03.03.2010

Sylvia Flower

Mężczyzna ostrożnie zbliżał się do obozowiska. Małe ognisko powoli dogasało. Wszędzie ślady walki, doskonale widoczne mimo słabego światła – poroztrącane kamienie, wgłębienia w ziemi, strącony z haka czajnik z wodą, który leżał kilka metrów dalej. Ślady krwi. Porzucony rewolwer. Dwie lufy dwururki podążały za krwawą ścieżką. Ostrożnie jak poprzednio mężczyzna powoli kluczył pomiędzy pozostałościami dawnego miasta. Zachodzące słońce nie dawało wiele światła, lecz wyraźny zapach krwi utwierdzał go, że wciąż podąża makabrycznym tropem. Po kilkunastu metrach przystanął i zamarł. Dźwięki. Mlaskanie. Ciche jęki. Szuranie. Dwa susy i człowiek stanął oko w oko z ogromną pumą posilającą się upolowaną właśnie ludzką zdobyczą. Wychudzone bydle musiało być niesamowicie głodne skoro tak bardzo zajęło się ofiarą, że zapomniało o pierwotnych instynktach. Nie było czasu na celowanie. Bestia obróciła się momentalnie szczerząc zakrwawione kły. Szykowała się do skoku. Lewa lufa. Kula przeznaczona pierwotnie do otwierania zamkniętych drzwi trafiła zwierze między łopatki przygniatając swym impetem do ziemi. Nie było czasu sprawdzać czy kręgosłup pękł. Strzelec doskoczył do oszołomionego kota wbijając mu w głowę lufę strzelby. Prawa lufa. Gruby śrut dobry w sam raz na ludzi. Lub koty. Chmura ołowiu dosłownie zdmuchnęła paskudny łeb. Poziom adrenaliny powoli opadał ustępując potwornemu bólowi. Prawa noga była rozharatana pazurami. Szybka była.
Cichy jęk przykuł jego uwagę. W ciemności nie było nic widać toteż wyszperał z torby starą latarkę kierując strumień światła dokładnie tam gdzie leżała ofiara. Po chwili żałował swego czynu. Był sędzią już czternaście lat i wiele już przeżył, ale widok młodej kobiety, rozerwanej pazurami i kłami sprawił, że się wzdrygnął. Rozorana twarz, niewidzące oczy. Agonia. Mężczyzna zza paska wyjął znaleziony przy ognisku rewolwer. Jedna jedyna kula w bębnie miała być zbawieniem dla swojej niedawnej właścicielki. Strzał. Gdy przysypał zwłoki stertą gruzu i odmówił krótką modlitwę, zawrócił w stronę obozowiska spluwając na ścierwo bestii. Przeszukał porzucony plecak. Nic ciekawego – placki pszenne, kawałek gotowanego mięsa zawiniętego w gazetę. Mały zeszyt i ołówek Na pierwszej stronie znośnym pismem napisane imię i nazwisko. Tak jak się domyślał: ofiara była osobą którą szukał. Dwa dni temu z nieznanych powodów zastrzeliła w barze trzech członków konwoju handlowego. Mężczyzna zgasił ognisko. Przedzierając się przez zrujnowane budowle dotarł do ukrytego w starym garażu motocykla. Było zbyt ciemno żeby jechać. Sędzia odkręcił bak i namoczył kawałek starej chusty w paliwie. Szmatkę rzucił u wejścia. Zwierzęta unikają miejsc, które pachną jak benzyna. Wejście zabarykadował starą szafą i kilkoma porządnymi kawałami gruzu. Nie mógł zasnąć toteż posilił się znalezioną żywnością i zapalił latarkę. Otworzył dziennik na pierwszej lepszej stronie.

