31.03.2010

Neurokonfrontacja - Wprowadzenie

Witam was! Przyszliście zobaczyć pojedynek? No to pakujcie się do środka. Uzbroicie się w cierpliwość, bo już za chwilę wystartuje:


Neurokonfrontacja to umieszczony w świecie Neuroshimy komiks, którego główną osią jest konflikt na lini Gracz - Mistrz. Może mieliście nieszczęście spotkać na swej drodze Mistrza, który w pierwszej kolejności stawia realizację założonych przez siebie celów, rozrywkę odkładając na drugi plan. Mistrz ten zakłada, że jego wredne zachowania mogą być usprawiedliwione maksymalnym odwzorowywaniem twardości, wrogości i okrucieństwa świata, do którego wrzuceni zostali gracze. Gnębienie podwładnych sprawia mu satysfakcję i jest celem jego mistrzowania samym w sobie. Samego gracza traktuje bardziej w kategorii przeciwnika, niż partycypanta udanej zabawy. Jeżeli nie mieliście do czynienia z tego typu prowadzącymi, to w sumie żałujcie, bo na krótką metę może to być ciekawe doświadczenie. Komiks nie powala grafiką i jest docelowo przeznaczony dla tych, którzy mieli do czynienia ze światem Neuroshimy. W sumie jest to strona poświęcona Neuroshimie, więc niczego innego nie powinniście się spodziewać, ale i tak przepraszam za tę dyskryminację. Wszystko tworzę korzystając z mojego ulubionego programu graficznego, czyli MS Painta. Sporadycznie korzystam z innego programu do obróbki grafiki oraz wykorzystuję materiały umieszczone w szeroko rozumianej przestrzeni sieciowej. Nie mam talentu ani umiejętności pozwalających stworzyć czegoś lepszego, ale mam nadzieję że to co tu rzucam, jest dość czytelne. Zapraszam do komentowania. Pozdrowienia!

Bartosz 'Bartosh' Majorczyk


WPROWADZENIE CZAS ZACZĄĆ


Reflektory wyjęte ze zdezelowanego Jeepa oświetlały centralny plac, z ogrodzoną stalową kratą areną. Tłum zgromadzony naokoło niecierpliwie oczekiwał głównych aktorów dzisiejszego pojedynku. Emocje sięgały zenitu, przekleństwa same cisnęły się na usta, a rozgrzane południowym słońcem, blaszane ściany podnosiły i tak niemałą temperaturę wewnątrz budynku. Gdzieś po raz kolejny już dzisiaj słychać odgłosy bijatyki, lecz wszystko to blednie wobec wiadomości rozchodzącej się wśród ludzi niczym fala tsunami: Idą! Zgromadzeni ścisnęli się jeszcze bardziej, chcąc mieć lepszy widok na arenę. Goście okładający się pięściami, ramię w ramię z niecierpliwością obserwują rozwój wypadków. I oto poruszenie po obu stronach. To ochrona toruję drogę dla walczących. Spójrzcie na nich! Tego gościa po prawej stronie nie można nie rozpoznać! Cyniczny uśmiech, niezachwiana pewność siebie i świadomość ogromnej przewagi nad przeciwnikiem, widoczna w każdym najdrobniejszym, kocim ruchu. Złośliwe oczka przemykają po tłumie, wszystkich jednakowo obdzielając tym samym, pełnym pogardy i politowania spojrzeniem. Przed państwem!..........

MISTRZ GRY!!!

Władca Kości w całej swojej krasie. To spojrzenie stłamsi nawet najtwardszego Meksa. Mistrzu to okaz o szczególnej wredności. Nie znosi, kiedy akcja toczy się inaczej niż sobie to zaplanował. Podwładnych mu graczy sprowadza zazwyczaj do roli bezwolnych marionetek, idących jak po sznurku według zaplanowanej przez niego trasy. Nieposłusznych i krnąbrnych karze z całą surowością. Wredny i pamiętliwy typ. Absolutny faworyt tego pojedynku.

Ale to nie koniec! Żeby była walka, potrzebny jest przeciwnik. I oto on! Po lewej stronie mknie główny straceniec dzisiejszego dnia. Gdyby nie to, że otoczony jest szpalerem ochroniarzy, myślałbym że to jeden z widzów. Gość absolutnie nijaki, w swej przeciętności osiągający prawdziwe mistrzostwo. Ciężar nadchodzącej porażki nie wydaje się robić na nim jakiegokolwiek wrażenia. Na tym miejscu mógłby być każdy inny, ale znalałz sie ten, który miał ku temu predyspozycje. Jakie, pytacie? Dowiecie się już za chwilę. Skupcie wzrok na tej ikonie nijakości, bo oto w prawym narożniku stoi przed wami.........

GRACZ!!!


Wyuczony przez twardą szkołę życia, spec od wszystkiego i niczego. Z góry skazany na porażkę w tym nierównym pojedynku. Co nim kieruje pozostaje tajemnicą. Wielu sądzi, że jest to po prostu typ, lubujący się w wyzwaniach i celach pozornie nieosiągalnych. W czasie gry stawia na całkowitą niezależność i autonomiczność wobec Mistrza, który, w jego mniemaniu, ma być sędzią sprawiedliwym. Jak pokazują statystyki, Mistrzu ma jego mniemanie w bagażniku. Nikt nie stawia na jego wygraną, ale wielu zastanawia się, czy uda mu się uszczknąć kilka punktów. Zakłady w amunicji przyjmuje Jednonoga Sara.

Koniec gadania, bo tłum coraz mniej przychylnym okiem patrzy w moją stronę.

Chcecie krwi?! To ją dostaniecie! Niech zwycięży lepszy!!!
Czas rozpocząć Neurokonfrontację!!!

Odcinek 1 - Ruiny

Odcinek 1 - Ruiny

Pierwszy odcinek neuroshimowego komiksu "Neurokonfrontacja"

Opis:
Na warsztat wziąłem najnowszy dodatek do gry, zatytułowany "Ruiny".
Książeczka ta powinna znaleźć się w menu każdej zaangażowanej w grę drużyny.
Jest to niesamowite składowisko informacji o gruzowiskach, które na pewno odwiedzimy podczas naszych podróży po pustkowiach. Mnóstwo cennych porad dla Mistrzów, i jeszcze więcej opisów przedmiotów, które znaleźć możemy podczas penetracji ruin. Dzięki temu miejskie zgliszcza przestały być tylko tłem i siedliskiem potworów. Wymieniono tutaj dwie istotne rzeczy: Księgę szczura i GLIZDA. Jeżeli ktoś śledził informacje na temat dodatku, pojawiające się przez kilka miesięcy przed wydaniem, wie z pewnością co kryje się za tymi nazwami. Dla nie zorientowanych: W dodatku Księga Szczura, to dział poświęcony profesji Szczura jako istotnego elementu krajobrazu miejskiego. GLIZDA natomiast doskonale opisze rozwinięcie skrótu: Generator Lokacji I Znalezisk dla Amatorów. Serdecznie zapraszam i proszę o komentarze.

Odc. 1 RUINY
( Kliknij, aby powiększyć )

21.03.2010

Aktualności NS #1

Zapraszam na pierwszą odsłonę zbioru najświeższych Neuroshimowych informacji. W takiej formie, na moim blogu, przypominał będę o istotnych wydarzeniach z życia Fandomu NS. Oto, co wydarzyło się ostatnimi czasy:

Marcowy „Gwiezdny Pirat” – Nowiutka, zdecydowanie pozytywnie odbierana szata graficzna, oraz jak zwykle garść Neuroshimowych informacji wraz z opowiadaniem pt. "Być Człowiekiem"
Link: GP Marzec


NS na portalu Gameexe – Prawdziwy wysyp tekstów. Dzięki najnowszym aktualizacjom znajdziecie tam nie tylko masę przydatnych na sesję pomysłów, ale i recenzję najnowszego dodatku, czyli Ruin
Link: Gameexe Neuroshima

Informacje o ZSA w pliku pdf – Twórcy gry udostępnili podręcznikowe wprowadzenie do świata gry. Plik w formacie .pdf pozwoli wam rzucić okiem na Zasrane Stany Ameryki. Dla tych, którzy nie mieli jeszcze tej przyjemności, jest to prawdziwa gratka
Link: Neuro_Świat.pdf

Konkurs „Wojownik Autostrady” na Orbitalu – Serwis Orbital wciąż nadaje. Zachęcam wszystkich do udziału w konkursie związanym z najnowszym projektem fanowskim pt. „Wojownik Autostrady”. Ja nie tracę czasu i już obmyślam konkursowe prace.
Link: Konkurs na Orbitalu

Drobne Gamble Blog – Trip umieścił na swym blogu garść rewelacyjnych, klimatycznych tekstów, które dla każdego fana NS powinny być pozycją obowiązkową. Zapraszam serdecznie i polecam.
Link: Drobne Gamble


Te i wiele innych informacji znajdziecie na oficjalnej stronie gry. Zachęcam was do częstych odwiedzin serwisu Neuroshima.org,

03.03.2010

Barowe Opowieści #2


Mam nadzieję, że rozsiedliście się wygodnie. Czas na drugą odsłonę Barowych Opowieści. I tym razem Old Maverick nie zawiódł i przygotował dla Was kilka dobrych historyjek. No dalej kowboju! Pokaż im. A potem nie zapomnij, że dziś przypada twoja kolej na rozrzucenie szamba po grządkach. I napraw w końcu ten cholerny płot. To tyle. Już nie przeszkadzam.

