a. Ja zdzieliłem krzyczącego gnojka pięścią i przyłożyłem mu nóż do gardła. Stałem jak pal, otaczany przez wyrwanych ze snu rolników. Pojawiły się pochodnie i w słabym świetle zauważyłem kilka wycelowane we mnie luf. Reszta mojej ekipy dostawała właśnie po mordzie. Nagle w otaczającym mnie tłumie zauważyłem jakieś poruszenie. Przez skłębionych wieśniaków przecisnęła się jakaś ekipa. Uzbrojona w rewolwer kobietka w towarzystwie trzech osiłków spojrzała na mnie hardo. Mi od razu zmiękła rura, bo rozpoznałem naszywki na ich kurtkach. Pazury! Mam przejebane! W akcie desperacji zacząłem grozić, że zabije zakładnika, jeśli zrobią choćby krok. Powoli wycofywałem się w kierunku głównej bramy. Wtedy ta babeczka najzwyczajniej w świecie uniosła broń i zastrzeliła trzymanego przeze mnie strażnika. Widziałem zdziwienie w jego oczach, gdy osuwał się na ziemię. No i cały genialny plan w pizdu! Nie zgrywałem chojraka. Wypuściłem grzecznie nóż i padłem na kolana, splatając dłonie na karku. Cios w nerkę odebrał mi wszystkie siły. Ktoś przerzucił mnie przez ramię jak pieprzony worek. Zabrali nas do jakiegoś budynku.Posadzono nas na krzesłach i skrępowano dłonie drutem. Bolało jak jasna cholera. Światło wojskowej latarki skierowane wprost na oczy, z pewnością nie znajdowało się na mojej liście rzeczy-które-lubię. W sąsiednim pomieszczeniu słychać było kłótnie. Męski głos miał pretensję o bezprawne zastrzelenie jednego mieszkańców. Odpowiedź kobiety była krótka i jednoznaczna. „Tam gdzie są Pazury, tam one stanowią prawo”. Ostre światło przestało mi świecić w oczy. Spotkana wcześniej najemniczka weszła właśnie do pomieszczenia. Rozpoczęło się przesłuchanie i cała towarzysząca temu procesowi otoczka. Zupełnie niepotrzebnie. Reputacja Pazurów nie pozostawiała żadnych wątpliwości, co do sensu jakichkolwiek krętactw. Każdy z nas wyśpiewał swoją historię. Dokładnie i bez przekłamań. Kobieta spojrzała na stojącego obok niej, jednorękiego mężczyznę. Ten skinął głową, odpowiadając na rzucone spojrzeniem pytanie. „Myślę, że się nadają” – mruknął.

* * *

Założono nam kaptury na głowę. Zgięci wpół zostaliśmy wyprowadzeni na zewnątrz. Rolnicy protestowali, ale szybko uciszono ich informacją, że jesteśmy groźnymi bandytami, których trzeba dostarczyć żywych, oraz, co bardziej uspokoiło rozzłoszczony tłum, że wioska otrzyma rekompensate w amunicji. Wrzucili nas do samochodu, a obok nas postawiono kilka skrzyń. Nos mnie nie mylił. Warzywa i surowe mięso. Najemnicy przybyli do wioski po zaopatrzenie. Gdybyśmy poczekali pół dnia, wszystko skończyłoby się dobrze. A teraz sam już nie wiem, co nas czeka. A może to koniec? Chociaż, gdyby chcieli nas załatwić, nie musieliby brudzić sobie rąk. Wystarczyło wydać nas osadnikom, lub pozwolić Długiemu Lopezowi odpłacić się za niepunktualność. Moje wątpliwości już wkrótce zostaną rozwiane…

# # # # # # # # # # # # # # # # # # # # # # # # # # # # # # #

Tło:

Gracze mają niezwykła okazję poznać osławionych najemników Pazurów. Kobieta, która w tak „przemyślny” sposób rozwiązała problem zakładnika, to nie kto inny, jak przywódczyni organizacji, Angelina Harper. Pech chciał, że gracze weszli jej w drogę, kiedy wraz z obstawą przybyła po zaopatrzenie. W normalnych warunkach bohaterowie dostaliby od razu w czapę. Co jednak się zmieniło? Otóż najemnicy też walczą z czasem. I nie mają ochoty mieszać się w to osobiście…