„… wiele w życiu widziałam, więcej złego niż dobrego, lecz jedno spotkanie pamiętam szczególnie. Pozwoliło mi uwierzyć, że w tym przeklętym, męskim świecie kobieta może być kimś więcej niż zaspokajaczem potrzeb tych brudnych, wiecznie spoconych świń. Gdy będąc w Oklahomie podczas mojej podróży, przypadkowo weszłam do jednego z warsztatów. Zobaczyłam wtedy tą wysoką, starszą kobietę, z twarzą ubrudzoną smarem, w roboczym kombinezonie i długich siwych włosach splecionych w kok. Z delikatną sylwetką kontrastowały ręce i dłonie – żylaste, nawykłe do wysiłku i ciężkiej pracy. Starsza pani stała przy jakimś skomplikowanym mechanicznym urządzeniu tłumacząc coś młodej dziewczynie…”

* * *

- Tak więc, droga Matyldo, spójrz tutaj – kobieta wskazała palcem na wielkie pokrętło na desce kontrolnej maszynerii – zobacz na jaką wartość ustawione jest miernik. 20. Parzyste oznacza że…?
Młoda dziewczyna zamyśliła się marszcząc piegowaty nos.
- To oznacza…hmm… że musimy jeszcze włączyć chłodzenie wodą i zmniejszyć ilość obrotów. - Brawo! Widzę, że robisz postępy. A teraz zrób sobie przerwę. - Kobieta spojrzała w stronę drzwi – W czym mogę pomóc? – Zwróciła się do stojącej w drzwiach warsztatu osoby. Kobieta – na oko przed trzydziestką, w zakurzonym, zniszczonym podróżą ubraniu spojrzała nieprzytomnie.
- Ja…przepraszam, ja przy…- kobieta osunęła się na ziemię. Właścicielka warsztatu podbiegła do niej natychmiast Z ust zemdlonej podróżnej popłynęła mała strużka krwi. Z sąsiedniego warsztatu przybiegło kilka osób zaalarmowanych krzykiem małej dziewczynki. Przeniesiono ranną na piętro, gdzie właścicielka miała mieszkanie. Na plecach zemdlonej wyczuła mokrą plamę. Rana pod łopatką wyglądała paskudnie. Cokolwiek mogło to zrobić prawdopodobnie naruszyło płuco a zanieczyszczone tkanki zaczęły ropieć. Trzeba natychmiast się tym zająć.

* * *

Początkowo nie wiedziałam co się ze mną stało. Obudziłam się w nieznanym mi pomieszczeniu. Siedziała przy mnie kobieta, którą widziałam w warsztacie. Opowiedziała mi o tym jak zemdlałam i o mojej ranie. Myślałam że się zagoiła. Od kilku dni w ogóle mnie nie bolało. Uspokajający głos kobiety sprawił, że moje bariery pękły. Rozpłakałam się. Przez łzy opowiadałam jak to żołnierze, którzy uciekli z północy, splądrowali naszą osadę. Na moich oczach gwałcili młode dziewczęta. Mnie też. Opowiadałam jak podpalili dom. Jak mordowali. Jeden z nich, uciekając z płonącego budynku ugodził mnie nożem w plecy. Potem półżywa odczołgałam się gdzieś unikając śmierci w płomieniach. Jak uciekałam przed ludźmi z sąsiedniej osady, którzy zamiast nam pomóc, przyszli rabować to czego nie zabrali żołnierze. Jak dotarłam do tego miasta, płacąc za przejazd moim ciałem. Odganiałam te myśli od siebie udając, że nic się nie stało, że nic nie pamiętam. Tymczasem pamiętałam. Po tym jak wszystko już wyrzuciłam z siebie padłam na posłanie. Kobieta pocałowała mnie w czoło i pogłaskała. Nie mówiła że wszystko będzie dobrze. Nie składała czczych zapewnień. Po prostu uścisnęła moją rękę. I poczułam jak siły mi wracają. Spędziłam u niej cały miesiąc. Żywiła mnie i opiekowała się mną. Nauczyłam się kilku rzeczy i pomagałam jej w warsztacie. Aż do czasu pamiętnej wizyty w barze.”