…Obyś wyłysiał, gnoju… Witam was. Cieszę się, że udało wam się tu dotrzeć w jednym kawałku. Przy okazji naszego spotkania chciałbym donieść, że udało mi się zdobyć trochę przedwojennej Brandy. 5 gambli za strzał. Preferujemy leki. Ale wracając do głównego wątku, to przypomniała mi się pewna historia. Kilka miesięcy temu wpadł tu jeden gość z Hegemonii. Gdy byłem młodszy nie zastanawiałem się długo. Jeden ruch i moja droga Clara wypalała gościowi dodatkowy otwór w czole. Ale że czasy się zmieniły, klient nasz pan a i o amunicję do Magnum coraz trudniej, postanowiłem pozwolić temu południowemu Psu żyć. Dość niechętnie wdałem się w nim w rozmowę, i nie uwierzycie! Gość był górnikiem! Myślałem, że kapelusz ze śmiechu zgubię, bo obraz dumnego Meksa ryjącego w ziemi niczym kret to coś, czego nie widzi się na co dzień. Ale gość okazał się całkiem w porządku. Opowiedział mi czym się zajmuje, a ja postawiłem mu darmowego drinka… mocno chrzczonego rzecz jasna. Pozwólcie, że przybliżę wam tę mało znaną w ZSA profesję, jaką jest Górnik.
Link: Inne materiały – Profesja: Górnik

Od tego momentu, przy okazji przyszłych naszych spotkań, będę przywoływał historię, które opowiadałem już kiedyś, i być może część z Was mogła się z tymi historyjkami już spotkać. Opowiadałem je w zupełnie innym miejscu - w małej, ale dobrze umocnionej kryjówce bandziorów, szumowin i innych niemiłych typów, jakich staramy się unikać podróżując po pustkowiach. Miejsce to nazywało się Moorhold, i o ile ostatnio słyszałem, zostało zniszczone przez Stalową Policję. Szkoda, bo lubiłem atmosferę tam panującą i ludzi, z którymi przyszło mi rabow…Ekhe. O czym to ja. W każdym razie sentymenty na bok. Opowiem wam o kilku ciekawych postaciach, o jakich słyszałem lub jakie udało mi się spotkać osobiście w czasie mojej wędrówki. Jeśli będziecie chcieli o nich usłyszeć ponownie, otwórzcie szufladę z napisem „Postacie” Tam, ta niewdzięczna bestia Bartosh, umieścił historie spisane w starym zeszycie. Dość o tym niewdzięczniku. Czas na opowieści.

Frank McKanzie to facet, o którym słyszałem od znajomka z Posterunku. Mutek, ale z rodzaju tych niegroźnych. Dla mnie osobiście mutek to mutek, i każdemu nich powinniśmy dać szanse na użyźnienie spalonej ogniem ziemi. Niestety tamci twierdzili inaczej. Posłuchajcie historii o Franku McKanzie.
Link: Postacie – Frank McKanzie

Mark Ahmad Fadeel – przeklęty nawiedzony smoluch, którego miałem osobiście nieprzyjemność spotkać w handlowym forcie Roanoke, niedaleko Atlanty. Gnojek, widząc mój kowbojski kapelusz, zaczął wrzeszczeć coś o niewiernym, wrogu Allacha i tym podobne. Olałbym gościa, gdyby nie fakt, że kilku słuchających go ludzi ruszyło w moją stronę, bynajmniej nie z zamiarami zaproszenia mnie na piwo. Strzelać w forcie nie mogłem, zresztą nie miałem czym, bo jak głupi wywaliłem wcześniej całą amunicję w sforę dzikich psów. Na szczęście udało mi się wmieszać w tłum. Zasięgnąłem potem języka, chcąc wiedzieć któż to tak bardzo chciał mojej śmierci. Posłuchajcie o nawiedzonym kaznodziei – Marku Ahmadzie Fadeelu
Link: Postacie – Mark Ahmad Fadeel

Dwa lata temu zaciągnąłem się do grupy najemników ochraniających karawany podążające ze wschodu na zachód ZSA. W jednym konwojów wieźliśmy dziwne ustrojstwo. Jak się potem dowiedziałem, była to mechaniczna reklama stworzona przez łebskiego gościa imieniem Jacob Leibnitz. Szef najemników, dla zabicia czasu w podróży opowiedział mi co nieco o tym tajemniczym człowieku. Przed wami opowieść o Jacobie Leibnitzu.
Link: Postacie – Jacob Leibnitz

Chciałbym opowiedzieć wam jeszcze o pewnej cudownej kobiecie, jaką miałem okazję poznać. Sylvia Flower - wspaniała i delikatna osóbka zmuszona była po śmierci męża samodzielnie stawić czoła potwornej rzeczywistości. Ale jej filigranowy wygląd nie współgrał z potężnym charakterem i ogromną siłą woli, dzięki którym stanęła na nogi, a co więcej, postanowiła pomagać samotnym i opuszczonym kobietom. Gdyby nie fakt, że w osadzie w której mieszka nie jestem mile widziany, chętnie spędziłbym przy niej resztę swojego życia. Posłuchajcie jej historii.
Link: Postacie – Sylvia Flower

Na koniec naszego spotkania chciałbym opowiedzieć pewną zasłyszaną legendę. Wiecie czym jest Juggernaut? Tak! Postrach każdego pola bitwy i marzenie każdego Zabójcy Maszyn. Na szczęście nigdy w życiu nie spotkałem tego blaszaka, ale miałem okazję widzieć kilka amatorskich rysunków. Zawitał tu kiedyś patrol gości z Posterunku, wywalony daleko od Frontu w celu załatwienia supertajnej misji. Tak twierdzili, a ja nie pytałem dalej, bo czasami lepiej nie wiedzieć. Mam ogromny szacunek do tych gości, którzy nadstawiają codziennie karku, żeby trzymać stalowe ścierwo z dala od nas. Jednemu, zupełnie za darmo podarowałem maść na pewną wstydliwą chorobę. Młody wyraźnie nie chciał żeby kumple się dowiedzieli, bo stałby się pośmiewiskiem oddziału. Gdy dowiedział się, że lubię zbierać ciekawe opowieści, w największej tajemnicy opowiedział mi pewną legendę. Zastanawia mnie fakt, o którym wspomniał Młody - podobno za mówienie o tej legendzie na terenie Posterunku grożą dwa tygodnie karceru… Posłuchajcie legendy o Jerrym Juggernaucie
Link: Postacie – Jerry Juggernaut

To by było na tyle na dziś. Teraz muszę ogarnąć ten cholerny ogródek. Hej! A może mi pomożecie? Kto pomoże dostanie darmowego browara… Do zobaczenia w przyszłości.

Profesja - Górnik

- Jeszcze tylko dwie godziny i fajrant! – Bull próbował przekrzyczeć pracujące obok maszyny.

- Podobno u Grubej Betty dziś dowieźli przedwojenną wódę – po czole pracującego obok mężczyzny popłynęły krople potu, żłobiąc bruzdy na pokrytej pyłem skórze.

- O ile Gruba Betty nas wpuści, po tej ostatniej rozróbie. Chłopaki z kopalni Walda nieźle oberwali.

Gwałtowny błysk wyładowania elektrycznego przerwał rozmowę. Mężczyźni przecisnęli się w kierunku dymiącej maszyny wiertniczej.

Bull sycząc z bólu uniósł rozgrzaną klapę w świetle latarki lustrując popalone przewody.

- No niestety na dziś ta maszyna ma dość. Mówiłem staremu, że trzeba nam fachowca, to mówił, że niedługo przyjedzie. Sukinsyn gada tak od miesiąca. No dobra. Jak to przestygnie to demontujemy i trzeba użyć kilofów, bo mamy jeszcze kilka wózków do wysłania na górę. Sprawdź stan.

Jeff przetarł rękawem zabrudzony monitor miernika bezpieczeństwa, sprawdzając stan wskaźników. Bull odsunął maszynę i ponownie wrócił do pracy Jego towarzysz sprawdził wskaźniki i popijając wodę z manierki obserwował jak kilof z ogromną mocą wbija się w skałę, odłupując solidne kawałki. Teraz trzeba będzie jeszcze załadować urobek na wózek. Przez chwilę dało się odczuć niewielki wstrząs, jakich wiele każdego dnia nawiedza te prymitywne kopalnie. Kawałek niewielkiej skały oderwał się od stropu i spadł z łoskotem tuż obok nogi Bulla. Jeff poprawił kask i z jękiem chwycił łopatę. Już niedługo koniec zmiany. Gorący posiłek i równie rozgrzewający alkohol. A za dwa dni odłoży tyle, że znowu odwiedzi piękną Marię w przybytku Pani Cuong.


Być Górnikiem . . .


Aby być górnikiem, trzeba mieć jaja ze stali lub mieć autodestrukcyjne skłonności. Najlepsi to zarówno twardziele jak i samobójcy, bo jak inaczej nazywać gości, którzy dobrowolnie schodzą pod ziemię lubiącą zamykać swe ofiary w skalnych trumnach? Jesteś jednym z nich? Szacunek! Górnicy to „niewidzialni bohaterowie”. Nie służą w pierwszej linii, ale pracując równie ciężko starają się wycisnąć z Matki Ziemi jak najwięcej. Wszystko to ku chwale ludzkości. Wszystko to po to żeby chłopaczek z Alabamy i dziewczynka z Minnesoty mieli na co dzień czym pruć w pieprzone Blaszaki. Schodząc pod ziemię rzucają wyzwanie żywiołom, z którymi nikt jeszcze nie wygrał. Czasem przychodzi zapłacić im za to najwyższą cenę. Uwierz mi, wolałbym zginąć podziurawiony przez kule na Pustkowiu, niż odcięty od zbawczej powierzchni, modląc się o szybką śmierć. Tylko silni charakterem i ciałem nadają się do tej pracy. Notoryczny mrok, klaustrofobiczne przestrzenie, wiszące w powietrzu niebezpieczeństwo – to codzienność górniczego życia. Jeżeli radzisz sobie pod ziemią, poradzisz sobie na powierzchni. Mówi się, że Meksowie to mężczyźni z krwi i kości. Nikt im nie podskoczy. To samo mówi się też o górnikach. Co by było gdyby goście z Hegemonii zaczęli pracować pod ziemią... Jesteś z Hegemonii?...No to ja…tego…pójdę już…


Niestety na tym świecie nic nie jest pewne. Tragiczny wypadek, katastrofa, zajęcie kopalni, bunt lub bankructwo właściciela sprawiają, że znaczna część górników jest zmuszona szukać szczęścia gdzie indziej. Ale spokojnie – kopalnia to twarda szkoła. Kto radził sobie pod ziemią, ma duże szanse na przeżycie na pustkowiach. Niewielu górników decyduje się na błąkanie po pustkowiach. Przedstawiciele tej profesji są chętnie przyjmowani do Gildie Archeologów lub wynajmowani przy eksploracjach prowadzonych pod ziemią. Uwaga!