Jadąc z workiem na głowie, traci się poczucie czasu i odległości. Gdy pojazd w końcu się zatrzymuje, bohaterowie zostają brutalnie wyciągnięci ze środka. Ktoś zrywa im worki z głów. Jest już późne popołudnie. Przed nimi stoi Angelina Harper, tym razem już w wojskowej kamizelce. Za nią dwóch członków obstawy, przy czym każdy wygląda na znawcę swojego fachu. Za nimi samochód, którym przyjechali: doskonale opancerzony Humvee w kolorze piasku. Zadbany, dopieszczony i obładowany bojowymi akcesoriami. Podobnej jakości pojazdy tworzą okrąg, w środku którego reszta najemników rozbiła obóz. Nieco na uboczu stoi również dość duża ciężarówka. Nieodłącznie towarzyszący kobiecie jednoręki mężczyzna nakazuje swoim ludziom rozciąć krępujące ich ręce linki. Angelina nie bawi się w subtelności. Bohaterowie mają przesrane. Za niespełna trzy dni mija termin zwrócenia długu i dowódczymi nie ukrywa, że ma zamiar to wykorzystać. Jak już wspominałem, ją też goni czas. Dlaczego? Odpowiedź kryje się w umieszczonej w środku obozu ciężarówce. Zwykły cywilny pojazd transportowy został fachowo opancerzony i pomalowany w maskujące barwy. W środku znajduje się skarb najemników. Coś, co dla zwykłego człowieka wydaje się absurdalne, ale dla Pazurów stanowi największą wartość. Wejdźcie, a zobaczycie masę ciekawego sprzętu, oraz przechylony pod kątem 45 stopni medyczny fotel, na którym przypięty pasami, leży siwy, pomarszczony mężczyzna. Staruszek wygląda jak trup. Ubrany jest w czysty, lecz wypłowiały mundur oficera armii amerykańskiej. Jest nieprzytomny.

„ Przed wami leży porucznik Max Litzneuman. Ostatni ocalały członek starej kadry „Pazurów”. Ostatni z ludzi, którzy założyli tę organizację. Umiera. W chwili obecnej nasz medyk wprowadził go w stan śpiączki. Najlepsze prognozy dają mu jeszcze tydzień życia, najgorsze, maksimum trzy dni. Porucznik przed śmiercią miał jedno życzenie. Realizacja tego zadania jest ryzykowna, ale czujemy się zobowiązani do wypełnienia ostatniej prośby człowieka, którego tak szanujemy. Tak się przypadkowo składa, że was również goni czas. Proponuję wam prostą wymianę: wy postaracie się zdobyć coś, co dla tego umierającego człowieka jest naprawdę istotne, a my spłacimy wasze długi u tego gościa, jak mu tam? Długiego Lopeza. I zadbamy o to, żeby nie chciało mu się więcej was niepokoić. Jeśli chłopaczek jest wystarczająco mądry, wie, co oznacza konflikt z Pazurami. Przypominam jednak, że nierozsądnie będzie odmówić ludziom, którzy uratowali was od pewnej śmierci w osadzie”

Małe sprostowanie. Porucznik Litzneuman jest dla obecnych Pazurów kimś w rodzaju nauczyciela. Jako dowódca niedobitków pierwszej organizacji, zebrał kilkunastu młodych ludzi, zaszczepił im poczucie jedności i przekazał całą wojskową wiedzę, jaką udało mu się zgromadzić w czasie swojej wojskowej kariery. To on wyznaczył Angeline Harper na dowódcę przyszłej organizacji, i to on stworzył system postępowania , jakim kierują się Pazury. Dlaczego więc najemniczka stara się znaleźć innych ludzi do realizacji tego zadania? Gdyż postępuje dokładnie według nauk porucznika: Jeśli zadanie jest obciążone zbyt dużym ryzykiem, lepiej się wycofać lub znaleźć kogoś kto zrobi to za nas. W ten sposób unikniemy niepotrzebnych strat i w rezultacie osłabienia całej organizacji, która może sobie nie poradzić w warunkach, w jakich przyszło jej działać. Na tym polega siła Pazurów, że kierują się przede wszystkim prostym rachunkiem zysków i strat.