* * *

W barze było tłoczno i duszno, jak zwykle o tej porze, kiedy do tej części Oklahomy zjeżdżali handlarze, chcący wypocząć przed podróżą na północ. Młoda kobieta rozmawiała z barmanem. Przyniosła właśnie kilka części do maszyny nalewającej piwo, które pani Flower naprawiła w swym warsztacie. Do płóciennej torby pakowała otrzymaną w zamian za naprawę żywność. Ponad gwar rozmów wybijały się dwa basowe głosy potężnych mężczyzn kłócących się przy stoliku. Konwojenci z Hegemonii wzbudzali powszechnie strach zmieszany z podziwem. Jeden z nich wyjął właśnie ogromny nóż, ostrzem machając przed twarzą drugiego
- …Tak właśnie głupku. Ten cały pieprzony Teksas to był kiedyś zwykły stan. Rozumiesz idioto!? - Schowaj ten kozik, bo ci go zabiorę i wydłubie nim oczy. Skąd to możesz wiedzieć baranie.
Uwagę młodej kobiety przyciągnął pisk. To inni konwojenci złapali właśnie jedną z dziewczyn roznoszących piwo. Byli pijani. Wszyscy ludzie naokoło zajęci swoimi sprawami nie zwracali uwagi na to, że z dziewczyny zerwano ubranie. Nagle potężny huk wystrzału sprawił że wszyscy, łącznie z Meksami padli na ziemię. Jeden z niedoszłych gwałcicieli trzymał się za brzuch. Krew przeciekała mu przez palce. Jego koledzy spojrzeli nieprzytomnie w kierunku kobiety przysłanej przez Sylvię Flower, trzymającej wciąż dymiący rewolwer. Obłęd w jej oczach było ostatnią rzeczą, jaką zdążyli odnotować. Cztery kolejne wystrzały potęgowane akustyką wnętrza wbiły ludzi w ziemię. Kobieta wybiegła z baru. Dwóch mężczyzn już nie żyło. Trzeci w agonii poruszał nogami. Kula zmasakrowała mu twarz. Ludzie zerwali się do wejścia poszukując morderczyni. W mroku nadchodzącej nocy szybko zgubili jej ślad.


* * *

„ Biegłam nie mogąc powstrzymać łez. Nie mogłam patrzeć więcej na to, co te świnie chciały zrobić. Mam nadzieję tylko, że nic nie stało się pani Flower. Barman wiedział że pracowałam u niej. Słyszałam jak strzelali w powietrze i jak mnie szukali. Uciekłam przed siebie. Od czasu do czasu odpoczywając w zakamarkach gruzowisk. Z trudem przedzierałam się przez ruiny w końcu zmęczona opadłam obok resztek obozowiska, jakie znalazłam po drodze. W czajniku było resztka wody. Podpalone suche kawałki drewna i tkanin zajęły się błyskawicznie. Dobrze, że mam trochę jedzenia. Może uda mi się dotrzeć do jakiejś małej osady. Chciałabym jeszcze raz odwiedzić panią Flower. Okazała mi tyle miłości…”


* * *

Samica czarnej pumy zbliżyła pysk do ziemi. Dziwny zapach szybko przykuł jej uwagę. Może tym razem jej się poszczęści. Nie jadła już od dawna a kilka dni temu ledwo udało jej się uciec przed polującym w ruinach człowiekiem. Kula, która miała trafić w serce przeszła na wylot przez udo. Teraz, kiedy przyspieszyła, popędzana głodem, ból ponownie dał o sobie znać. Biegła dalej omijając przewróconą lokomotywę i zmiecione podmuchem resztki stacji miejskiej kolejki. Obolałe płuca napełniały się powietrzem. Żebra i opinająca je skóra falowały w rytm przyspieszonego oddechu. Ponownie wpadła na trop koło wiaduktu i podążała za nim instynktownie wybierając najlepszą trasę. W końcu odnalazła ofiarę. Siedziała przy ogniu, ale to w tej sytuacji nie jest jej w stanie obronić. Puma nie może sobie już pozwolić na strach. Albo ją upoluje, albo sama zginie, padając łupem innych. Była zbyt wycieńczona by zważać na niebezpieczeństwo. W ciemności przygotowała się do morderczego skoku.