Na koniec mam smutną nowinę dla przedstawicielek płci pięknej. Niestety ta profesja nie jest dla was…przynajmniej nie w Federacji Appalachów.


==============================


CECHY ( Wybierz jedną z nich ) :

DO IT YOURSELF

Pewne prawo mówi, że sprzęt najczęściej psuje się wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebny. Rozkraczona wentylacja, przepalone przewody, migoczący monitor i pęknięte kolo zębate – wszystko to dla ciebie norma. Na starcie umiejętności pakietu „Technika” oraz umiejętność Maszyny Ciężkie masz na pierwszym poziomie.

KRECI ZMYSŁ

Lata pracy w półmroku nauczyły cię wykorzystywać pozostałe zmysły. W ciemności wszystkie testy umiejętności z pakietu Spostrzegawczość i Kamuflaż są dla ciebie łatwiejsze o 30 %

GÓRNICZE ZNAJOMOŚCI

Ciężka praca łączy i zbliża ludzi. Na wybranym przez Ciebie terenie przemysłowym, na którym pracowałeś, masz dodatkowo jednego Przyjaciela Na Śmierć i Życie. No to opowiedz mi w końcu o tym kumplu, który wyciągnął cię z zawalonego szybu…


==============================


FOLKLOR


Co prawda kopalnie można spotkać niemal w całych Zasranych Stanach, ale nigdzie indziej ich zagęszczenie nie przybiera tak monstrualnych form jak w Federacji Appalachów. Wspólna praca i narzucony odgórnie model społeczny pozwoliły na wyodrębnienie górników z szarej masy przeciętnych pochłaniaczy promieniowania.

W Federacji wszystko jest jasne – jesteś na górze, jeśli jesteś posiadającym ziemię i majątek szlachcicem. Jeżeli jesteś przysłowiowym gołodupcem, ale masz trochę krzepy w dłoniach, zostajesz wojownikiem w służbie szlachcica, lub zakładając, że masz trochę oleju w głowie możesz zostać podwładnym szlachcica, sprawującym pieczę nad jego włościami. Przyjmijmy, że nie nadajesz się nawet do tego lub paskudny los sprawił, że rodzice nie byli szlachetnie urodzeni. Wtedy zostajesz plebejuszem. Robolem zasuwającym pół dnia za miskę pszennego kleiku. Pomijając to wszystko, nawet jeśli jesteś szlachcicem, a nie byłeś dość szybki by spieprzyć przed siatką łowców niewolników, lądujesz na samym dnie drabiny społecznej, i od plebsu różnisz się tylko tym, że oni są wolni. Ale głowa do góry. Ciut niżej od ciebie są jeszcze mutanci. Teraz uważaj, bo jeśli po trzech piwach przyjdzie ci do głowy nazwać górników plebejuszami, prawdopodobnie wygrałeś właśnie bilet do piekła. Górnicy plasują się trochę niżej od wojowników, a trochę wyżej od plebsu. I radzę ci o tym nie zapominać. Wśród wielu górników znajdziesz szlachetnie urodzonych, którzy dobrowolnie lub pod przymusem obrali taką ścieżkę. Oczywiście gros górników w Federacji pochodzi z okolicznych terenów. Nie brak jednak przedstawicieli tej profesji urodzonych w innych częściach ZSA, a przybyłych w to miejsce w nadziei na polepszenie swojego życia.

Górnikami mogą zostać tylko silni i odporni psychicznie mężczyźni. Gość, który nie jest w stanie przez kilka godzin kruszyć skały za pomocą kilofa, lub będzie wrzeszczał, gdy tylko poczuje wstrząs, nie ma szans na dłuższe zagrzanie miejsca na dole. Skierują go do najlżejszej pracy, a przy byle okazji wywalą. Wtedy niestety już do końca życia towarzyszyć mu może negatywna reputacja i brak szacunku wśród górników. Być górnikiem to pracować w zespole. W zależności od wielkości kopalni, na tej samej, dwunastogodzinnej zmianie pracuje kilku do kilkunastu chłopa. Widząc te same gęby przez kilka lat, dzieląc z nimi radości i smutki i przeżywając wspólnie niebezpieczne chwile, nie sposób nie czuć się wspólnotą. I nawet jeśli jeden z drugim wkurza cię tak, że masz ochotę go zabić, to i tak w momencie niebezpieczeństwa rzucisz mu się na pomoc. Nie ważne czy będzie tobą kierować prawdziwa troska, czy chęć uniknięcia zespołowej stygmatyzacji, to i tak gość który tak ci działa na nerwy wie, że może na ciebie liczyć. Zespól pracuje wspólnie, i wspólnie jest rozliczany za swą pracę. Jeżeli ktoś zginie, to w ten czy inny sposób opłakuje go każdy członek zespołu. Jeżeli gangersi przyczepią się do jednego z górników w barze, mogą być pewni, że kilku krzepkich kumpli zawsze stanie w jego obronie. I właśnie dotarliśmy do ważnego elementu wspólnej kultury. Praca pracą, ale co dalej. Przecież nie tylko pracą i snem człowiek żyje, jak to się mówi w Federacji. Funkcję rekreacyjną przejęły popularne wśród plebsu bary. Tam górnicy mogą zrelaksować się po pracy, zjeść ciepły posiłek i wypić kilka kolejek. Tam wieczorami kwitnie górnicze życie. Opowieści, przechwałki, gambling, rywalizacja – to wszystko można znaleźć w karczmach. Tam możesz zagrać Stone - miejscową odmianę przedwojennego pokera ( różniącą się od oryginały niemożnością podbijania stawek. Płacisz umówioną sumę na początku gry i za każde zwycięstwo w pojedynku karcianym osiągasz punkt. Wygrywa ten, kto osiągnie piętnaście punktów. Zwycięzca zgarnia wszystko, ale ma obowiązek postawić kolejkę) Można spotkać tam również inne rodzaje rywalizacji, jak popularne lotki. Jeżeli jesteś górnikiem bez zatrudnienia, to również tam znajdziesz potrzebne informację. Masz sprawę do górników, lub poszukujesz któregoś z nich? Jak w dym wal do najbliższej karczmy. I pamiętaj, że każda kopalnia ma ulubione knajpki, gdzie wręcz tradycyjnie spotykają się po pracy aby podładować akumulatory. Ciekawy jest również inny aspekt tego wieczornego życia. Bardzo często na tym samym terenie spotykają się górnicy pracujący dla różnych, często zwaśnionych właścicieli ziemskich. Wtedy lepiej wcisnąć się w ciemny kąt, i cierpliwie czekać aż chłopaki się zmęczą. Bitwy takie mają określone reguły, jak choćby zakaz używania jakiejkolwiek broni. Można narzekać na swojego chlebodawcę, ale w takich sytuacjach obowiązuje zasada lojalizmu. I nie ma co się dziwić, gdy po bitwie zwycięzcy piją z przegranymi…

CIEKAWOSTKI


Spośród wielu górniczych legend, ta o Duchu Ziemi jest bodajże najpopularniejszą i najbardziej znaną. Wielu górników twierdzi, że widziało lub słyszało Ducha. Mój kumpel dorwał kiedyś starą książkę, w której była mowa o niebezpiecznych, halucynogennych gazach uwięzionych w ziemi, ale co on tam może wiedzieć. Duch Ziemi istnieje. Górnicy raz w miesiącu w specjalnym miejscu składają niewielkie ofiary, prosząc Ducha Ziemi o wybaczenie za naruszanie jego siedziby.


Górnicy za swoją pracę dostają zapłatę w formie talonów żywnościowych. Talony te tworzone są na bazie starych banknotów dolarowych. Opatrzone są pieczęcią i specjalnym numerem. Podrabianie talonów jest karane śmiercią. Realizacją ich zajmują się specjalne magazyny. Tego typu waluta jest popularna i w pełni respektowana na terenach sąsiadujących z terenem kopalni.


Załoga kopalni może być bezpośrednio wykorzystywana jako wsparcie sił zbrojnych. Wielu właścicieli ziemskich wynajmuje instruktorów, aby zapewnić górnikom podstawowe szkolenie z obsługi broni.


Próby całkowitego zastępowania górników niewolnikami nie przynoszą oczekiwanych korzyści. Tylko świadomie i dobrowolnie angażujący się w pracę ludzie są w stanie z odpowiednią skutecznością i efektywnością zajmować się wydobyciem. Utrzymywanie górników, z ich wygórowanymi potrzebami, na dłuższą metę opłaca się bardziej. Praca niewolników sprawdza się tylko w kopalniach zbyt niebezpiecznych, aby pracowali tam wolni górnicy.


Górnicy stanowią dość konkretna siłę, z którą trzeba się liczyć, i której nie można zaniedbać. Przekonał się o tym hrabia Von Molke, którego nieudolne postępowanie i lekceważenie górników doprowadziło do wybuchu buntu. Próba odbicia kopalni zakończyła się niepowodzeniem. Pięciodniowe oblężenie zmusiło buntowników do wysadzenia kopalni i podjęcia walki na powierzchni. W trakcie krwawych walk kilku ludzi zdołało wyrwać się z okrążenia.