Zarys misji:

Historia: (Przekazana przez Angelinę Harper)

22 września 2020 roku, w momencie ataku na bazę US ARMY w Fort Sioux, porucznik Max Liztneuman pełnił funkcję oficera dyżurnego w podziemnym kompleksie dowodzenia. W związku z niepokojącą awarią łączności i brakiem jakiegokolwiek kontaktu ze wschodnim wybrzeżem, operujący w bazie sztab zdecydował o wprowadzeniu pełnej gotowości bojowej. Dowódcy wraz ze sztabem zarządzili generalny przegląd sił Fortu Sioux. W tym czasie porucznik Litzneuman, wraz z podporządkowanym mu plutonem technicznym, dokładał wszelkich starań, aby ukryty pod bazą bunkier dowodzenia był jak najszybciej przygotowany do działań operacyjnych i sztabowych. Gdy zgromadzone na placu apelowym wojsko prezentowało swoje przygotowanie do natychmiastowego podjęcia działań, na teren bazy z morderczą precyzją spadły pierwsze rakiety. Zgodnie z procedurą, bunkier przeszedł w tryb bojowy, co oznaczało odcięcie go od świata. Do centrum łączności dochodziły sprzeczne meldunki. Jeden z techników odebrał elektroniczny rozkaz z dowództwa okręgu. Transmisja nakazywała rozpoczęcie operacji „Red Button”. W przepisowym czasie rozkaz powtórzono. Nie było już wątpliwości. Operacja „Red Button” oznaczała wprowadzenie przekazanych w kolejnych meldunkach współrzędnych, oraz uruchomienie procedury odpalenia znajdujących się na terenie bazy Interkontynentalnych Pocisków Balistycznych, uzbrojonych w głowice nuklearne średniego rażenia. Zaszyfrowane dane wprowadzono do komputerów. Porucznik, jako uprawniony oficer dyżurny, posiadał odpowiednie hasła i klucze. Z trzęsącymi się rękoma czekał na ostateczne potwierdzenie rozkazu. Nadzieję rozwiał dźwięk alarmu oraz komunikat dowództwa. Nie było już wątpliwości. Porucznik Litzneuman, niczym w zwolnionym tempie, obserwował jak jego dłoń bezwiednie wciska czerwony przycisk. Rakiety opuściły silosy. Oficer opadł na fotel, wciąż wpatrując się w konsoletę, za sprawą której za chwilę miało zginąć wiele tysięcy ludzi. Pół godziny później na teren bazy wjechały pierwsze ekipy ratunkowe.

Zadanie:

„Opowiedziałam wam tę historię, gdyż jest ważna z punktu widzenia zadania, które przed wami stoi. Porucznik Litzneuman przez całe swoje życie musiał walczyć z ogromnym piętnem, jakie odcisnęła na nim ta sprawa. Świadomość, że jest się po części odpowiedzialnym za zniszczenie wcześniejszego świata, musi być ogromnym obciążeniem. Porucznik, kiedy wiedział, że niewiele mu już czasu zostało, wyjawił nam swoje ostatnie życzenie. Chce odejść z tego świata razem z przedmiotem, który przypomina o hańbie, jaką się okrył. Dlatego właśnie stacjonujemy teraz w tym miejscu. Kilka kilometrów na zachód znajdują się ruiny bazy Fort Sioux. Waszym zadaniem jest przedostać się na jej teren, odnaleźć wejście do podziemnego kompleksu i zabrać stamtąd część panelu kontrolnego, a konkretnie konsoletę uruchamiającą procedurę wystrzelenia rakiet. Osławiony czerwony przycisk. Niby proste, nie? Gdyby było proste, to nie zawracałabym sobie wami głowę.”