* * *

Pani Flower spoglądała w ciemność. Gdzieś tam dziewczyna uciekała pewnie przed ścigającymi ją ludźmi z baru. Nie potępiała ją. Wiedziała o niej wystarczająco wiele, aby ją zrozumieć. Modliła się by dziewczynie udało się uciec. Modliła się w intencji każdej kobiety, jaką miała okazję się opiekować. Liczyła na to, że chociaż część z nich przeżyje.

TECZKA MISTRZA GRY

Od autora: Czas w mojej małej, pseudoliterackiej przygodzie zająć się jakąś postacią, która będzie przedstawicielką płci bardzo niedocenianej w świecie Neuroshimy. Wszakże brutalny świat pełen maszyn i niebezpieczeństw wszelakich nie sprzyja kobietom, będącym, jak niektórzy twierdzą, płcią słabą.


SYLVIA FLOWER

Wygląd zewnętrzny:

Kobieta w wieku ok. 60 lat. Wysoka. Ciało szczupłe, lecz nie delikatne. Zazwyczaj ubrana w robotnicze spodnie i koszulę usmarowaną olejem. Jeżeli gdzieś wychodzi, zakłada dżinsy i gruby błękitny sweter z golfem.

Pomarszczona twarz. Duże brązowe i ciepłe oczy. Miły, wzbudzający zaufanie uśmiech. Włosy koloru całkiem siwego skręcone zazwyczaj w kok przytrzymywany wbitym weń śrubokrętem. Zwykłe, mocne, skórzane buty. Lekko, prawie niewidocznie utyka na prawą nogę.


Trochę statystyk



Imię i Nazwisko: Sylvia Flower
Pochodzenie: Teksas
Profesja: Monter
Specjalizacja: Technik
Cechy: Dr. Quinn/ Zapałki i Agrafka
Choroba: Osteoporoza

Budowa: 10
Zręczność: 13
Charakter: 16
Percepcja: 9
Spryt: 17

Wyposażenie: Zestaw śrubokrętów, Kilka porcji leków. Mała apteczka. Młotek i klucz francuski. Kieszonkowa biblia i medalik ze zdjęciem męża.

Historia:

Historia Sylvii Flower nie odbiega od wielu innych. Łączy w sobie bunt, miłość cierpienie i smutek. Jako młoda dziewczyna, Sylwia uciekła z rodzinnego domu w jednej z osad w Teksasie, aby, jak wielu młodych Teksańczyków kuszonych opowieściami i sławą, zaciągnąć się do walki na froncie. Tam też poznała swojego przyszłego męża – Kpr. Johna Milla. Jednego ze specjalistów rusznikarzy. W czasie jednego z ataków kpr. Mill został ciężko ranny. Konieczna była amputacja.( Właściwie to nie była konieczna, bo zajął się tym wcześniej Łowca) Nie mogący już walczyć Mill został wycofany do Denver, gdzie miał szkolić nowych rusznikarzy. Pogarszający się stan zdrowie ( zwłaszcza stan psychiczny) zmusił małżeństwo do wyjazdu. Osiadli w ruinach miasta Oklahoma. Jednego z głównych postojów na handlowej trasie Północ – Południe. Tam zajęli jeden z budynków. Sylwia leczyła ludzi, a John wykonywał drobne naprawy) Z Czasem udało im się zdobyć kilka urządzeń, które pozwoliły na produkcję amunicji. Podczas próby odzyskania prochu ze starego pocisku nastąpiła eksplozja która poważnie poraniła Johna ( Jeden z odłamków wciąż tkwi w nodze Sylvii) Przykuty do łóżka John zmarł kilka miesięcy później. Sylvia znalazła się w opłakanej sytuacji. Opiekowała się dwójką swoich dzieci. A w mieście było już kilku lekarzy. Zebrała więc wszystkie ksiązki jakimi dysponował jej zmarły mąż. Dzięki temu, że często mu pomagała, znała pewne podstawy. Wytrwała praca i nabywane doświadczenie wkrótce zaprocentowało. Wciąż prowadziła warsztat. Naprawiała broń i składała nową amunicję. Udało jej się zgromadzić fundusze pozwalające na wysłanie swoich dzieci do Nowego Jorku ( wychowywały się u zaprzyjaźnionego dostawcy surowców do produkcji amunicji)