Federacja Appalachów stosuje system oznakowania górników. Jest to swoista wizytówka i dowód na to, że naprawdę byłeś górnikiem. Zazwyczaj przyjmuje to formę prymitywnego tatuażu lub wypalonej blizny. Znak taki, zgodnie z zawartymi pomiędzy szlachtą porozumieniami, składa się z symbolu górnictwa – Kilofu i kasku z latarką, oraz nazwę kopalni, a pośrednio nazwisko szlachcica, u którego służyło się wstępując na drogę zawodową. Pod spodem umieszczono numer, pod jakim dana osoba została wpisana do kopalnianej ewidencji.


# Tatuaż ewidencyjny górnika zabitego podczas tłumienia buntu w kopalni Molke 2

Sylvia Flower

Mężczyzna ostrożnie zbliżał się do obozowiska. Małe ognisko powoli dogasało. Wszędzie ślady walki, doskonale widoczne mimo słabego światła – poroztrącane kamienie, wgłębienia w ziemi, strącony z haka czajnik z wodą, który leżał kilka metrów dalej. Ślady krwi. Porzucony rewolwer. Dwie lufy dwururki podążały za krwawą ścieżką. Ostrożnie jak poprzednio mężczyzna powoli kluczył pomiędzy pozostałościami dawnego miasta. Zachodzące słońce nie dawało wiele światła, lecz wyraźny zapach krwi utwierdzał go, że wciąż podąża makabrycznym tropem. Po kilkunastu metrach przystanął i zamarł. Dźwięki. Mlaskanie. Ciche jęki. Szuranie. Dwa susy i człowiek stanął oko w oko z ogromną pumą posilającą się upolowaną właśnie ludzką zdobyczą. Wychudzone bydle musiało być niesamowicie głodne skoro tak bardzo zajęło się ofiarą, że zapomniało o pierwotnych instynktach. Nie było czasu na celowanie. Bestia obróciła się momentalnie szczerząc zakrwawione kły. Szykowała się do skoku. Lewa lufa. Kula przeznaczona pierwotnie do otwierania zamkniętych drzwi trafiła zwierze między łopatki przygniatając swym impetem do ziemi. Nie było czasu sprawdzać czy kręgosłup pękł. Strzelec doskoczył do oszołomionego kota wbijając mu w głowę lufę strzelby. Prawa lufa. Gruby śrut dobry w sam raz na ludzi. Lub koty. Chmura ołowiu dosłownie zdmuchnęła paskudny łeb. Poziom adrenaliny powoli opadał ustępując potwornemu bólowi. Prawa noga była rozharatana pazurami. Szybka była.
Cichy jęk przykuł jego uwagę. W ciemności nie było nic widać toteż wyszperał z torby starą latarkę kierując strumień światła dokładnie tam gdzie leżała ofiara. Po chwili żałował swego czynu. Był sędzią już czternaście lat i wiele już przeżył, ale widok młodej kobiety, rozerwanej pazurami i kłami sprawił, że się wzdrygnął. Rozorana twarz, niewidzące oczy. Agonia. Mężczyzna zza paska wyjął znaleziony przy ognisku rewolwer. Jedna jedyna kula w bębnie miała być zbawieniem dla swojej niedawnej właścicielki. Strzał. Gdy przysypał zwłoki stertą gruzu i odmówił krótką modlitwę, zawrócił w stronę obozowiska spluwając na ścierwo bestii. Przeszukał porzucony plecak. Nic ciekawego – placki pszenne, kawałek gotowanego mięsa zawiniętego w gazetę. Mały zeszyt i ołówek Na pierwszej stronie znośnym pismem napisane imię i nazwisko. Tak jak się domyślał: ofiara była osobą którą szukał. Dwa dni temu z nieznanych powodów zastrzeliła w barze trzech członków konwoju handlowego. Mężczyzna zgasił ognisko. Przedzierając się przez zrujnowane budowle dotarł do ukrytego w starym garażu motocykla. Było zbyt ciemno żeby jechać. Sędzia odkręcił bak i namoczył kawałek starej chusty w paliwie. Szmatkę rzucił u wejścia. Zwierzęta unikają miejsc, które pachną jak benzyna. Wejście zabarykadował starą szafą i kilkoma porządnymi kawałami gruzu. Nie mógł zasnąć toteż posilił się znalezioną żywnością i zapalił latarkę. Otworzył dziennik na pierwszej lepszej stronie.

„… wiele w życiu widziałam, więcej złego niż dobrego, lecz jedno spotkanie pamiętam szczególnie. Pozwoliło mi uwierzyć, że w tym przeklętym, męskim świecie kobieta może być kimś więcej niż zaspokajaczem potrzeb tych brudnych, wiecznie spoconych świń. Gdy będąc w Oklahomie podczas mojej podróży, przypadkowo weszłam do jednego z warsztatów. Zobaczyłam wtedy tą wysoką, starszą kobietę, z twarzą ubrudzoną smarem, w roboczym kombinezonie i długich siwych włosach splecionych w kok. Z delikatną sylwetką kontrastowały ręce i dłonie – żylaste, nawykłe do wysiłku i ciężkiej pracy. Starsza pani stała przy jakimś skomplikowanym mechanicznym urządzeniu tłumacząc coś młodej dziewczynie…”

* * *

- Tak więc, droga Matyldo, spójrz tutaj – kobieta wskazała palcem na wielkie pokrętło na desce kontrolnej maszynerii – zobacz na jaką wartość ustawione jest miernik. 20. Parzyste oznacza że…?
Młoda dziewczyna zamyśliła się marszcząc piegowaty nos.
- To oznacza…hmm… że musimy jeszcze włączyć chłodzenie wodą i zmniejszyć ilość obrotów. - Brawo! Widzę, że robisz postępy. A teraz zrób sobie przerwę. - Kobieta spojrzała w stronę drzwi – W czym mogę pomóc? – Zwróciła się do stojącej w drzwiach warsztatu osoby. Kobieta – na oko przed trzydziestką, w zakurzonym, zniszczonym podróżą ubraniu spojrzała nieprzytomnie.
- Ja…przepraszam, ja przy…- kobieta osunęła się na ziemię. Właścicielka warsztatu podbiegła do niej natychmiast Z ust zemdlonej podróżnej popłynęła mała strużka krwi. Z sąsiedniego warsztatu przybiegło kilka osób zaalarmowanych krzykiem małej dziewczynki. Przeniesiono ranną na piętro, gdzie właścicielka miała mieszkanie. Na plecach zemdlonej wyczuła mokrą plamę. Rana pod łopatką wyglądała paskudnie. Cokolwiek mogło to zrobić prawdopodobnie naruszyło płuco a zanieczyszczone tkanki zaczęły ropieć. Trzeba natychmiast się tym zająć.

* * *

Początkowo nie wiedziałam co się ze mną stało. Obudziłam się w nieznanym mi pomieszczeniu. Siedziała przy mnie kobieta, którą widziałam w warsztacie. Opowiedziała mi o tym jak zemdlałam i o mojej ranie. Myślałam że się zagoiła. Od kilku dni w ogóle mnie nie bolało. Uspokajający głos kobiety sprawił, że moje bariery pękły. Rozpłakałam się. Przez łzy opowiadałam jak to żołnierze, którzy uciekli z północy, splądrowali naszą osadę. Na moich oczach gwałcili młode dziewczęta. Mnie też. Opowiadałam jak podpalili dom. Jak mordowali. Jeden z nich, uciekając z płonącego budynku ugodził mnie nożem w plecy. Potem półżywa odczołgałam się gdzieś unikając śmierci w płomieniach. Jak uciekałam przed ludźmi z sąsiedniej osady, którzy zamiast nam pomóc, przyszli rabować to czego nie zabrali żołnierze. Jak dotarłam do tego miasta, płacąc za przejazd moim ciałem. Odganiałam te myśli od siebie udając, że nic się nie stało, że nic nie pamiętam. Tymczasem pamiętałam. Po tym jak wszystko już wyrzuciłam z siebie padłam na posłanie. Kobieta pocałowała mnie w czoło i pogłaskała. Nie mówiła że wszystko będzie dobrze. Nie składała czczych zapewnień. Po prostu uścisnęła moją rękę. I poczułam jak siły mi wracają. Spędziłam u niej cały miesiąc. Żywiła mnie i opiekowała się mną. Nauczyłam się kilku rzeczy i pomagałam jej w warsztacie. Aż do czasu pamiętnej wizyty w barze.”


* * *

W barze było tłoczno i duszno, jak zwykle o tej porze, kiedy do tej części Oklahomy zjeżdżali handlarze, chcący wypocząć przed podróżą na północ. Młoda kobieta rozmawiała z barmanem. Przyniosła właśnie kilka części do maszyny nalewającej piwo, które pani Flower naprawiła w swym warsztacie. Do płóciennej torby pakowała otrzymaną w zamian za naprawę żywność. Ponad gwar rozmów wybijały się dwa basowe głosy potężnych mężczyzn kłócących się przy stoliku. Konwojenci z Hegemonii wzbudzali powszechnie strach zmieszany z podziwem. Jeden z nich wyjął właśnie ogromny nóż, ostrzem machając przed twarzą drugiego
- …Tak właśnie głupku. Ten cały pieprzony Teksas to był kiedyś zwykły stan. Rozumiesz idioto!? - Schowaj ten kozik, bo ci go zabiorę i wydłubie nim oczy. Skąd to możesz wiedzieć baranie.
Uwagę młodej kobiety przyciągnął pisk. To inni konwojenci złapali właśnie jedną z dziewczyn roznoszących piwo. Byli pijani. Wszyscy ludzie naokoło zajęci swoimi sprawami nie zwracali uwagi na to, że z dziewczyny zerwano ubranie. Nagle potężny huk wystrzału sprawił że wszyscy, łącznie z Meksami padli na ziemię. Jeden z niedoszłych gwałcicieli trzymał się za brzuch. Krew przeciekała mu przez palce. Jego koledzy spojrzeli nieprzytomnie w kierunku kobiety przysłanej przez Sylvię Flower, trzymającej wciąż dymiący rewolwer. Obłęd w jej oczach było ostatnią rzeczą, jaką zdążyli odnotować. Cztery kolejne wystrzały potęgowane akustyką wnętrza wbiły ludzi w ziemię. Kobieta wybiegła z baru. Dwóch mężczyzn już nie żyło. Trzeci w agonii poruszał nogami. Kula zmasakrowała mu twarz. Ludzie zerwali się do wejścia poszukując morderczyni. W mroku nadchodzącej nocy szybko zgubili jej ślad.


* * *

„ Biegłam nie mogąc powstrzymać łez. Nie mogłam patrzeć więcej na to, co te świnie chciały zrobić. Mam nadzieję tylko, że nic nie stało się pani Flower. Barman wiedział że pracowałam u niej. Słyszałam jak strzelali w powietrze i jak mnie szukali. Uciekłam przed siebie. Od czasu do czasu odpoczywając w zakamarkach gruzowisk. Z trudem przedzierałam się przez ruiny w końcu zmęczona opadłam obok resztek obozowiska, jakie znalazłam po drodze. W czajniku było resztka wody. Podpalone suche kawałki drewna i tkanin zajęły się błyskawicznie. Dobrze, że mam trochę jedzenia. Może uda mi się dotrzeć do jakiejś małej osady. Chciałabym jeszcze raz odwiedzić panią Flower. Okazała mi tyle miłości…”


* * *

Samica czarnej pumy zbliżyła pysk do ziemi. Dziwny zapach szybko przykuł jej uwagę. Może tym razem jej się poszczęści. Nie jadła już od dawna a kilka dni temu ledwo udało jej się uciec przed polującym w ruinach człowiekiem. Kula, która miała trafić w serce przeszła na wylot przez udo. Teraz, kiedy przyspieszyła, popędzana głodem, ból ponownie dał o sobie znać. Biegła dalej omijając przewróconą lokomotywę i zmiecione podmuchem resztki stacji miejskiej kolejki. Obolałe płuca napełniały się powietrzem. Żebra i opinająca je skóra falowały w rytm przyspieszonego oddechu. Ponownie wpadła na trop koło wiaduktu i podążała za nim instynktownie wybierając najlepszą trasę. W końcu odnalazła ofiarę. Siedziała przy ogniu, ale to w tej sytuacji nie jest jej w stanie obronić. Puma nie może sobie już pozwolić na strach. Albo ją upoluje, albo sama zginie, padając łupem innych. Była zbyt wycieńczona by zważać na niebezpieczeństwo. W ciemności przygotowała się do morderczego skoku.


* * *

Pani Flower spoglądała w ciemność. Gdzieś tam dziewczyna uciekała pewnie przed ścigającymi ją ludźmi z baru. Nie potępiała ją. Wiedziała o niej wystarczająco wiele, aby ją zrozumieć. Modliła się by dziewczynie udało się uciec. Modliła się w intencji każdej kobiety, jaką miała okazję się opiekować. Liczyła na to, że chociaż część z nich przeżyje.

TECZKA MISTRZA GRY

Od autora: Czas w mojej małej, pseudoliterackiej przygodzie zająć się jakąś postacią, która będzie przedstawicielką płci bardzo niedocenianej w świecie Neuroshimy. Wszakże brutalny świat pełen maszyn i niebezpieczeństw wszelakich nie sprzyja kobietom, będącym, jak niektórzy twierdzą, płcią słabą.


SYLVIA FLOWER

Wygląd zewnętrzny:

Kobieta w wieku ok. 60 lat. Wysoka. Ciało szczupłe, lecz nie delikatne. Zazwyczaj ubrana w robotnicze spodnie i koszulę usmarowaną olejem. Jeżeli gdzieś wychodzi, zakłada dżinsy i gruby błękitny sweter z golfem.

Pomarszczona twarz. Duże brązowe i ciepłe oczy. Miły, wzbudzający zaufanie uśmiech. Włosy koloru całkiem siwego skręcone zazwyczaj w kok przytrzymywany wbitym weń śrubokrętem. Zwykłe, mocne, skórzane buty. Lekko, prawie niewidocznie utyka na prawą nogę.


Trochę statystyk



Imię i Nazwisko: Sylvia Flower
Pochodzenie: Teksas
Profesja: Monter
Specjalizacja: Technik
Cechy: Dr. Quinn/ Zapałki i Agrafka
Choroba: Osteoporoza

Budowa: 10
Zręczność: 13
Charakter: 16
Percepcja: 9
Spryt: 17

Wyposażenie: Zestaw śrubokrętów, Kilka porcji leków. Mała apteczka. Młotek i klucz francuski. Kieszonkowa biblia i medalik ze zdjęciem męża.

Historia:

Historia Sylvii Flower nie odbiega od wielu innych. Łączy w sobie bunt, miłość cierpienie i smutek. Jako młoda dziewczyna, Sylwia uciekła z rodzinnego domu w jednej z osad w Teksasie, aby, jak wielu młodych Teksańczyków kuszonych opowieściami i sławą, zaciągnąć się do walki na froncie. Tam też poznała swojego przyszłego męża – Kpr. Johna Milla. Jednego ze specjalistów rusznikarzy. W czasie jednego z ataków kpr. Mill został ciężko ranny. Konieczna była amputacja.( Właściwie to nie była konieczna, bo zajął się tym wcześniej Łowca) Nie mogący już walczyć Mill został wycofany do Denver, gdzie miał szkolić nowych rusznikarzy. Pogarszający się stan zdrowie ( zwłaszcza stan psychiczny) zmusił małżeństwo do wyjazdu. Osiadli w ruinach miasta Oklahoma. Jednego z głównych postojów na handlowej trasie Północ – Południe. Tam zajęli jeden z budynków. Sylwia leczyła ludzi, a John wykonywał drobne naprawy) Z Czasem udało im się zdobyć kilka urządzeń, które pozwoliły na produkcję amunicji. Podczas próby odzyskania prochu ze starego pocisku nastąpiła eksplozja która poważnie poraniła Johna ( Jeden z odłamków wciąż tkwi w nodze Sylvii) Przykuty do łóżka John zmarł kilka miesięcy później. Sylvia znalazła się w opłakanej sytuacji. Opiekowała się dwójką swoich dzieci. A w mieście było już kilku lekarzy. Zebrała więc wszystkie ksiązki jakimi dysponował jej zmarły mąż. Dzięki temu, że często mu pomagała, znała pewne podstawy. Wytrwała praca i nabywane doświadczenie wkrótce zaprocentowało. Wciąż prowadziła warsztat. Naprawiała broń i składała nową amunicję. Udało jej się zgromadzić fundusze pozwalające na wysłanie swoich dzieci do Nowego Jorku ( wychowywały się u zaprzyjaźnionego dostawcy surowców do produkcji amunicji)

Ciekawostki:

Sama będąc kobietą ciężko doświadczoną przez życie założyła w swoim warsztacie przytułek dla młodych kobiet. Uczy je przydatnych umiejętności, opiekuje się nimi i próbuje zorganizować im normalne życie w spalonej atomowym ogniem krainie. Sylwia mieszka w części rzemieślniczej. Przed wojną był to kompleks garaży dla sąsiednich osiedli mieszkaniowych. Z osiedli pozostało niewiele, natomiast niskie garaże, chronione parasolem wysokich budynków oparły się falom uderzeniowym rakiet. Garaże doskonale nadawały się na warsztaty. Z czasem powstała tam dzielnica skupiająca monterów i mechaników. Zgromadzeni są w formie quasi cechu – mają swoją radę, płacą niewielkie składki, a nawet zatrudniają kilku ludzi do ochrony. Rada decyduje również o przyjęciu nowego mieszkańca do dzielnicy. Godnym uwagi jest specyficzny podział specjalizacji. Rada stara się zapewnić szerokie spektrum usług. Każdy z mieszkających tam monterów i techników specjalizuje się w innej dziedzinie, przez co nie ma problemu konkurencji. Z usług cechu korzystają przede wszystkim podróżujące przez te tereny konwoje a także mieszkańcy. Sam cech utrzymuje kontakty handlowe z wieloma miastami, sprzedając swoje produkty oraz wysyłając specjalistów. Rozwinięto nawet dość pokaźnie zaplecze ludzi zbierających surowce. Ludzie Ci zamieszkują sąsiadujący z cechem trójkondygnacyjny budynek dawnego domu kultury. Sylwia, na dachu garażu wybudowała dodatkowe piętro służące jej za mieszkanie. Natomiast za zgodą rady zajęła sąsiedni garaż, gdzie zorganizowała miejsce dla pokrzywdzonych kobiet. Wstawiła tam kilka piętrowych łóżek oraz parę mebli. Kobiety pracują dla niej oraz wykonują niewielkie prace dla samego cechu. W zamian Sylvia otacza je opieką, karmi i uczy. Ta wspaniała kobieta stała się symbolem niezłomności, dobroci i ciepła.


Dochody, czyli za co postać żyje:

Sylwia zasłynęła wśród handlarzy jako niezła ( choć nie najlepsza ) rusznikarka. Szczególnie jedna inwestycja tej przedsiębiorczej kobiety zrobiła furorę. Przeglądając kiedyś stare gazety o broni i amunicji Sylwia znalazła artykuł o służbach prewencyjnych stosujących gumową amunicję. Rozpoczęła w swoim warsztacie produkcję. Początkowo nie było chętnych, do czasu nawiązania kontaktów handlowych z Federacją Apallachów i Nowym Jorkiem. Tam życie ludzkie było zbyt cenne, aby zabijać buntujących się ludzi. Krążą pogłoski, że również łowcy niewolników zainteresowali się ostatnio taką amunicją. Sylvia pracuje nad stworzeniem gumowych lub drewnianych kul do strzelb śrutowych



Drugim ważnym dla niej przedsięwzięciem była produkcja taniej broni palnej, która chętnie była by kupowana przez mieszkańców ubogich osad. Wykonywane przez nią strzelby rurowe na pociski 9mm są chętnie kupowane przez biednych osadników lub myśliwych.


Strzelba wykonana z dość solidnych materiałów ( Sylvia osobiście kontroluje i wytwarza wszystkie) Bardzo często używa się do nich części ze zniszczonej broni, co zapewnia lepszą jakość. Prosty, zmodyfikowany zamek: odciągnięcie języka zamka ujawnia komorę na nabój 9mm i jednocześnie napina sprężynę iglicy. Po włożeniu naboju należy przesunąć język zamka do przodu i zablokować go dociskając w dół. Umieszczone a stałe przyrządy celownicze pozwalają na jako takie celowanie na odległość do 60 metrów. Sylvia wszystkie stworzone przez siebie egzemplarze oznacza blaszką z literą „F” wbijaną w łoże. W broni nie ma przyrządów blokady iglicy, więc użytkowanie jej wiąże się z ryzykiem. Sama jakość materiałów, mimo starań twórczyni, również pozostawia wiele do życzenia. Broń jest dość zawodna. Lecz stanowi idealny wybór dla biednych myśliwych i farmerów chroniących swoje uprawy i stada lub chcących ochronić dom. Sylvia prowadzi pracę nad stworzeniem strzelb na nabój 5.56 mm oraz broni krótkiej na nabój śrutowy.

Parametry strzelby rurowej


Parametry:

Obrażenia: Lekkie

Kaliber: 9mm

Nabój: 9x19 Parabellum

Punkty przebicia: 1

Wymagana budowa: 10

Szybkostrzelność: 1

Pojemność magazynka: 1

Cena: 25 Gambli

Reguły specjalne: Zawodny (Feralny rzut na zacięcie 13-20. Przy wyniku 20 broń ulega zniszczeniu – lekka rana dla użytkownika (opcjonalne) ). Jednonabojowy – ładowanie = 3 segmenty, Niecelny ( +20%)

Zadania:

Jeśli postać gracza jest kobietą, może liczyć na przychylność Sylvii, ciepły posiłek i nocleg. Korzystniejsze jest, jeżeli kobieta załatwiała z nią interesy( możliwe lepsze utargowanie cen)

Sylvia znana jest w Nowym Jorku i Federacji ze swej amunicji, która używana jest tam przez służby porządkowe. Warto zdobyć trochę tej amunicji i sprzedać ją z zyskiem w którejkolwiek dobrze rozwiniętej osadzie.

Broń produkowana przez rusznikarkę to też dobra inwestycja dla graczy pozbawionych chwilowo czegoś lepszego poza kawałkiem stalowej rury.

Sylvia chętnie zdobędzie gamble pozwalające jej na rozwinięcie swych umiejętności – książki rusznikarskie, gazety, wykresy i schematy.

Zadanie „Specjalne wiertło”: Sylwia chętnie wejdzie w posiadanie wiertła pozwalającego jej na gwintowanie luf. Możesz wykorzystać to aby umieścić je w jednym z zadań. Niech nie będzie łatwe, bo nagroda może być obiecująca: Amunicja, strzelby, usługo lub kilka przydatnych lekcji które zwiększą umiejętność rusznikarstwo o 1-2 punkty. Jeżeli gracze zdobędą wiertło, to produkowane przez panią Flower strzelby nie będą miały kary do celności.

Sylvia ma ogromne problemy z bólem nogi, w której utkwił odłamek. Chętnie kupi środki przeciwbólowe. Wiek i warunki pracy znacznie pogorszyły percepcję rusznikarki. Chętnie kupi okulary które pomogły by skorygować jej wadę wzroku.



Jerry Juggernaut

Tekst ten napisany został na konkurs na Neuroshimowego Bohatera Niezależnego, organizowany przez portal fantastyczny Gameexe. Ponieważ cały tekst został opublikowany tamże, nie chciałbym dublować go, szanując pierwszeństwo portalu. Poniżej prezentuję króciutki fragment tekstu, a pod spodem znajdziecie bezpośredni odnośnik do całości, zamieszczonej na portalu Gameexe. Przepraszam za utrudnienia.


"Coś dziwnego przykuło uwagę Diany. Nie mogła uwierzyć w to co widzi. Nadpalona plandeka poruszyła się. Coś tam się rusza! Coś zdarło resztki brezentowej osłony, odsłaniając… o mój Boże…To Juggernaut! Widziała takiego na wojskowych grafikach, jakie pokazał jej kiedyś dawny chłopak, który przepadł gdzieś później na Froncie. Poznałaby tę bestię wszędzie. Ogromy, budzący grozą gąsienicowy pojazd, obudowany wieżyczkami pomiędzy którymi znajdował się ludzki korpus.

Hybryda kręciła się prze chwilę, jakby zastanawiała się co się dzieje, po czym stalowe ramiona zerwały blokady, i pojazd stoczył się na ziemię, wywołując odczuwalne wstrząsy. Sprzężone karabiny osadzone w wieżyczkach napełniły powietrze strumieniem rozgrzanego ołowiu, który z iście chirurgiczną precyzją masakrował bandytów pozbawionych solidnej osłony. Klapa jednej z wieżyczek odsunęła się, i w kłębach dymu z charakterystycznym cmoknięciem kilka 40 milimetrowych granatów poszybowało w kierunku innej grupy napastników, umykającej z zajmowanych wcześniej stanowisk. Kilka eksplozji później nie było już nikogo kto z tej strony mógłby próbować uciec. Główne działko obróciło się jeszcze kilka razy, posyłając krótkie serie, po czym zamilkło i stanęło w miejscu. Na polu bitwy zapadła cisza. Pozostali przy życiu Posterunkowcy gapili się na maszynę, bojąc się wykonać najdrobniejszy ruch..."

Link do całego tekstu:
Postać - Jerry Juggernaut

Mark Ahmad Fadeel

Mężczyzna zabrudzonym rękawem koszuli otarł spocone czoło. Panujący na zewnątrz upał z pewnością nie ułatwiał mu pracy. Ostrze specjalnej antystatycznej piły mozolnie przegryzało się przez skorodowany stalowy korpus. Pociski rakietowe typu „powietrze – ziemia” należały do względnie stabilnych, ale przy takich uszkodzeniach należało zachować szczególną ostrożność. Ostatnie mocowanie puściło dość szybko. Powoli podważał osłonę głowicy. Kilka centymetrów dzieliło go od niebezpiecznego wnętrza pocisku. Kąciki ust uniosły się lekko, gdy zauważył prawie nie naruszony mechanizm detonacyjny. W takim stanie robota pójdzie mu już z górki. Nie zdążył dokończyć myśli, gdy nagły błysk eksplozji pozbawił go zmysłów.

* * *

Imię: Mark Ahmad
Nazwisko: Fadeel
Pochodzenie: Człowiek z …nie twój zasrany interes
Profesja: Kaznodzieja Nowej Ery
Specjalizacja: Technik
Umiejętności: Mat. wybuchowe, Elektronika, Mechanika
Choroba: Okaleczony

Budowa: 9
Zręczność: 7
Charakter: 14
Percepcja: 9
Spryt: 15

Wyposażenie: Dwie buteleczki ze środkami uśmierzającymi ból, okulary przeciwsłoneczne, rewolwer S&W 38, trzy naboje, podniszczony Koran.

===HISTORIA===

Mark Fadeel był małym dzieckiem, gdy rozpoczął się bunt maszyn. Mieszkał wraz z trójką rodzeństwa w jednej z biednych dzielnic Chicago. Jego ojciec, potomek pakistańskich imigrantów, prowadził mały zakładzik ślusarski. Matka zmarła zaraz po porodzie najmłodszego syna. Tą ponurą i pełną wyrzeczeń egzystencję przerwał atak bombowy na centrum Chicago. Zautomatyzowane bombowce ominęły początkowo biedniejsze dzielnice, dzięki czemu część ich mieszkańców zdołała zbiec. W czasie przedzierania się przez pełne uciekinierów ulice, od ojca i młodego Marka oddzieliła się reszta rodzeństwa. Przepadli bez wieści. Przez kolejne kilka lat część uchodźców błąkała się po bezdrożach, ukrywając się w pośpiesznie opuszczanych fabrykach lub wegetując pod gołym niebem. Ataki chemiczne i biologiczne, promieniowanie i głód zbierały śmiertelne żniwo. Ojciec Marka dzięki znajomości mechaniki podłączył się do wycofującej się z północy grupy amerykańskich dezerterów. Pracował dla nich kilka lat dopóki nie zmogła go gruźlica. Wtedy to strzałem w tył głowy podziękowano mu za współpracę. Dorastający Mark który pod okiem ojca zdobywał mechaniczne umiejętności, został siłą wcielony do zdziesiątkowanego oddziału, który z dumnych amerykańskich żołnierzy przemienił się w bandę zdegenerowanych bandytów. Po ojcu, oprócz talentu technicznego, odziedziczył pokaźną torbę na kółkach oraz zestaw narzędzi. Przeglądając odziedziczony dobytek odnalazł kilka starych książek, w większości napisanych po angielsku. Dzięki nim zdobył podstawy wiedzy o materiałach wybuchowych i elektronice, które następnie rozwinął korzystając z resztek wiedzy jaką dzielił się z nim dawny sierżant wojsk inżynieryjnych znany wówczas jako Jednooki Bill. Staruszek przygarnął młodzieńca traktując go jak syna. Mark chłonął wiedzę z ojcowskich książek. Angielskojęzyczną wersję Koranu studiował dość niechętnie, tylko ze względu na pamięć o ojcu, który zawsze gorąco go do tego zachęcał. Zagadką pozostawał pamiętnik ojca spisany w języku jego dziadków. Wkrótce nadszedł długo oczekiwany dzień w którym młody Mark miał zemścić się za śmierć ojca. Podczas jednej z potyczek z teksańską milicją trzy wozy bojowe stanowiące główną siłę uderzeniową dezerterów wyleciały w powietrze. Za cenę wolności młody mechanik, oraz kilku ludzi skupionych wokół Jednookiego Billa, postanowiło zdradzić dotychczasowych towarzyszy. Teksańczycy nie zamierzali jednak dotrzymać umowy i wolność trzeba było okupić ciężką walką w okrążeniu. Ranny Mark, który po swoim ojcu przyjął również imię Ahmad, widział jak ścięty serią Jednooki Bill osłaniał odwrót pozostałych przy życiu bandytów. Tułający się później samotnie młodzieniec dołączył do rolniczej karawany wiozącej żywność w kierunku zachodniego wybrzeża. Osiedlił się w enklawie Roanoke zbudowanej na gruzach miasteczka o takiej samej nazwie.