Ruiny bazy US ARMY – Fort Sioux.

Ostrzał rakietowy przeprowadzono z morderczą precyzją. Zniszczono większość infrastruktury, istotnej dla funkcjonowania bazy. Zgromadzeni na centralnym placu żołnierze, pozbawieni ochrony solidnych murów, nie mieli szans na przetrwanie. Eksplodujące cysterny i zbiorniki wywołały kilka poważnych pożarów. Ekipa ratownicza musiała przedzierać się przez ogień, brodząc w porozrywanych ciałach. W uszkodzonym minireaktorze, dostarczającym prąd do bazy, doszło do groźnego wycieku i skażenia promieniotwórczego. Podziemny bunkier wytrzymał, dzięki czemu niewielka część personelu zdołała się uratować. Umieszczone na terenie bazy rakiety z głowicami atomowymi zostały wystrzelone, zanim spadające z nieba pociski zniszczył silosy. Uratowano około 17% personelu wojskowego i cywilnego. Wielu z nich odniosło poważne obrażenia. Decyzją dowództwa okręgu, większość ocalałego sprzętu została zabezpieczona, a następnie wymontowana i przewieziona w bezpieczne miejsce.

W chwili obecnej z bazy pozostały niszczejące ruiny. Najemnicy zaobserwowali dziwne, niezidentyfikowane stworzenia, które prawdopodobnie mają w okolicy gniazdo. Uszkodzony reaktor nie został zabezpieczony ani wygaszony. Do bazy bezpiecznie można dostać się między godziną 3.00 a 5.00 rano. Wtedy też reaktor przechodzi w stan pracy minimalnej, co znacznie obniża promieniotwórczą emisję, dzięki czemu istnieje możliwość w miarę bezpiecznego przejścia przez teren bazy. Do podziemnego schronu można dostać się poprzez zabezpieczone betonową wylewką i kratami wejście główne, oraz prawdopodobnie przez otwór po zdemontowanej wentylacji. Do głównych niebezpieczeństw zalicza się podwyższony poziom promieniowania na obszarze bazy, zagrożenie ze strony stworzeń, które niestety nie dało się zidentyfikować, oraz niestabilność pozostałości konstrukcji budowlanych. Z bazy w czasie ewakuacji zabrano większość cennego sprzętu. Nie wiadomo czy od tego czasu była ona penetrowana przez innych ludzi, ale należy podejrzewać, że oprócz konsoli sterowniczej w podziemnym schronie, nie ma tam nic, co stanowi większą wartość.

„Możemy wypożyczyć wam trochę sprzętu, jeśli czegoś potrzebujecie. Wokół bazy rozlokowane zostaną trzy dwuosobowe drużyny z karabinami wyborowymi. Zapewnią wam wsparcie ogniowe, a przy okazji będą gwarantem, że nie zwiejecie ze sprzętem. W jednym z patroli będzie medyk, toteż, jeśli czas wam na to pozwoli, możecie się wycofać i skorzystać z jego pomocy. Mam nadzieję, że uda nam się utrzymywać łączność radiową. Spiszcie się dobrze, a skończą się wasze problemy z długiem, a i w przyszłości może ponownie skorzystamy z waszych usług. Zacznijcie coś kombinować, a moi ludzie dopilnują, żeby wasze ścierwo nakarmiło okoliczną zwierzynę."

Cel misji:

Wymontuj i przynieś panel odpalania rakiet balistycznych z głowicami atomowymi

Przedmiot:

Czerwony Przycisk z Fort Sioux


Artefakt. Unikatowy element panelu kontrolnego zabrany z dowództwa bazy Fort Sioux, mieszczącego się w podziemnym bunkrze. Prawdziwa gratka dla ekscentrycznych kolekcjonerów. Wart mnóstwo gambli.


Uwagi:


Przy penetracji bazy doskonałym rozwiązaniem będzie wykorzystanie generatora znalezisk, zamieszczonego w najnowszym dodatku do gry Neuroshima, pt. Ruiny.