Ciekawostki:

Sama będąc kobietą ciężko doświadczoną przez życie założyła w swoim warsztacie przytułek dla młodych kobiet. Uczy je przydatnych umiejętności, opiekuje się nimi i próbuje zorganizować im normalne życie w spalonej atomowym ogniem krainie. Sylwia mieszka w części rzemieślniczej. Przed wojną był to kompleks garaży dla sąsiednich osiedli mieszkaniowych. Z osiedli pozostało niewiele, natomiast niskie garaże, chronione parasolem wysokich budynków oparły się falom uderzeniowym rakiet. Garaże doskonale nadawały się na warsztaty. Z czasem powstała tam dzielnica skupiająca monterów i mechaników. Zgromadzeni są w formie quasi cechu – mają swoją radę, płacą niewielkie składki, a nawet zatrudniają kilku ludzi do ochrony. Rada decyduje również o przyjęciu nowego mieszkańca do dzielnicy. Godnym uwagi jest specyficzny podział specjalizacji. Rada stara się zapewnić szerokie spektrum usług. Każdy z mieszkających tam monterów i techników specjalizuje się w innej dziedzinie, przez co nie ma problemu konkurencji. Z usług cechu korzystają przede wszystkim podróżujące przez te tereny konwoje a także mieszkańcy. Sam cech utrzymuje kontakty handlowe z wieloma miastami, sprzedając swoje produkty oraz wysyłając specjalistów. Rozwinięto nawet dość pokaźnie zaplecze ludzi zbierających surowce. Ludzie Ci zamieszkują sąsiadujący z cechem trójkondygnacyjny budynek dawnego domu kultury. Sylwia, na dachu garażu wybudowała dodatkowe piętro służące jej za mieszkanie. Natomiast za zgodą rady zajęła sąsiedni garaż, gdzie zorganizowała miejsce dla pokrzywdzonych kobiet. Wstawiła tam kilka piętrowych łóżek oraz parę mebli. Kobiety pracują dla niej oraz wykonują niewielkie prace dla samego cechu. W zamian Sylvia otacza je opieką, karmi i uczy. Ta wspaniała kobieta stała się symbolem niezłomności, dobroci i ciepła.


Dochody, czyli za co postać żyje:

Sylwia zasłynęła wśród handlarzy jako niezła ( choć nie najlepsza ) rusznikarka. Szczególnie jedna inwestycja tej przedsiębiorczej kobiety zrobiła furorę. Przeglądając kiedyś stare gazety o broni i amunicji Sylwia znalazła artykuł o służbach prewencyjnych stosujących gumową amunicję. Rozpoczęła w swoim warsztacie produkcję. Początkowo nie było chętnych, do czasu nawiązania kontaktów handlowych z Federacją Apallachów i Nowym Jorkiem. Tam życie ludzkie było zbyt cenne, aby zabijać buntujących się ludzi. Krążą pogłoski, że również łowcy niewolników zainteresowali się ostatnio taką amunicją. Sylvia pracuje nad stworzeniem gumowych lub drewnianych kul do strzelb śrutowych



Drugim ważnym dla niej przedsięwzięciem była produkcja taniej broni palnej, która chętnie była by kupowana przez mieszkańców ubogich osad. Wykonywane przez nią strzelby rurowe na pociski 9mm są chętnie kupowane przez biednych osadników lub myśliwych.