===CZASY OBECNE:===

Przed wypadkiem

Mark Ahmad Fadeel to osoba powszechnie znana w handlowym forcie Roanoke. Dzięki swoim umiejętnościom szybko uzyskał coś na kształt wysokiego statusu społecznego. Zajął stary magazyn części do maszyn rolniczych. Odratowane przez niego podzespoły schodziły jak świeże bułeczki. Dość szybko ożenił się i spłodził dwójkę dzieci. Po kilku latach zapasy rolniczego żelastwa poważnie się uszczupliły, a zwykłe naprawy nie satysfakcjonowały go. Przerzucił się więc na wtórne wykorzystanie surowców - a konkretniej na odzyskiwanie materiałów wybuchowych z setek niewypałów zalegających pośród zgliszczy okolicznych miast. Odzyskiwany w ten sposób materiał trafiał głównie do licznych kopalni w Federacji Appalachów. Wkrótce rodzina Fadeel uchodziła za jedną z bogatszych i bardziej wpływowych w osadzie. Niestety dość duże zyski wiązały się z jeszcze większym niebezpieczeństwem. Wielokrotnie wysyłane po „surowiec” ciężarówki wylatywały w powietrze. Pewnego upalnego dnia senną osadą zatrzęsła potężna eksplozja. Znajdujący się na uboczu stary magazyn przekształcony na warsztat został praktycznie zmieciony z powierzchni ziemi. Wybuch wyrwał potężną dziurę w złomowej palisadzie otaczającej osadę. Okoliczne domy zawalały się grzebiąc pod gruzami mieszkańców. Zginęło siedemnaście osób. Wielu odniosło rany. Zadziwiające było to, że znajdujący się w samym epicentrum wybuch Mark Ahmad przeżył. Potwornie okaleczonego i skrajnie wycieńczonego wyciągnięto z gruzów po dwóch dniach. Od tego czasu wiele się zmieniło.

Po wypadku

Obrażenia które odniósł w czasie eksplozji praktycznie uniemożliwiły mu jakąkolwiek pracę. W czasie gdy dochodził do siebie nastąpiła w nim duchowa przemiana. Całe dnie studiował odziedziczony po ojcu Koran. Jego dorastający syn, którego od najmłodszych lat uczył technicznego rzemiosła, był już w stanie zastąpić zniedołężniałego ojca. Pomimo sprzeciwu społeczności Roanoke syn Marka Ahmada również zajął się wydobywaniem materiału wybuchowego z niewypałów. Okaleczony ojciec, gdy tylko odzyskał siły wydatnie mu w tym pomagał służąc radą i doświadczeniem. Głównym jego zajęciem po wypadku było uliczne nauczanie prawd które poznawał studiując Koran. Religia przyjęta została dość niechętnie, jednak powoli zyskuje nielicznych zwolenników. Sam Mark Ahmad zaczął żyć według wyczytanych w piśmie słów. Pojął za żony dwie kobiety które straciły partnerów w spowodowanym przez niego wybuchu. Coraz częściej spotkać go można na głównym placu handlowym, gdzie często naucza korzystając z dość licznego audytorium. Społeczność Neomuzułmanów jest wciąż nieliczna, lecz powoli zyskuje coraz większą liczbę uczestników.


===WYGLĄD ZEWNĘTRZNY===

Mark Ahmad Fadeel jest niewysokim, lekko siwiejącym mężczyzną. Wybuch dość potwornie go okaleczył: Brak mu prawej ręki urwanej aż do barku, prawa część twarzy jest potwornie poparzona: z trudem można rozpoznać linię ust oraz miejsce w którym kiedyś było oko. Lewa część twarzy jest tylko delikatnie pokiereszowana. Nosi krótką kruczoczarną brodę Odłamki tkwiące głęboko w nogach sprawiają że dość znacznie utyka. Ma nienaturalnie pochyloną sylwetkę. Zdrową rękę zazwyczaj opiera na profesjonalnej medycznej kuli która pozwala mu odciążyć obolałe nogi. Zwykle nosi znoszone ciemnozielone sztruksy oraz czarny podkoszulek z zaszytym prawym rękawem. Na ramieniu nosi brezentową torbę w piaskowym kolorze, w której trzyma Koran, leki oraz broń – stary rewolwer S&W 38 który czasem ma zatknięty za pasek.

===PRZYKŁADOWE HACZYKI DO SESJI===

Mark jest liderem małej neomuzułmańskiej społeczności. Nie podoba się to kilku ważnym osobom w Salt Lake…

Ogromna wiedza nt. materiałów wybuchowych, mechaniki i elektroniki wydaje się niezwykle atrakcyjna. Mężczyzna jednak niezbyt chętnie chce się tą wiedzą dzielić…

Mark odda naprawdę wiele za protezę. A jeżeli ktoś załatwiłby okaleczonemu mężczyźnie cyberprotezę umożliwiającą ponowną pracę, stanie się automatycznie jego dozgonnym przyjacielem. Rodzina Fadeel wciąż też należy do wpływowych.

Mark Ahmad potrzebuje kogoś kto zna arabski, lub szuka słownika arabsko-angielskiego. Chce rozszyfrować pamiętnik ojca.

Posterunek kompletuje zespół speców który będzie w stanie uzbroić zdobyty właśnie nowoczesny pocisk z niewielkim ładunkiem nuklearnym.

Potężne stalowe drzwi hangaru na niewielkim lotnisku doświadczalnym będą wymagały kilku kilogramów porządnego materiału wybuchowego. Znajomy ochroniarz wie gdzie w okolicy można kupić taką ilość.

Kawał naprawdę żyznej ziemi marnuje się, bo kilka lat wcześniej kilku spanikowanych żołnierzy naszpikowało ją minami spodziewając się ataku Molocha. Nie obejdzie się jednak bez specjalisty.

Hassan Fadeel – syn Marka Ahmada dobrze płaci za wskazanie niewybuchów lub starych pól minowych.

Podburzony tłum wyznawców Allacha chce zlinczować teksańskich kupców których ochraniają gracze. Rozwiązanie siłowe nie jest mile widziane.

Mark Ahmad jest uzależniony od środków przeciwbólowych i płaci za nie naprawdę solidnymi gamblami.

Teksańczycy życzyli by sobie, żeby ktoś w końcu uciszył szalonego kaznodzieje który okazuje im jawną wrogość.

===CIEKAWOSTKI===

Ojciec Marka Ahmada był zwerbowanym przez Al.-Kaidę bojownikiem, który był zamieszany w organizację tragicznych zamachów na bogatych potentatów i przedsiębiorców żydowskich. W latach 2016 – 2019 w serii zamachów bombowych i napadów zginęło łącznie 37 ludzi. Szczegóły znajdują się w napisanym po arabsku pamiętniku. FBI szykowała się do zatrzymania Ahmada, lecz ich plany pokrzyżował początek buntu maszyn.

Mark Ahmad swoje ocalenie przypisuje Allachowi. W rzeczywistości uratowało go to, że pierwszy, niewielki wybuch części materiałów wybuchowych znajdujących się w pocisku odrzucił go na znaczną odległość, a zawalony stalowy dach utworzył dość solidną osłonę. Po kilku sekundach eksplodował pozostały w pocisku materiał , niszcząc okolicę.

Znana powszechnie jest nienawiść Marka Ahmada do Teksańczyków. Jeszcze przed wypadkiem kilkukrotnie opłacał grupę najemników, którzy atakowali karawany z Teksasu.

Z biegiem czasu w wypowiedziach Marka pojawia się motyw Teksańczyków jako niewiernych, którzy zajmują zimie obiecaną która nie należy do nich. Argumenty te coraz częściej zyskują poklask.

* * *

Przez gwar targujących się kupców przebił się mocny i zdecydowany głos. Potwornie okaleczony mężczyzna siedział na pustej skrzynce po pomidorach. W lewej ręce trzymał ciężką księgę. Unosił ją wysoko, tak że promienie słoneczne przelatywały przez przestrzelinę w dolnej części księgi. Jedyne oko jakie posiadał błyszczało od religijnego uniesienia. Mężczyzna spojrzał po zebranych i ponownie podjął kontynuowany wątek.

Jacob Leibnitz

Gregory ziewnął po raz kolejny, patrząc na strumień ludzi idących w stronę centralnego placu targowiska. W sumie musi postawić Carlosowi duże piwo za załatwienie tej roboty.

Dają jedzenie i spanie a człowiek musi tylko siedzieć na tej wieży i od czasu do czasu krzyknąć na jakiegoś cwaniaczka co się koło kupieckich wozów zbyt nachalnie kręci. Żyć nie umierać.

Dziś, jak zawsze w soboty, było gwarno i tłoczno. Dzień targowy. Do Barter Hill nadciągali kupcy z całych ZSA. Byli karawaniarze 8 Mili , cwaniaczki z Vegas a nawet kilku kupców z Hegemonii. Podobno przyjechał nawet jakiś mechanik z Detroit żeby opchnąć trochę samochodowego stuffu. Słowem jeśli czegoś tu nie znajdziesz, to raczej nie znajdziesz tego nigdzie. W centrum miasta stał ogromny, przedwojenny stadion. Centrum ekonomiczne całego regionu. Krzątający się na jego koronie i błoniach ludzie wyglądali z daleka jak pracowite mrówki chodzące po mrowisku. Na płycie stadionu swoje stanowiska mieli najlepsi z najlepszych. Teren ten otoczony był wysoką siatką poprzetykaną drutem kolczastym. Wchodziło się tam posiadając specjalne zezwolenie. Broń konfiskowali strażnicy. Można tam kupić najdroższe i najbardziej cenne leki i narkotyki. Broń i amunicję najwyższej jakości oraz technologie wydarte maszynom molocha. To tu swoje interesy prowadził Posterunek, Ted Schulz i Nowy Jork.. Im ktoś miał lepsze układy tym bliżej korony stadionu miał swoje stoisko. W handlowych alejkach od czasu do czasu pokazał się kilkuosobowy patrol straży targowej, która pilnowała żeby nie dochodziło do kradzieży czy awantur. Wokół „Handlowego Wzgórza” kwitł handel uboższy, co wcale nie znaczy biedniejszy. W takich miejscach można było znaleźć wiele rarytasów. Wyrwany z połaci ruin plac pełen był gwaru kupców, podróżnych i wojskowych. Za odpowiednią cenę można było dostać tu wszystko. To Mekka Łowców i Handlarzy, punkt zaopatrzenia dla kilku garnizonów i dla pustynnych gangów plądrujących ziemie daleko na południe stąd. W tym zgiełku i hałasie nie trudno było przegapić spadającą bombę, którą zauważono dopiero gdy miała dotknąć ziemi.

Opadająca powoli na spadochronie ciężka stalowa kula na wysokości kilku metrów nad ziemią wypuściła kłęby pomarańczowego dymu. Ciasne alejki nie sprzyjały ucieczce. Ludzie tratowali się nawzajem. Każdy szukając możliwości schronienia trwożnie przypatrywał się jak przedmiot uderza o ziemię. Wybuch nie nastąpił. Górna pokrywa kuli odleciała z hukiem.

Z wnętrza wysunął się głośnik. W powietrzu rozbrzmiał miły głos spikera. W tle leciała wesoła melodia.

„ Chcesz uchronić się przed chemicznym atakiem molocha, lub po prostu masz ochotę odwiedzić kuzyna w Missisipi? Dysponujemy najlepszym sprzętem przeciwchemicznym jaki kiedykolwiek wyprodukowano. Sort przedwojenny i własnej produkcji. Aleja 11, kwadrat 5. Sieć stoisk przy barze Wang Chenga. Pamiętaj! Następnym razem to może być prawdziwy gaz…”

Rozwścieczony tłum rzucił się na stalową kulę okładając ją czym popadnie. Na górnej pokrywie widniała przykręcona tabliczka: „ Jacob Leibnitz – Agencja Reklamowa”

Sprzęt przeciwchemiczny schodził dziś jak świeże bułeczki.

* * *

Sandra dodała gazu chcąc jak najszybciej dotrzeć do miasta. Pustkowie nie jest najbezpieczniejsze dla samotnej kurierki która właśnie bezmyślnie wywaliła cały magazynek w goniącego za jej motocyklem wilka. Teraz kończyło jej się paliwo i nie miała amunicji, a wszystko przez to że strzelając do tego przeklętego pchlarza przegapiła znak i zjechała na dłuższą trasę. Musi znaleźć jakiś sklep z bronią zanim będzie chciała dostarczyć przesyłkę.

W oddali zamajaczyły ruiny starej przedwojennej metropolii. W trakcie jazdy gruzowisko powoli ustępowało miejsca ludzkim zabudowaniom. Ulica też stała się czystsza i mniej zagracona niż na początku. Kilka par nieufnych oczu obserwowało ją, gdy jechała spokojnie ulicami wypatrując handlarzy lub jakiegoś noclegu. W końcu znalazła stary drogowskaz nakazujący skręcić w lewo do którego ktoś dokręcił tablicę z napisem „ Sklep Braci Wattson „ Sandra skręciła w lewo. To co ujrzała zmroziło jej krew w żyłach. Gwałtownie skręciła kierownicą motoru, przewracając się na ziemię. Gdy udało jej się uwolnić nogę zamarła w przerażeniu. Stała przed nią ogromna maszyna Molocha. Stalowy kolos oparty na dwóch ogromnych hydraulicznych nogach. Stalowy korpus po bokach którego na wysięgnikach łypały ku niej groźnie dwie lufy szybkostrzelnego działka. Modliła się szybką i bezbolesną śmierć. Nagle zauważyła w korpusie maszyny dziurę wielkości pięści i charakterystyczne ślady nadpalenia spowodowane pociskiem. Wtedy to stojąca przed maszyną lampa halogenowa oświetliła stalową konstrukcją czyniąc jej wygląd jeszcze groźniejszy. Sandra myślała że zemdleje. Z wnętrza maszyny odezwał się głos:

„ Potrzebujesz broni i amunicji zdolne do powalenia takiego kolosa jak ten? Masz zatarg z sąsiadem lub po prostu twoja teściowa przesoliła zupę ze szczura…nas to nie obchodzi. Obchodzą nas twoje gamble które chętnie wymienimy na masę amunicji i najlepszą broń w okolicy. Bracia Wattson zapraszają. Trzysta metrów na północ. Nie przegapicie !!!”

Na jednym z kaemów przykręcona była tabliczka z napisem „ Jacob Leibnitz – Agencja reklamowa”

* * *

Jacob Shlomo Leibnitz był zaawansowanym wiekiem mężczyzną średniego wzrostu. Niezwykle chudy. Miał wzorem swego ojca i dziada długą, poprzetykaną pasmami siwizny brodę oraz pejsy wystające spod granatowej jarmułki. Zazwyczaj jest ubrany w długie dżinsowe ogrodniczki pokryte smarem, farbą i opiłkami żelaza oraz czerwono czarną flanelową koszulę z podwiniętymi rękawami. Urodził się w osadzie Jehrusalim założonej przez ocalałych po wojnie przedstawicieli gminy żydowskiej z San Francisco. Swój obecny fach – mechanikę precyzyjną, przejął po ojcu i dziadku, którzy znani byli w przedwojennym świecie z naprawy zegarków i konserwacji innych skomplikowanych i delikatnych urządzeń. Dziad Jacoba będąc już w bardzo podeszłym wieku zginął w czasie ostrzału rakietowego San Francisco. Jego matce, ojcu oraz młodszej siostrze udało się uciec, i po długiej wędrówce założyć wraz z innymi rodzinami dobrze prosperującą osadę. Dzięki kontaktom kurierskim z innymi społecznościami żydowskimi których niewiele ocalało po wojnie, młodemu Jacobowi udało się wyjechać do Nowego Jorku. Tam korzystając z ocalałych książek znacznie pogłębił swoją wiedzę. Przez kilka lat pracował w jednej z kopalń Federacji Apallachów gdzie zasłynął jako świetny mechanik i zdolny konstruktor. Już wtedy w jego głowie narodził się śmiały plan tworzenia mechanicznych reklam. Niedługo potem jego rodzice zmarli na białaczkę będącą efektem choroby popromiennej spowodowanej wędrówką po skażonych terenach. Sam Jacob i jego siostra też nie byli najlepszego zdrowia. Dzięki znajomościom i ciężkiej pracy udało mu się wybudować warsztat na przedmieściach odbudowywanego Memphis. Dzięki licznym podróżom ma kontakty z kilkoma wpływowymi przyjaciółmi.

Jego mała firma w ciągu kilku lat znacznie się rozrosła. Dysponuje trzema filiami w Nowym Jorku, Vegas i Detroit. Aby móc się z nim spotkać trzeba zdobyć specjalne poręczenia w filiach jego agencji. Zamówienia nie są tanie, ale z reguły klienci są zadowoleni. Firma Leibnitza dysponuje znaczną siecią powiązań z łowcami maszyn i zbieraczami. Za części maszyn płacą przede wszystkim w lekach, amunicji, żywności oraz w usługach mechaniki stojącej na wysokim poziomie. Sam Leibnitz osobiście wykonuje większość projektów lub przynajmniej osobiście je nadzoruje. Znana jest współpraca Jacoba z Posterunkiem, który często korzysta z jego perfekcyjnych umiejętności i wiedzy.

INFORMACJE


Imię i nazwisko: Jacob Shlomo Leibnitz
Pochodzenie: Człowiek z…nie twój zasrany interes

Profesja: Monter/Spec
Specjalizacja: Technik

Profesja: Zabójca Maszyn

Cechy: Mechanika/Elektronika

Choroba: Anemia

Budowa: 8

Zręczność: 11

Charakter: 16

Percepcja: 13

Spryt: 17

Wyposażenie: Zestaw śrubokrętów, Witaminy w pastylkach. Kieszonkowa wersja Tory. Medalion ze zdjęciem rodziców. Okulary. Okular techniczy z 5 pięciokrotnym powiększeniem.