Strzelba wykonana z dość solidnych materiałów ( Sylvia osobiście kontroluje i wytwarza wszystkie) Bardzo często używa się do nich części ze zniszczonej broni, co zapewnia lepszą jakość. Prosty, zmodyfikowany zamek: odciągnięcie języka zamka ujawnia komorę na nabój 9mm i jednocześnie napina sprężynę iglicy. Po włożeniu naboju należy przesunąć język zamka do przodu i zablokować go dociskając w dół. Umieszczone a stałe przyrządy celownicze pozwalają na jako takie celowanie na odległość do 60 metrów. Sylvia wszystkie stworzone przez siebie egzemplarze oznacza blaszką z literą „F” wbijaną w łoże. W broni nie ma przyrządów blokady iglicy, więc użytkowanie jej wiąże się z ryzykiem. Sama jakość materiałów, mimo starań twórczyni, również pozostawia wiele do życzenia. Broń jest dość zawodna. Lecz stanowi idealny wybór dla biednych myśliwych i farmerów chroniących swoje uprawy i stada lub chcących ochronić dom. Sylvia prowadzi pracę nad stworzeniem strzelb na nabój 5.56 mm oraz broni krótkiej na nabój śrutowy.

Parametry strzelby rurowej


Parametry:

Obrażenia: Lekkie

Kaliber: 9mm

Nabój: 9x19 Parabellum

Punkty przebicia: 1

Wymagana budowa: 10

Szybkostrzelność: 1

Pojemność magazynka: 1

Cena: 25 Gambli

Reguły specjalne: Zawodny (Feralny rzut na zacięcie 13-20. Przy wyniku 20 broń ulega zniszczeniu – lekka rana dla użytkownika (opcjonalne) ). Jednonabojowy – ładowanie = 3 segmenty, Niecelny ( +20%)

Zadania:

Jeśli postać gracza jest kobietą, może liczyć na przychylność Sylvii, ciepły posiłek i nocleg. Korzystniejsze jest, jeżeli kobieta załatwiała z nią interesy( możliwe lepsze utargowanie cen)

Sylvia znana jest w Nowym Jorku i Federacji ze swej amunicji, która używana jest tam przez służby porządkowe. Warto zdobyć trochę tej amunicji i sprzedać ją z zyskiem w którejkolwiek dobrze rozwiniętej osadzie.

Broń produkowana przez rusznikarkę to też dobra inwestycja dla graczy pozbawionych chwilowo czegoś lepszego poza kawałkiem stalowej rury.

Sylvia chętnie zdobędzie gamble pozwalające jej na rozwinięcie swych umiejętności – książki rusznikarskie, gazety, wykresy i schematy.

Zadanie „Specjalne wiertło”: Sylwia chętnie wejdzie w posiadanie wiertła pozwalającego jej na gwintowanie luf. Możesz wykorzystać to aby umieścić je w jednym z zadań. Niech nie będzie łatwe, bo nagroda może być obiecująca: Amunicja, strzelby, usługo lub kilka przydatnych lekcji które zwiększą umiejętność rusznikarstwo o 1-2 punkty. Jeżeli gracze zdobędą wiertło, to produkowane przez panią Flower strzelby nie będą miały kary do celności.

Sylvia ma ogromne problemy z bólem nogi, w której utkwił odłamek. Chętnie kupi środki przeciwbólowe. Wiek i warunki pracy znacznie pogorszyły percepcję rusznikarki. Chętnie kupi okulary które pomogły by skorygować jej wadę wzroku.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz