Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raporty z sesji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raporty z sesji. Pokaż wszystkie posty

11.06.2021

Quiet Year: Coke District - Kronika tekstowej rozgrywki.

 

Druga kampania melanżu gry Indie “QuietYear” oraz Neuroshimy.


Zachęcony ogromem frajdy, jaką przyniosła moja pierwsza tekstowa kampania przez komunikator Messenger, postanowiłem podobną zabawę zaproponować znajomej  RPG-owej ekipie. Tym razem miałem grać z ludźmi otrzaskanymi w kostkowych opowiastkach, toteż postanowiłem zrezygnować z formy narzucania miejsca gry i wstępnej historii, na rzecz efektu burzy mózgów ekipy. Każdy z pięciu uczestników gry dodawał jej kolejny element do pakietu startowego. 


Wyszło bosko. 

 

                 Link obrazu: http://californiaoneway.com/wp-content/uploads/2016/04/apes2.jpg


Finalnie przyszło im wcielić się w rolę świeżej, jeszcze nie scementowanej społeczności, wykorzystującej sprzyjające warunki do rozwoju i umocnienia się w bogatej dzielnicy zrujnowanego San Francisco. Problemów było co nie miara, brakowało elementarnych zasobów, jedności i pomysłu na dalszy rozwój. Poszczególne frakcje i grupy docierały się powoli, tworząc dopiero podwaliny pod przyszłą współpracę. Żywiołowa kreatywność graczy dodała temu miejscu ogromnego kolorytu. Nagle pojawił się Moloch i Posterunek, fabryka narkotyków, zdrada w społeczności i atak motogangu, a wraz z nim zagłada męskiej części pewnego szacownego rodu. Cień przeszłości padł na osadę, chociaż pomysłowość i zaangażowanie w radzeniu sobie z przeciwnościami losu sugerowały szczęśliwe zakończenie. 

A jednak finalnie duża część mieszkańców postanowiła migrować, nie godząc się na nowe warunki życia, a osadą wstrząsnęły eksplozje…


Zaintrygowani? Zapraszam do lektury.


Link do dokumentu poniżej. 

Link: Kronika Quiet Year/Ns: Coke District


Dla wygody można go również pobrać w formacie PDF.

 

14.04.2021

Broken Bridge Town - Zapis sesji tekstowej.

  Prawie rok temu wspomniałem o projekcie tekstowej gry w Neuroshimę za pośrednictwem Facebookowego komunikatora Messenger. 

Link do tego wpisu: Sesje RPG przez Messenger

Żeby być precyzyjnym, gra toczy się w świecie Neuroshimy, na zmodyfikowanej na potrzeby tekstówek mechanice z gry Quiet Year.

We wspomnianym poście zapowiadałem publikację kolejnych części naszej gry, lecz problemy techniczne ze skopiowanym z Messengera tekstem skutecznie mnie do tego zniechęciły. Niemniej sama gra udała nam się znakomicie do tego stopnia, że bez wahania zaproponowałem podobną rozgrywkę znajomym Neuroshimowym wyjadaczom. Na potrzeby prezentacji poprzednich zmagań, postanowiłem w końcu zająć się archiwizacją i edycją tekstu z poprzedniej rozgrywki. Dokonałem tego na platformie Google Dokumenty. Niebieski kolor tła niektórych wpisów jest niestety nieusuwalny.

Krótkie wprowadzenie. Broken Bridge Town to osada mutantów, założona wśród ruin nad rzeką Missisipi  przez uciekinierów z pogromu zorganizowanego przez ludzki. Pogrom ten był reakcją na wielki przemarsz hordy Borgo, pozostawiającej po sobie śmierć, zgliszcza i cierpienie. Gracze w swoich akcjach kontrolowali całą społeczność, decydując o kierunkach rozwoju, budując elementy świata gry oraz reagując na pojawiające się kwestie. Wkrótce dopadła ich przeszłość. W okolicy pojawił się rozbity oddział Borgo, a tuż za nim, ich niedawni prześladowcy.

 Chętnych i ciekawych, jak tego typu rozgrywka wyglądała, zapraszam do zapoznania się z treścią dokumentu. Link poniżej. Dla wygody można go pobrać i zapisać np. w formacie PDF. 

 

BROKEN BRIDGE TOWN - Zapis gry tekstowej. 

 

 

12.06.2020

Sesje RPG przez Messenger

A stało się to razu pewnego, gdy robiłem sobie krzywdę przeglądając ogłoszenia o sesjach RPG na Facebooku. 
   Boli mnie to okrutnie, że nie mam czasu i nie potrafię się tak zorganizować, aby skorzystać z choćby jednej z licznych ofert wspólnej gry. W tym bólu szukam impulsu do zrywu, mobilizacji, aby znów bawić się jak za dawnych czasów. Wydawać by się mogło że ponownie nic z tego, kiedy to moim oczętom ukazało się ogłoszenie o sesji tekstowej rozgrywanej przez Twarzoksiążkowy komunikator Messenger. Tematyka proponowanej rozgrywki zupełnie do mnie nie trafiła, jednak w głowie kiełkować począł pomysł wykorzystania tej metody gry, aby ponownie zanurzyć się w ulubionych klimatach.
Lubię ten moment, tak jak zapewne narkoman lubi chwilę gdy ulubiona substancja zacznie krążyć po wygłodzonym organizmie. Umysł skupia się wokół pewnej problematyki, obrabia ją i kształtuje zręby planu. Jednocześnie wyobraźnia rusza pełną parą, tworząc odpowiedni dla gry fabularny pakiet startowy. O ile z tym drugim nie było problemu, o tyle sama konstrukcja gry wymagała głębszej analizy.
   Fabularna gra tekstowa ma swoją specyfikę. Dysponowałem niewielkim doświadczeniem rozgrywek PBF (Play by Forum) i za każdym razem początkowego zapału i zaangażowania wystarczyło na kilku rund wpisów. Czynnik ludzki. Konieczność zachowania regularnej aktywności na forum szybko okazywał się barierą nie do przeskoczenia. Brak deklaracji kluczowych aktorów niweczył całą scenę. Gdy do tego dochodziły działania szczegółowe, jak np. konflikt, który trzeba było rozstrzygnąć, okazywało się że zwykła potyczka z bandą rabusiów rozgrywana była przez miesiąc, w czasie którego i tak zapewne ktoś się wykruszył i Mistrz Gry musiał decydować za niego, lub zgrabnie usunąć go ze sceny. Zwykła potyczka, o niewielkim znaczeniu fabularnym, bardziej radosny przerywnik głównego wątku, mógł skutecznie wyssać całą twórczą energię uczestników. W sesjach tekstowych jeszcze istotniejsza staje się rola Mistrza Gry jako moderatora. Wykluczyłem więc na wstępie próbę symulowania zwykłej sesji za pomocą tekstu. Szukając więc dalej odpowiedniej formuły, przypomniałem sobie o pewnej grze z gatunku Indie RPG. Quiet Year, bo o nim mowa, to postapokaliptyczna symulacja społeczności, która nagle dostaje szansę na rozwój. Jeden rok spokoju na umocnienie się, rozwiązanie własnych problemów i przygotowanie na katastrofę, która może nadejść zimą. Gracze wcielają się w społeczność jako całość, podejmując decyzje o kierunkach rozwoju i reakcjach na problemy. Każdy ma szansę wprowadzać swoje pomysły, pamiętając jednak o tym co uczyniono wcześniej, gdy do głosu dochodził inny gracz i co umieszczono na mapie. Nie była to gra w skrupulatnie liczenie zasobów, a raczej symulacja aspektów życia społecznego: problemów z wydatkowaniem zasobów, konfliktów w skali mikro i makro, dróg rozwiązywania problemów czy reakcji ogółu na zdarzenia losowe. W normalnych warunkach rozgrywka trwa do dwóch godzin. Tworzy się na kartce papieru szkic mapy na której za pomocą piktogramów zaznacza się poczynione w trakcie gry zmiany. Każdy gracz ma swobodę działania. Musi jedynie odnieść się do wylosowanej ze specjalnej listy kwestii, stworzyć odpowiedni element fabularny i włożyć go do kreowanego wspólnie świata. Grę przetestowałem na żywo. Zdała egzamin. Mgliście przedstawiony zarys fabularny pozwala bez najmniejszego problemu przenieść grę do świata Neuroshimy. Przekonwertowanie zasad aby dostosować je do specyfiki gry tekstowej nie nastręczyło wiele problemów.
   Tak przygotowany zebrałem ekipę, solennie informując towarzyszy o specyfice gry. Co do wybranych osób byłem pewien, że są solidni i dojrzali. Znam ich osobiście z pracy. Było to niezwykle istotne, gdyż staram się zawsze zminimalizować ryzyko związane z czymś, co już wcześniej określiłem jako czynnik ludzki, czyli ten element RPG, który jest zarówno jego siłą jak i przekleństwem. Gdy już wszystko było gotowe, termin startu ustalony, utworzyłem odpowiednią grupę na Messengerze. 

Poniżej prezentuję pierwszą część naszej konwersacji, w której pokrótce określiłem zasady gry i dokonałem fabularnego wprowadzenia. W kolejnych częściach zamieszczę samą rozgrywkę.

 Część I : Technikalia i wprowadzenie 
 
Technikalia:

Gramy na systemie Quiet Year, przerobionym i zmodyfikowanym na potrzeby grania przez FB. Pierwotnie jest to gra oparta o rysowaną mapę, my poradzimy sobie za pomocą tekstu. Otoczenie gry, które stworzę na bazie wytycznych z mechaniki Quiet Year opierać się będzie fabularnie o świat innego RPG - Neuroshimy.

Wcielę się w rolę zarówno MG jak i Gracza. Będę zaznaczał wyraźnie, kiedy piszę jako MG zarzucając podsumowanie. Przewiduję maskymalnie 12 tur wpisów. Sesja będzie uboga w oprawę graficzną. Obowiązuje tylko jedna grafika symbolizująca miejsce naszej rozgrywki, która ma dać wstępne ziarno dla wyobraźni o terenie, na jakim przyjdzie nam grać. Odnośnik do niej zostanie przesłany wraz z wpisem wprowadzającym. Chodzi o to, aby nasza rozgrywka była maksymalnie uproszczona, aby można było grać za pomocą aplikacji na telefonie. Tylko tekst i nasza wyobraźnia i kreatywność. Maksymalna mobilność. Od momentu zamieszczenia mojego wpisu jako gracz i MG czekam maksymalnie 24 godziny na wpis każdego z graczy, po czym zaczynam kolejną turę. Każda tura symbolizuje jeden miesiąc życia społeczności. Przypominam że wcielamy się w postapokaliptyczną społeczność która otrzymała szansę rozwoju i przygotowania się na nadchodzącą zimę. Każdy z graczy reprezentował będzie pewną część tej społeczności o podobnych poglądach, jak również wcieli się w społeczność jako całość, arbitralnie podejmując decyzję co do jej przyszłego kierunku działania.  Jako MG odpowiadał będę za przydzielanie tematyki wpisów, samodzielnie wykorzystując mechanikę gry. Wam pozostanie odnieść się do zadanej kwestii i w ten sposób dołożyć swoją cegiełkę do całego obrazu osady. Jako MG będę prowadził comiesięczne podsumowania i relację stanu faktycznego osady.W każdej turze rozdzielę zadania składające się z kilku zadań. 

Po pierwsze każdy z graczy otrzyma wylosowaną przeze mnie z tabelki frazę, do której należy się odnieść. 

Przykład takiej frazy:
“Z jakim naturalnym drapieżnikiem mamy do czynienia w najbliższej okolicy. Czy jesteśmy bezpieczni?”

Dodatkowo pomiędzy każdego z graczy rozdzielę jedno z trzech zadań dodatkowych:

“Odkryliśmy coś nowego” - krótka informacja odnośnie nowego elementu który wpływa na życie naszej osady. Proszę aby gracz sam wybrał, lub wylosował sobie czy jest to element pozytywny czy negatywny, a potem kreatywnie wprowadził coś w życie.
Przykład: Grupa farmerów w czasie przekopywania ziemi pod uprawy odkryła właz do kanalizacji. Ze środka wydobywa się dość nieprzyjemny smród. Nikt jeszcze nie odważył się sprawdzić co jest na dole.

“Temat do dyskusji” - istotna według nas kwestia, którą należy przedyskutować na forum społeczności. Nie oznacza automatycznego działania w danym kierunku, po prostu pozwala wymienić się pomysłami na dalszy kierunek gry i rozwoju. Może prowadzić do różnic poglądów. Każdy z graczy w swoim wpisie odnosi się do wcześniej rozpoczętej dyskusji. Może dojść do sytuacji, że trzeba będzie we wpisie odnieść się do dwóch dyskusji.
Przykład: Czy powinniśmy w ogólę schodzić do tych kanałów. Ryzykować życiem naszych ludzi? Ja uważam że trzeba zasypać właz i zapomnieć o całej sprawie.

“Rozpoczęcie nowego projektu” - zasoby i siły osady skierowane są w kierunku przedsięwzięcia, które w przyszłości zmieni życie społeczności. Gracz podejmuje decyzję autorytarnie. MG ustala w podsumowaniu ile dany projekt będzie trwał.
Przykład: Budujemy stanowisko obserwacyjne na pobliskim wzgórzu, aby mieć rozeznanie w tym co dzieje się w dalszej okolicy i na głównej drodze do osady.


I tak kręcić się będzie wspólnie napisana historia naszej osady, do momentu nadejścia zimy, a wraz z nią być może ogromnego niebezpieczeństwa, na które musimy być gotowi. O tym jak potoczy się historia i jakie są szanse przetrwania naszej społeczności do następnego roku, zadecyduje ostatni, podsumowujący nasze zmagania wpis. Na koniec przypominam, że przyszło nam grać mutantami: zmienionymi przez promieniowanie lub w wyniku nieznanych eksperymentów istotami, które w zniszczonym świecie próbuje znaleźć swoje miejsce do życia. Istotne jest, że często dochodzi do konfliktów z ludźmi, którzy widzą w mutantach zagrożenie dla swojej egzystencji. 


Początek

Grafika dla inspiracji:


Na początku była wola przetrwania

Wygląda na to że nasz eksodus dał nam chwilowe ocalenie. Minęło kilka tygodni odkąd uciekając przed grupami Łowców Mutantów sfosowaliśmy pokryty krą ściek zwany niegdyś Missisipi. Ci, którzy dali radę przedostać się na drugi brzeg na swoich naprędce kleconych łódkach założyli niewielki obóz pod cudem ocalałym przęsłem, niemal kompletnie zniszczonego mostu. Co dzień wypatrywaliśmy pogoni, zbyt zmęczeni aby uciekać dalej. Dzięki opatrzności temperatura szybko rosła, kry było coraz mniej, za to nad gęstą jak olej powierzchnią wody zaczęła unosić się mgła, która skutecznie odstraszyła naszych prześladowców. Pojawiło się jeszcze kilka spóźnionych grup, które opowiadały o tym jak reszta ginęła od kul ścigających nas ludzi, lub topiła się w lodowato zimnych i toksycznych odmętach, gdy ich łódki zaczęły przeciekać lub były taranowane przez duże kawałki pływającego lodu. Siedzimy więc teraz wokół ognisk, które w końcu możemy palić bez strachu. Z pozostałości łodzi i materiału znalezionego w bezpośredniej okolicy powstają coraz solidniejsze konstrukcje. Społeczność dawnych bandytów, odszczepieńców i wyrzutków, wśród których dominują mutanci, chociaż trafić można i na czystych biologicznie ludzi a nawet mających dość bezsensownej walki żołnierzy niesławnego Borgo, półcyborga który zamarzył sobie wytępić całą ludzkość i zrobić miejsce dla nowej, zmutowanej rasy. Jest nas jakieś 150 osób. Wszyscy chcemy w końcu spokoju. Na ogólnym zebraniu, postanowiliśmy tutaj pozostać i spróbować szczęścia na nowych terenach. Kto wie, czy zimą, gdy rzeka zamarznie, nie przyjdzie nam ponownie walczyć o życie.

Kilka tygodni dało nam ogólny obraz sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. O dziwo w samej rzece i na jej brzegach i w ruinach wokół wciąż żyje sporo stworzeń, na które możemy polować. Mamy też wokół sporo budulca, dzięki czemu dość szybko zabudowania wykroczyły poza ochronny dach zniszczonego mostu. Problemem jest woda, która choć jest na wyciągnięcie ręki, nie nadaje się do picia, i trzeba wiele trudu aby ją uzdatnić. Wielki kłopot mamy też z opałem. Wszystko jest tutaj zawilgocone i przegniłe. Palenie czymś takim daje więcej dymu niż ognia i ciepła. Ponad te wszystkie sprawy wybija się jednak zasób potężny i nieoceniony: wspólna chęć do odbudowania tego małego skrawka zniszczonego świata, abyśmy mogli wspólnie nazwać go domem.

Zasoby:
Dostatek: Żywność i budulec
Niedobór: Woda pitna i opał.

Była to pierwsza część zapisu naszej kampanii przez Messenger zatytułowanej Broken Bridge Town. Wkrótce kolejne części.

19.05.2011

Zniszczone Nixon Town


Nixon Town miało pecha znaleźć się na drodze oddziałów Borgo, które po nieudanej eskapadzie na Teksas, szukały właśnie miejsca, w którym mogłyby przeczekać nadchodzące mroźne dni. Miasteczko wytrzymało, dzięki mężnej postawie obrońców oraz wsparciu ze strony Rangersów z Texasu, którzy w ostatniej chwili przechylili szalę zwycięstwa na stronę ludzi. Niestety ciężka walka, a przede wszystkim poprzedzający ją ostrzał moździerzowy, odcisnęły na osadzie straszne piętno.

Na zewnątrz

Wjeżdżając od północy od razu natrafia się na ślady zniszczeń. Zamiast pokaźnej bramy, strzegącej wjazdy do miasteczka, widać teraz potężną wyrwę w okalającym osadę ogrodzeniu, gdzie za skleconą naprędce barykadą stoją wymizerowani strażnicy. Niektóre uszkodzenia udało się nareperować, przybijając kolejne warstwy dech, pordzewiałej blachy i przeróżnego śmiecia. Gdzie nie zdążono jeszcze z naprawą, widać ślady ognia i otwory po pociskach. Już z daleka widaćć jak niewiele wysokich budynków ocalało po walce z Borgo. Smród spalenizny utrzyma się pewnie przez kolejne miesiące. Południowe umocnienia mają się znacznie lepiej, chociaż tu też wprawne oko wychwyci charakterystyczne ślady prowadzonej niedawno walki. Druga brama ma się lepiej, chociaż zamiast solidnych stalowych wrót ktoś wstawił ich nędzną namiastkę, którą przebije pierwszy lepszy pojazd.

Wewnątrz

Najgorsze czekało wewnątrz osady. Prawie połowa budynków oberwała w trakcie ostrzału. Niektóre były w tak kiepskim stanie, że trzeba je było rozebrać i służyły teraz za źródło budulca i opału dla mieszkańców. Główny plac musiał być pokryty lejami po wybuchach, które teraz zostały zasypane i wyrównane, inną barwą odcinając się od podłoża. Wszędzie walają się kawałki gruzu oraz metalowe, ostre jak brzytwa odłamki, na których czasami można dojrzeć ślady krwi. Po Strażnicy został tylko wypalony plac. Ratusz, magazyn oraz mieszkanie i sklep Nataszy z dwupiętrowych, pokaźnych budynków zmieniły się teraz w małe klitki otoczone gruzem. Pozostawiono pomieszczenia co do których nie ma obawy, że zapadną się do środka. Podobnie kamienice mieszkalne, przy których pracowano w pocie czoła, aby nie stanowiły już zagrożenia. Kompletnie zmiotło garaż oraz budynek zajmowany niegdyś przez Trapera Carla. Na każdej ocalałej budowli znaleźć można ślady po ogniu, kulach i odłamkach.

Nowy Plan Nixon Town ( Uwzględniający naprawione ogrodzenia oraz budynki, lub ich części, nadające się do użytkowania)

Porównaj do: Nixon Town przed atakiem Borgo

Ludzie

Straty osady sięgają 1/3 stanu osobowego przed atakiem. Z 90 osobowej populacji ocalało 59 mieszkańców, nie wliczając w to nowo przybyłych.

Obecnie w osadzie żyje 27 mężczyzn oraz 32 kobiety

Mężczyźni:

11 dzieciaków, 9 dorosłych, 7 starców

Ważne osoby:

Bernard Zott – Starzec.Były najemnik. Sparaliżowany w wyniku odniesionych ran.

Clive„Medyk” – Kompan Zotta. Cierpi na psychozę wywołaną stratą ukochanej.

Jeff Cormick – Starzec. Przedstawiciel starej władzy. Uwięziony pod ratuszem.

Peter Homested – Człowiek Cormicka i zastepca straży osady. Uwięziony pod ratuszem.

Caddilac – Dzieciak. Szkolący się na mechanika.

Gogh Junior – Dzieciak. Wścibski podopieczny Sylwii Flower.

Carl Volkensonn – Lekarz przybyły z oddziałami z Teksasu.

Vernon Doyle – Mieszkaniec i organizator sklepu.

Gomez – Dowódca straży. W śpiączce w wyniku odniesionych ran.

Kobiety:

9 dzieciaków, 16 dorosłych, 7 staruszek

Ważne osoby:

Martha Lee – Przedstawicielka starej władzy

Sylvia Flower – Rusznikarka oraz opiekunka osieroconych dzieci.

Frida May – Przedstawicielka z ramienia Ectrori.

W zaimprowizowanym spzitalu przebywa obecnie 12 osób, wymagających stałej opieki medycznej.

Nekrolog

31 osób zmarło na skutek ostrzału moździerzowego oraz szturmu mutantów Borgo.

Ważne straty.

Carl Traper. Główny myśliwy( Zabity wcześniej przez Ectrori )

Marylin Jones Przedstawicielka starej władzy.( W czasie ostrzłu Ratusza )

Natasza Borrow. Zarządczyni sklepu ( W czasie ostrzału moździerzowego)

Mia Partick. Zarządczyni magazynu ( W czasie ostrzału moździerzowego)

Szalona Samantha. Mieszkanka ( Postrzelona wczasie szturmu Borgo)

Veronica Hong. Najemniczka z oddziału Zotta (Postrzelona w czasie szturmu Borgo)

Dodatkowo w czasie walk zginęło pięć osób z patrolu Ectrori oraz nieustalona liczba żołnierzy z Teksasu.

Ekonomia

Osada straciła znaczną część zasobów wody pitnej oraz zgromadzonego na czas mrozów pożywienia. Działania mieszkańców koncentrują się na zabezpieczeniu i rozebraniu zniszczonych budynków, odzyskiwaniu straconego mienia oraz naprawie infrastruktury uszkodzonej w wyniku szturmu. Wszyscy oczekują na przybycie karawan kupieckich.

Stopień zaopatrzenia osady:

Żywność i woda – na około 10 dni

Broń i amunicja – brak

Leki i śr. opatrunkowe – brak

Paliwo – brak

Opał – na około 5 dni

Nadchodzący miesiąc będzie najmroźniejszy od wielu lat. Uprawa pól jest niemożliwa. Większość zwierzyny i istot na które można polować uciekła przepłoszona walkami.

Władza

Rządząca w osadzie Trójca w chwili obecnej nie sprawuje swojej funkcji.

Cormick uwięziony, Jones nie żyje. Martha Lee przekazała władzę niejakiemu Aghatonowi. Przybyszowi oraz byłemu policjantowi z Nowego Jorku. Rozbici mieszkańcy akceptują jej decyzję.

Obrona

W wyniku ataku zginęli niemal wszyscy strażnicy. W osadzie pozostało niewielu ludzi posiadający umiejętności przydatne przy obronie miasta. Około 15 osób uwzględniając przybyszów, jest w stanie bronić osady przed napastnikami.

Zasoby broni i amunicji nie wystarczają do zorganizowania skutecznej ochrony.

Osada dysponuje:

Broń krótka: 4 sztuki (2 rewolwery, 2 pistolety)

Broń długa: 3 sztuki ( Winchester, Dwururka, Strzelba myśliwska )

Granaty: 1 sztuka (zaczepny)

Amunicja:

Łącznie:

11 naboi do pistoletów

6 naboi do rewolwerów

4 naboje Winchester

2 naboje 7.62mm do karbinu

5 naboi śrutowych

Infrastruktura obronna:

Lekko uszkodzone ogrodzenia wokół osady

Brak północnej bramy (Barykada)

Brama południowa

4 budynki mogące być dobrymi punktami strzeleckimi.

24.03.2011

Pamiętnik mieszkańca NT


Pamiętnik mieszkańca NT

Fragment pamiętnika Vernona Doyle’a, jednego z ocalałych mieszkańców Nixon Town, opisującego moment ostrzału osady przez towarzyszące mutkom maszyny Molocha oraz kilka kolejnych dni po odparciu ataku.

Dzień 1

Tego dnia odwołano wyprawę po resztę pozostawionych na polach plonów spisując je na straty. Czuć było ogólne napięcie potęgowane toczącymi się w okolicy walkami. Ci, którzy nie potrafili trzymać gęb zamkniętych, mówili bez przerwy o mutantach. Pieprzeni Borgo opętane nienawiścią do ludzi i przeświadczeniem o swojej wyższości. Dla mnie wystarczyła wiadomość, że byli cholernie niebezpieczni i że nie warto włazić im pod lufy i ostrza. Kilka dni wcześniej przygotowałem siebie i siostrę, na wypadek gdyby trzeba było zniknąć i zaszyć się w ruinach. Gdzieś daleko znowu rozległy się strzały. Widziałem jak Aghaton w towarzystwie Trampa i reszty tej swojej ekipy wpadł jak burza przez bramę, pędząc w stronę ratusza. Przybiegł Newman zbierając wszystkich na głównym placu. Stoję i czekam. Słuchając tych bzdur myślałem że nie wytrzymam i zacznę krzyczeć! Nasi przywódcy postradali zmysły, zamiast zgodzić się na ewakuacje ludności zdecydowali się bronić osady. Na mnie niech nie liczą. Czas się zmywać. Nie czekając na dalsze polecenia pobiegłem do domu obudzić siostrę, która spała osłabiona nasilającą się w ostatnich dniach chorobą. Niedobór leków to problem prawie połowy osady. Od miesiąca żadna karawana nie zawitała w te strony. Ludzie schodzili z placu, przyglądając się sobie z trwogą. Pędziłem jak szalony. Nagle usłyszałem przeciągłe gwizdy, i gdy tylko udało mi się wbiec do budynku potężna eksplozja wyrwała zamknięte przed sekunda drzwi, których uderzenie zwaliło mnie z nóg. Ostatnie co pamiętam, to chmura gryzącego pyłu, który wypełnił pomieszczenie, a potem coś jak rumor spadającego stropu zanim nie pochłonęła mnie ciemność

Dzień 2

Kilka razy odzyskiwałem świadomość, lecz byłem zbyt słaby, aby otworzyć sklejone krwią i kurzem powieki. Czułem przenikliwe zimno. Ktoś gdzieś krzyczał, z każdym słowem coraz słabiej. W końcu udało mi się otworzyć oczy. Nade mną zwałowisko gruzu. Przez niewielki otwór dojrzałem zasnute dymem niebo. W uszach mi dzwoniło i nie usłyszałem osób próbujących zlokalizować przysypanych. Leżałem dłuższa chwile, dopóki nie nabrałem sił. Mogłem ruszać rękoma i nogami. Potworny ból głowy, przytłumiony szokiem, paraliżował mnie co chwila, gdy próbowałem zorientować się w sytuacji. W ustach straszliwa suchość. Część budynku zawaliła się do środka, a ja znajdowałem się w niszy, nad którą wisiało kilkaset kilogramów gruzu. Nie chciałem czekać aż wszystko to zwali mi się na głowę po raz drugi. Na końcu tego niewielkiego tunelu zauważyłem szczelinę, przez którą przesączało się światło. Ostrożnie, walcząc z każdym centymetrem przebytej odległości, zacząłem pełznąc w tamtym kierunku. Otwór był zbyt wąski, wiec przecisnąłem tylko ramie. Nagle poczułem, jak ktoś chwycił moją dłoń. Krzyczeli do mnie, żebym zachował spokój. Kilku mężczyzn w mundurach chwyciło łopaty i kilofy. Wkrótce wyciągnęli mnie na powierzchnie. Gdzieś mnie przeniesiono zanim straciłem przytomność.

Dzień 3

Leżałem na podłodze, w kwaterach karawan kupieckich. Obok mnie kilkunastu ludzi obwiązanych zakrwawionymi szmatami. Coraz wyraźniej rejestrowałem jęki i krzyki leżących obok mnie. Wszyscy byli brudni i obdarci. Wokół nas krążyło kilka osób o znajomych twarzach, oraz medyk w dziwnym, szarym mundurze, z rękoma aż po łokcie ubabranymi krwią. Sąsiad z koca obok wygiął się nagle, po czym opadł konwulsyjnie szarpiąc brudne posłanie. Skonał tak szybko, że medyk rzucił na niego tylko potwornie zmęczone spojrzenie, i powiedział cos do stojącego obok kobiety. Teraz dopiero poznałem w martwym Newmana, który biegał niedawno zbierając ludzi na plac. Nie miał prawej stopy a jego twarz była mocno poparzona. Kobieta z trudem ciągnęło po podłodze jego zwłoki. Na brudnym, zakrwawionym kocu ułożono jakiegoś żołdaka, poszatkowanego kulami. Nie byłem w stanie na to patrzeć. Spałem aż do wieczora, i kiedy tylko poczułem że dam radę ustać na nogach, postanowiłem zorientować się w sytuacji. Z trudem przegryzłem podany mi posiłek, ale z każdym kęsem popijanym słodka, orzeźwiająca woda, czułem się coraz lepiej. Przypomniałem sobie powoli wydarzenia poprzedzające wypadek. Zacząłem szukać siostry.. Leżała piętro niżej. Była osłabiona i nie odzyskiwała przytomności. Trzeci etap choroby. Jakaś staruszka, w której z ledwością poznałem Emmę Johntown.. Wiedziałem że póki co nie mogę pomóc siostrze,więc postanowiłem nie przeszkadzać starszej kobiecie pracującej wyraźnie ponad swoje siły. Obolały, wyszedłem na zewnątrz. Chłodne powietrze działało otrzeźwiająco. Namacałem na głowie stwardniały od krwi bandaż. Miałem niewielka ranę głowy, która bolała jak jasna cholera. Uderzył mnie swąd spalenizny. W półmroku nadchodzącego wieczora ujrzałem łunę pożarów. Ludzie biegali, a właściwie starali się biegać, widocznie skrajnie przemęczeni. Kręciło się sporo obcych, jakiś uzbrojonych żołnierzy w szarych mundurach. Przechodził właśnie ktoś z naszych, w którym rozpoznałem zarządcę południowych pól – Patricka O’Neila. Od niego dowiedziałem się o hekatombie, jaka na nas spadła, o bitwie z mutkami i odsieczy Teksasu. To co słyszałem przygnębiało mnie i wkrótce poczułem się okropnie zmęczony. Dowlokłem się do kwater karawan i padłem na pierwsze wolne posłanie, okrywając się sztywnym od krwi i kurzu kocem.

Dzien. 4

Stałem przy wejściu do budynku, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę. Dopiero światło dnia ukazało ogrom zniszczeń. Osada była kompletnie zdewastowana. Budynki na wpół zawalone, pocięte kulami i odłamkami. Sklep Nataszy praktycznie zniknął podobnie jak Strażnica i północna brama. Ratusz stracił całe górne piętro. Przy pozostałościach magazynu ogień szalał w najlepsze. Przemęczeni, pokryci sadza ludzie ciągnęli za osoba wiadra z piaskiem, którym próbowano stłumić płomienie. Zauważyłem Aghatona, jak ledwo trzymając się na nogach, wydaje polecenia, próbując opanować wszechobecny chaos. Grupka żołnierzy odblokowywała wejście jednej z kamienic. Tramp siedział na dachu, lustrując okolicę przez karabinową lunetę. Smith oraz Billow nieśli na wyrwanych drzwiach czyjeś zmasakrowane zwłoki. Wygląda na to że ta obca jeszcze niedawno grupka najemników, zmuszona do współpracy z Trójcą, stanowi tutaj jedyną namiastkę władzy. Czułem się już nieco lepiej. Aghaton zauważył mnie, i wskazał na zadymiony magazyn, z którego trzeba było wynosić resztki ocalałych zasobowa. Nie miałem ochoty włazić w dym, ale uznałem że lepiej mu się nie narażać. W gryzących oparach widoczność była znikoma. Udało mi się namaca worek z suszona kukurydza, i z wielkim trudem wyciągnąłem go na zewnątrz. Zaraz trzeba było lecieć po następny, zanim płomienie nie zajmą tej części budynku. Cały dzień pracowałem wraz z innymi ocalałymi.. Kto mógł utrzymać się na nogach, próbował pomagać. W rzadkich chwilach odpoczynku próbowałem dowiedzieć się czegoś więcej, zanim podejmę decyzję czy na wszelki wypadek nie zabrać trochę zapasów i nie zwiać. Dowiedziałem się, że praktycznie nie ma już starej władzy: Cormicka zasypało w ratuszu, Jones nie żyje, a Marta Lee wciąż jest w szoku, choć podobno już zaczyna coś działać. Tych szarych żołnierzy przywiało aż z Teksasu. Chwilowo dowodzi Aghaton oraz jego ekipa, a ludzie lgną do nich jak muchy do padliny. Kto ma jeszcze trochę siły, jest zaprzęgany do pracy. Trudno nawet odróżnić naszych od przyjezdnych, bo wszyscy wyglądamy jednakowo żałośnie, brudni i wyczerpani. Gdzieniegdzie na ziemi leża sprawcy tego piekła: przykryci starymi kocami. Dowódca kowbojów wystawił przy nich straże i nikomu nie wolno było ich ruszać. Próbowałem jeszcze dostać się do budynku, w którym mieszkałem, ale nie byłem w stanie przedrzeć się przez zwałowisko. Nad ranem część jednej z kamienic sąsiadujących z moim domem, zawaliła się, zabijając dwóch ludzi, którzy próbowali dostać się do swoich starych mieszkań. Wieczór był czasem odpoczynku. Z przerażeniem obserwowałem rosnąca stertę trupów spiętrzona w pozostałościach domu należącego niegdyś do trapera Carla. Gdzieś w ruinach Springfield wciąż trwała walka a z okien naszego prowizorycznego szpitala widać czasem smugi pocisków, race i dalekie eksplozje. Zdziesiątkowani odmieńcy skryli się wśród ruin, wciąż stanowiąc dla nas realne i śmiertelne niebezpieczeństwo. Nie mamy pewności, czy nie zaatakują ponownie. Dzisiaj pewnie też, do późnych godzin nocnych będą trwały prace nad łataniem uszkodzonego muru otaczającego osadę. Na moje pytanie o pomoc od Łowców Niewolników wszyscy wzruszali ramionami. Tak oto wyglądała obiecana z ich strony ochrona. Podobno walczył z nami jakiś tam oddziałek wysłany od nich, ale nikt z niego nie przeżył. Nikt ich nie żałował.

Dzien. 5

Kowboje zbierają się do domu. Ich dowódca w końcu podliczyli straty wśród swoich, i generalnie panuje nastroją przygnębienia. Nad ranem wrócili zwiadowcy. Grupa Borgo, odepchnięta od Nixon Town, została mocno przetrzebiona, i raczej nie powinni na razie sprawiać problemu. To na tyle dobrych wieści. Kowboje podobno przeoczyli wcześniej dość dużą grupkę mutków, która odłączyła się od głównej fali wycofujących się odmieńców. Mutki, korzystając z tego że cała uwaga pościgu skupiła się na głównej grupie, przedarła się i podobno oblegają teraz bazy Vincenta Ectrori i jego łowców niewolników. Drugi z oddziałów z Teksasu próbował coś wskórać, ale też dostał nieźle po dupie, i wycofuje się. Wieczorem mają dotrzeć w okolice naszej osady. Straty całej ekspedycji są tak wielkie, ze istnieje realna obawa o ty, czy oddziały dadzą rade wrócić do Teksasu. Łowcy Niewolników trzymają się jakoś, ale mamy świadomość, że w razie ataku nasza osada nie ma, co liczyć na ich pomoc. Udało się w końcu ugasić magazyn, a właściwie to, co z niego zostało. Pierwsze ciężarówki drugiego oddziału dotarły już, i kowboje pakują na nie ciała zabitych mutków. Zwykłym żołnierzom nie podoba się to, bo w ten sposób zmuszeni są zostawić tutaj swoich martwych towarzyszy. Nam też ta sytuacja nie przypadła do gustu, bo i tak mamy pełne ręce roboty z chowaniem swoich zmarłych. W samo południe rozlega się kilka strzałów i słychać krzyki. Biegnę w tamtą stronę, i widzę jak grupka żołnierzy otacza mutanta. Był to jeden z tych bydlaków, wielkich i silnych. Teksańcy nazywają ich „Młotami”, od broni, jakiej używają. Stałem tam przerażony i jednocześnie pełen podziwu dla ludzi, którzy walczyli wcześniej z takimi potworami a mimo wszystko żyją. Odmieńca już wcześniej rozbrojono i zdarto z niego pancerne płyty. Wszyscy myśleli że był martwy. W pierwszym odruchu ktoś strzelił do niego kilka razy, i choć widać było że mutant dostał, najwyraźniej niewiele sobie z tego robił. Wyglądał na ogłupiałego i oszołomionego. Nie był agresywny, a nawet wyglądało na to że boi się otaczających go ludzi. Słyszałem jak Tramp mówił, że widział jak tego bydlaka poraził prąd. Nie wiem jak to możliwe, ale chyba to właśnie sprawiło, że teraz tak dziwnie się zachowuje. Kilku odważniejszych chwyciło żelazne łańcuchy i unieruchomiło nie stawiającego oporu odmieńca. Ktoś szykował się, żeby rozwalić mu łeb, ale wtrącił się Aghaton, który zaznaczył ze w tej osadzie tylko przedstawiciele tymczasowej władzy mogą wydać wyrok na złapanych w niewolę przeciwników. Kowboje kłócili się zawzięcie, ale wobec uporu naszych odstąpili. Podobno Martha Lee doszła do siebie, i przy pomocy Billowa i Smitha, oraz kilku innych ludzi, zajęła się liczeniem naszych strat, zarówno w ludziach jak i w całym sprzęcie i budynkach. Nie wiem czy jestem gotów dowiedzieć się ilu mieszkańców ocalało z tej rzezi. Tramp był na polowaniu i przywlókł ze sobą ścierwo jakiegoś jelenia. Bydle było pokryte krostami, ale podobno jeszcze jadalne. Zapach pieczeni poprawili wszystkim humor. Mięso było suche, i trzeba było długo je żuć. Nie było smaczne i trochę cuchnęło, ale było miłą odmianą. Kukurydza to wszystko, co zostało z naszych zapasów. Przyszedł wieczór i kowboje zbierali się już do odjazdu. Jednemu z naszych wydawało się, że żołnierze maja przy sobie podejrzanie dużo tobołów. Chciał to sprawdzić i doszło do niezłej sprzeczki, w trakcie której jeden z worków został rozerwany. Pieprzeni Teksańce zabierali nasze rzeczy. Ktoś poznali cześć swojego dobytku. Narzędzia, zapasy, chowane na czarna godzinne gamble. Gnojki w trakcie przeszukiwania zrujnowanych budynków chowali co cenniejsze znaleziska, które teraz próbowali wywieźć. Zaraz się zakotłowało. W ruch poszły pięści i kolby karabinów. Wpadli Aghaton i dowódca z Teksasu, którzy musieli strzelać w powietrze, aby rozdzielnic walczących. Któryś z tych złodziei uderzyli mnie kolba w twarz i miałem mroczki przed oczami. Leżąc na ziemi zauważyłem jak jednemu z nich wypadł w zamieszaniu pistolet. Trzymałem go teraz za plecami, tak wściekły na tych sukinsynów, że chętnie bym kilku odstrzelili. Sytuacja nie wyglądała najlepiej. Dwie grupy stały naprzeciwko siebie, mierżąc się wściekłymi spojrzeniami. Tamtych było więcej, i byli uzbrojeni, lecz widziałem w oczach stojących obok mnie ludzi determinacje i chęć odwetu na tych zdrajcach wzbogacających się na naszym nieszczęściu. Na jednym z dachów przycupnął Tramp, z karabinem gotowym do strzału. Dowódca, który przyszedł z Aghatonem, darł się właśnie na swoich ludzi, najwyraźniej nie wiedzach o całym procederze. Kazał im zwrócić zagrabione mienie i wszystko było by w porządku, gdyby nie wmieszał się szef drugiego oddziału. Frajer twierdził, że to, co zabierają, to tylko opłata za przybycie z odsieczą. Aghaton zaczął się wykłócać i wrzawa wybuchła na nowo. W końcu udało mu się odzyskać prawie połowę naszych rzeczy. Nie mogliśmy nic więcej zrobić, mając za przeciwników uzbrojonych po zebry żołdaków. Aż do momentu odjazdu atmosfera była napięta jak struna. Teksańcy kręcili się po osadzie w grupach, a wściekły Aghaton zorganizował kilka patroli, które patrzyły im na ręce. Powstrzymywała ich też świadomość, że Tramp wciąż obserwował ich przez karabinową lunetę. Przyszedł w końcu czas odjazdu i konwój ruszył, żegnany nieprzychylnymi okrzykami. Na ostatniej ciężarówce siedział Maverick. W ratuszu spadające fragmenty stropu zmiażdżyły mu nogę, i musiał wracać w rodzinne strony. W jednej chwili cała osada opustoszała, pozbawiona tej szarańczy czyhającej na chwile naszej nieuwagi.

Dzień 6

W nocy chmara dzikich psów przedarła się przez źle zabarykadowaną bramę i zaczęła obgryzać trupy. Tramp odstrzelił jednego i reszta rzuciła się do ucieczki. Kilka najbardziej zdeterminowanych sztuk porwało za sobą jakiś pozbawiony prawie wszystkich kończyn korpus. Dopadliśmy je, ociężale już i obżarte ludzkim mięsem. Rozrzuciliśmy ścierwa psów po okolicy, by choć na trochei uwolnić się od intruzów zajętych ucztowaniem na swoich pobratymcach. Jutro trzeba będzie pogrzebać ciała. Póki co, wystawiliśmy straże. Praktycznie nie mamy broni ani amunicji, a co ważniejsze, nie mamy ludzi, którzy potrafią walczyć. Całą straż osady diabli wzięli w momencie ataku, gdy pociski trafiły w północną bramę i Strażnicę. Kogo nie rozszarpały odłamki, dobijały potem mutki. Ocalali Smith, Johnson, oraz Gomez, choć nie wiadomo czy ten wyżyje, potwornie zmasakrowany. Ja pomagałem przy polowaniach i wiem jak używać broni, ale poz mną potrafi to może z kilka osób poza ekipą Aghaton i Zotta. Ten drugi podobno odzyskał przytomność, ale nigdy już nie stanie na nogi. W kwaterach karawan podobno pozostał medyk, który przybył razem z siłami pościgowymi. Trzeba przyznać ze gość odwalają naprawdę dobra robotne. Aghaton i reszta pracują bez wytchnienie i pomagają jak mogą, ale obawiam się, że w końcu dojdą do wniosku że mają już tego dość i odejdą. Takim to dobrze, bo sobie poradzą, a my jesteśmy uzależnieni od życia w dużej grupie. Nie winię ich. Sam chętnie bym stąd zwiał. Podczas posiłku ktoś podobno dowiedział się jak prezentuje się nasze obecne położenie. A więc: znikoma siła obronna - kilka sztuk broni, mało amunicji oraz dziurawe jak sito ogrodzenie. Straty są duże, i nie ma praktycznie żadnych osób, które nie są ranne lub skrajnie zmęczone.

Większość budynków jest uszkodzona i cześć trzeba będzie wyburzyć lub solidnie połatać. Zauważyłem, że większość z nas siedzi lub leży przy ogniskach. Osada jakby zamarła. Każdy z nas jest potwornie wycieńczony. Pod wieczór przybiegł Smith, krzycząc że od strony południowej zbliża się ciężarówka pełna ludzi. Próbowano dobudzić Aghatona ale spał jak zabity. Wracała Sylwia Flower wraz z pozostałymi uciekinierami. Sama prowadziła ciężarówkę. Ciekawe ile z tych kobiet i dzieciaków dowie się teraz, że ich bliskich nie ma już wśród żywych.

Magazyn i Sierociniec zostały zniszczone. Bez słowa zabraliśmy rzeczy, udostępniając najlepiej zachowaną kamienicę. Widziałem twarze tych osób. Ten widok musiał być dla nich szokiem. Bez słowa udali się do wskazanych kwater, Musieli widzieć stertę zwłok. Dosiadł się do nas Gogh Junior. Wychudł i zmarniał, widocznie wstrząśnięty. Łapczywie pochłonął kukurydziany placek po czym zapytał się o Trampa. Uspokojony opowiedział o sytuacji w bazach Łowców Niewolników. Mutki zajęły jedną z baz, a o drugą trwa zażarta walka, której odgłosy wciąż do nas docierały. Sylvia dowiedziała się o ataku i postanowiła zaryzykować i wrócić. Chyba lepiej jednak żeby zostali tam, gdzie wciąż mają większe szanse na przeżycie niż tutaj.

Dzień 7

Dziś wielki pogrzeb. Prace zaczęły się późno w nocy poprzedniego dnia. Pracowałem ciężko, starając się wykopać doły na tyle głębokie, aby okoliczna zwierzyna nie była w stanie dobrać się do zmarłych. Przez maskę z grubej tkaniny trudno było oddychać, ale wcale tego nie żałowałem. Smród był okropny. Pot zalewał mi oczy, kiedy starałem się dostrzec gdzie ulokowała się nasza obstawa. Niestety osadę musieliśmy pozostawić bezbronną. Aghaton nie zezwolił na używanie ciężarówek, i musieliśmy używać ręcznych wózków do transportu trupów. Jeśli kogoś udało się rozpoznać, szykowaliśmy mu małą tabliczkę. Późnym popołudniem było już po wszystkim.

Udało się dostać do niewielkiego schronu przed ratuszem. Jednocześnie plotki rozsiewane przez Billowa, oraz decyzja o pozostaniu w osadzie, na pewno nie dodała przyjaciół uwięzionemu tam Cormickowi oraz jego przydupasowi Homestedowi. Podobno jest z nimi również ta przedstawicielka Ectrori, ale w tym wypadku nie będzie pyskować, gdy dowie się że jej szef zajęty jest właśnie ratowaniem swojego własnego zadka. Jutro, z samego rana podobno ma odbyć się spotkanie na głównym placu, na którym zasypano już leje powstałe po eksplozjach pocisków moździerzowych. Nie wiem jak inni, ale ja dam Aghatonowi wolną rękę, zwłaszcza że Martha Lee wyraźnie go popiera. Jeśli on i jego ludzie mają jakieś pomysły na poprawę naszej sytuacji, mogą na mnie liczyć. Ciekawe ilu z ocalałych myśli podobnie do mnie?


31.01.2011

[Raport z sesji] Nixon Town - Obrona NT


Bohaterowie:

Carl Volkensonn (Bartosz) - Sanitariusz z Salt Lake

John Aghaton (Paweł) – Stróż prawa z NJ

Kurt Tramp (Przemek) – Tropiciel z nieznanej osady

Vincent Billow (Grzegorz) – Mafiozo z NJ


W Neuroshimie tylko jedna rzecz jest pewna: broń zawsze zatnie się wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebna. Zawsze!

Po ostrzale

Wzbity przez wybuchające pociski kurz opadał powoli, odsłaniając zniszczoną osadę. Krzyki i jęki rannych oraz trzask ognia trawiącego resztki budowli wbiły się w chwilową ciszę. Aghaton szybko przejął inicjatywę, próbując rozeznać się w sytuacji. Kurt, licząc się ze zbliżającym się atakiem, rozglądał się za odpowiednim miejscem, skąd mógłby wesprzeć osłabioną obronę osady. Bohaterowie przedzierali się przez ruiny, prawie potykając się o porozdzierane odłamkami ciała mieszkańców. Ostrzegła ich kolejna eksplozja, która rozsadziła południową bramę. Na szczęście zamiast mutków, ujrzeli ciężarówkę Ectrori, którzy w samą porę przybyli ze wsparciem, a nie mogąc przedostać się przez bramę, postanowili ją wysadzić. Niewielki oddział ruszył w kierunku budynków, aby zająć dogodną pozycję do obrony. Przybyli wraz z nimi John Smith oraz Vincent, zajęli się organizowaniem punktu medycznego, do którego ściągali rannych. Udało im się też zebrać niewielką grupkę ocalałych. Aghaton za wszelką cenę próbował opanować chaos i zorganizować obronę i w czasie, kiedy biegał po rumowiskach, zbierając zdolnych do noszenia broni ludzi, przez zasnutą dymem i kompletnie zniszczoną północną bramę przebił się Jeep, który przy słabej widoczności nie zauważył kolejnych przeszkód, i gwałtownie skręcając przekoziołkował na bok, przygniatając siedzących w środku Teksańczyków. Jeden z nich, Medyk, wypadł, gdy pojazd się wywracał, co uratowało mu życie. Lekko potłuczony, szybko przyczepił się do Aghatona. Zbliżające się odgłosy kanonady nie pozostawiły złudzeń, co do kierunku, w jakim zmierzają mutki, próbujące przebić się z okrążenia. Aghaton, dzięki zdobytej krótkofalówce, dowiedział się o skoordynowanym ataku Ectrori i i sił pościgowych z Teksasu, który jednak przy zdecydowanej obronie Borgo nie był w stanie powstrzymać ich od marszu w kierunku Nixon Town. Ostrzał zniszczył bramę, oraz poważnie uszkodził część północnych umocnień. Eksplozja zmiotła również Strażnicę, prawdopodobnie zabijając wszystkich znajdujących się tam członków straży, którzy przygotowywali się właśnie do odparcia ataku. Aghaton przejął też dowództwo nad zdezorientowanym oddziałem Łowców Niewolników. Przez krótki czas, jaki pozostał do ataku postanowił umocnić się w budynku mieszkalnym znajdującym się tuż przy bramie i uczynionej przez wybuch wyrwie w umocnieniu, aby skutecznie bronić miejsc, przez które z pewnością wedrą się mutki. Kurt wybrał najwyższy punkt osady – budynek w którym mieścił się magazyn oraz warsztat Sylvii Flower, skąd mógł w pełni skorzystać z potencjału zdobycznego karabinu wyborowego. John Smith oraz Vincent zabarykadowali się w Jadłodajni, gdzie zebrano wszystkich rannych, których w tak krótkim czasie udało się ściągnąć z pooranego lejami placu centralnego. Maverick w czasie ostrzału wbiegł do Ratusza, którego główne wejście zostało zasypane. Bernard Zott wraz z kilkoma ludźmi zabarykadował się w swoim domu, również przygotowując się do obrony. Kurt przez lunetę zauważył, jak w stronę osady zbliżają się przeciwnicy.

Obrona

Przyczajeni obrońcy z niepokojem wyczekiwali na atak. Ciężko opancerzone mutki zgodnie z przypuszczeniami zmierzały w kierunku zniszczonej bramy oraz wybitego w murze przejścia. Ich stalowe pancerze odbijały promienie słońca. Gdy tylko jeden z nich, sklasyfikowany w czasie zwiadu jako Szturman, przechodził przez zniszczony mur, padł na ziemię. To Kurt, celnym strzałem w głowę, postanowił rozpocząć bitwę. Zdezorientowani przeciwnicy otworzyli ogień do najbliższych zabudowań szatkując ołowiem ceglane ściany. Oddziały Borgo przedzierały się przez przeszkody. Do walki włączył się Aghaton, lecz pociski bezsilnie odbijały się od opancerzonych przeciwników, wyrządzając im niewielką krzywdę. Kurt wykorzystał chwilowe unieruchomienie przeciwników, zmuszonych do zatrzymania się i odparcia ostrzału, aby znaleźć punkt, skąd będzie mógł oddać celny strzał, gdyż znaczna cześć pola bitwy była dla niego niewidoczna ze względu na okoliczne budynki, oraz gęsty dym, jaki wydobywał się z płonącej Strażnicy. Kolejny Szturman padł na ziemię, gdy pocisk, przechodząc przez niewielką szczelinę w stalowym hełmie, roztrzaskał mu czaszkę. Mutki, wyraźnie osłabione wcześniejszymi walkami, oraz zdezorientowane gwałtownością obrony, nie były w stanie wykorzystać całego swojego potencjału. Wkrótce jednak zaczęło się to zmieniać. Grupa Szturmanów, wspierana przez potężnie zbudowane Młoty, chroniące się przed pociskami fragmentami wyrywanych umocnień, ustawiły się w pancerną formację, która zaczęła przeć w kierunku wejścia do budynku, skąd intensywnie ich ostrzeliwano. Spanikowani członkowie oddziału Ectrori, zaczęli się wycofywać. Kurt w tym czasie próbował zabezpieczyć ich tyły, próbując unieszkodliwić zbliżającego się z flanki mutka, uzbrojonego w elektryczny łańcuch. Nie udało mu się go trafić w głowę, i potężny pocisk przestrzelił pierś mutka, powalając go na ziemię. Niefortunnie poderwany łańcuch oplótł postępującego z nim Młota, który padł również, porażony prądem. Cofający się obrońcy próbowali dobić oszołomionych przeciwników, lecz w panice nie byli w stanie celnie trafić w leżące na ziemi mutki. Wkrótce zapłacili za to, gdy Szturmami, którzy dopadli już do budynku, poszatkowali ich ogniem pistoletów maszynowych. Budynek został praktycznie otoczony, a Kurt nie był w stanie wesprzeć ich celnym ogniem. Na szczęście w porę pojawił się kolejny pojazd, któremu udało się uniknąć losu poprzednika, i po ominięciu przeszkody wbił się na pełnej prędkości w otaczających budynek Szturmanów, roztrącając ich na boki. Opancerzony samochód zatrzymał się, i nim reszta mutków zasypała go gradem pocisków, jednemu z pasażerów udało się dobiec do budynku i zniknąć w jego wnętrzu. Ostrzelany pojazd zaczął płonąć. Stłoczeni na dolnym piętrze ludzie próbowali dostać się na górę, do której dostęp był utrudniony ze względu na barykadę. Ranna kobieta z płonącego pojazdu zwinnie wspięła się przez przeszkodę. Ocalali obrońcy próbowali iść w jej ślady, lecz dopadły ich silne ręce Młota, który wdarł się do budynku za uciekającymi. Olbrzym z wściekłością machał pięściami, i po zmasakrowaniu ludzi, zabrał się za stojącą mu na drodze barykadę. Potężne ciosy systematycznie kruszyły przeszkodę. Odcięci obrońcy próbowali się odgryźć. Aghaton mógł śledzić całe pole bitwy, dzięki dziwnemu urządzeniu, które miała przy sobie ranna kobieta. Niewielki monitorek przekazywał satelitarny obraz Nixon Town. Obrońcy z trwogą zauważyli, jak przez zachodnie umocnienie przebijają się nowe siły Borgo, ostrzeliwane przez Zotta i podległych mu ludzi. Aghaton pochwycił ciężki karabin maszynowy, z zbliżając go do barykady, na wysokości twarzy opancerzonego mutka, próbował nafaszerować go ołowiem. Broń zabrana z uszkodzonego Jeepa, okazała się zawodna. Próbując odblokować zamek, stróż prawa dał rozkaz do odwrotu. Jedynym wyjściem było wychodzące na północ okno. Szybko wyrwano blokującą je osłonę i Medyk przywiązał liną, po której można było się opuścić na dół. Uciekający musieli pozostawić ciężej rannych, którzy nie byli w stanie skorzystać z drogi ucieczki. Ich los został przesądzony, kiedy Młot w końcu przebił się przez barykadę.

Wsparcie

Niewielka grupka, której udało się wydostać z budynku, została zaatakowana przez rannego mutka z łańcuchem, którego zastrzelił Aghaton, nim ten zdążył użyć swojej śmiercionośnej broni. Medyk zauważył zbliżające się północy postacie. Bohaterowie, którym wydawało się że mają do czynienia z nadciągającymi siłami Borgo, ze zdumieniem patrzyli na oddziały Teksasu, które z krzykiem rzuciły się do głównej bramy, ostrzeliwując stłoczonych tam mutantów. Aghaton na zabranym urządzeniu dojrzał również oddziały Ectrori, które związały walką przedzierające się od zachodu jednostki wroga. Kurt w międzyczasie opuścił dotychczasowe stanowisko, które uniemożliwiało mu włączenie się do walki. W samą porę zszedł na dół, gdy uszkodzony wybuchem dach magazynu, osłabiony dodatkowo szalejącym wewnątrz pożarem, runął do środka. Tropiciel dobiegł do jednego budynków, i zauważył nagle przyczajonego przeciwnika. Skoczek – niezwykle groźny i mobilny mutek, który zamiast atakować chroniących się w budynku obrońców wolał dobijać rannych, nie zauważył strzelca, który wystrzelił z niewielkiej odległości. Borgo, zepchnięci przez szturmujących ludzi, bronili się jeszcze, korzystając z osłony budynków, ale nie było wątpliwości, że walka została wygrana. Osada Nixon Town, choć potwornie zniszczona i zdziesiątkowana, przetrwała atak.


29.12.2010

[Raport z sesji] Nixon Town - Ostrzał


Bohaterowie:

Jack Maverick (Moja skromna osoba) – Kowboj z Teksasu

John Aghaton (Paweł) – Stróż prawa z NJ

Kurt Tramp (Przemek) – Tropiciel z nieznanej osady

Vincent Billow (Grzegorz) – Mafiozo z NJ


Nawet najśmielsze plany i najbardziej dopracowane idee nie są chronione przed koniecznością zmierzenia się ze złośliwością losu.

Kontakt

Na dzień przed powrotem do Nixon Town, dzięki zaprzyjaźnionemu strażnikowi bohaterowie dowiadują się kolejnych kluczowych informacji w związku z zagrożeniem ze strony Borgo. Nie było już wątpliwości, że dwie duże grupy mutantów, ścigane przez pogoń z Teksasu i koalicję rozsianych po pustkowiach osad, wejdzie w ruiny Springfield. Ectrori – łowcy niewolników, koncentrują się, aby odeprzeć zagrożenie z dala od swych baz. Podawane na bieżąco wieści donoszą, że mutki przedarły się przez zasadzkę i jedna z osłabionych grup, wspierana przez nieliczne maszyny, idzie w stronę Nixon Town. Gracze, korzystając z zamieszania, penetrują piętro na którym się znajdowali, a zwinny Kurt zabrał ze sobą pamiątkę, klucz francuski, który zwinął tuż pod nosem jednego ze strażników. Aghaton zdołał przekonać wartownika i nawiązał radiowy kontakt z niejakim Pengiem – byłym dezerterem, a obecnie leciwym staruszkiem zarządzającym bazą szkoleniową Ectrori. Stróż prawa szybko naprowadził rozmowę na właściwe tory, dzięki czemu bohaterowie uzyskali mgliste zapewnienie o pomocy w planowanym od dawna usunięciu przywódcy Nixon Town.

Powrót

W drodze powrotnej bohaterowie na zmienę prowadzą ciężarówkę, pilotowani przez przewodnika Ectrori, bez którego znalezienie przejezdnych szlaków ukrytych wśród morza gruzu było by utrudnione. Tym razem do konwoju dołączono drugi pojazd, ze szczelnie zasłoniętą plandeką. Długa i męcząca podróż dobiega końca i wysiadając z wozu gracze zauważają, jak druga ciężarówka podjeżdża pod same drzwi ratusza, a zza odsłoniętej plandeki wyskakują, uzbrojeni w długą broń ludzie Ectrori. Sprawnie rozstawieni wojownicy trzymają na muszce każde potencjalne zagrożenie, łącznie z lokalnymi strażnikami, którzy nie wiedzą jak mają się w takiej sytuacji zachować. Mała grupa osób wpada do wnętrza budynku. Słychać strzał i krzyki, po czym na zewnątrz wyprowadzeni są ranni członkowie AshTray, ukrywani w podziemiach budynku. Zostają rzuceni na ziemię, zmuszeni są do uklęknięcia, po czym następuje szybka i sprawna egzekucja. Wzburzona przedstawicielka Ectrori, na stale rezydująca w mieście, nie kryje gniewu, wywrzaskując groźby pod adresem Nixon Town. Obiecując gniewnie, że jeśli odkryje jeszcze jeden przypadek pomocy AshTray, na osadę spadną represje. Wstrząśnięci mieszkańcy przyglądają się zwłokom, kiedy Ectrori pakują należną tygodniową zapłatę w żywności i odjeżdżają. Zszokowana Trójca próbuje uspokoić sytuację. Część ludzi zostaje oddelegowana do pochowania zastrzelonych, natomiast gracze zostają poproszeni o wzięcie udziału w naradzie, jaką zorganizowano w Sali konferencyjnej ratusza. Na spotkanie przybyli wszyscy ważni przedstawiciele miasteczka – rządząca trójca, handlarka Natasza, Sylvia Flower, Zott i jego ludzie oraz skłóceni przedstawiciele straży – Gomez i Homested. W paskudnych nastrojach, wywołanych egzekucją, oraz rosnącym zagrożeniem ze strony mutantów, władze osady decydują się na ewakuację dzieci oraz kilku matek wraz z niewielką eskortą, natomiast reszta mieszkańców musi przygotować się do obrony. Strażnicy mają pozostać w pełnej gotowości bojowej, a pozostali mieszkańcy mają być poinformowani, że jedynie umocnienie się w mieście daje im szanse w przypadku ataku. Na spotkaniu niespodziewanie pojawia się dziwny mężczyzna w szarym mundurze i kowbojskim kapeluszu, który przedstawił się jako dowódca grupy pościgowej, podążającej za mutantami. Teksańczyk prosił o pomoc w przeprowadzeniu zwiadu, gdyż sam został odcięty od głównych sił, a jego ranny oddział ukrywa się w ruinach. Bohaterowie zgłaszają się na ochotnika, chcąc poznać przyszłych przeciwników.

Koniec narady przyniósł jasną decyzję: Mieszkańcy mają zgromadzić się na głównym placu, a dzieciaki i eskorta czym prędzej wyjechać i ukryć się w bazie Ectrori.

Zwiad

Gracze wsiadają do Jeepa, prowadzonego przez teksańskiego dowódcę. Po przybyciu na miejsce. Kurt wynajduje dobry punkt obserwacyjny i maskuje stanowisko, co kilkanaście minut później przynosi korzyści, kiedy jeden z mutantów niebezpiecznie przybliża się do ruin. Korzystając z lornetki każdy z graczy ma szansę obejrzeć przyszłych przeciwników. Niestety plotki mówiące o wsparciu maszyn zostały potwierdzone, choć Teksańczyk zaklinał się, że jego ludzie mocno nadwątlili siły przeciwnika i pojazdy artyleryjskie są zapewne uszkodzone i brak im amunicji. Po poznaniu przyszłej sytuacji gracze zahaczyli jeszcze o ukryty w ruinach oddział: kilku wycieńczonych walką, rannych chłopaków. Dowódca zabiera im broń potrzebną teraz w osadzie i każe się ukryć do czasu, aż nadejdzie odsiecz. Czas na powrót do Nixon Town i przygotowanie solidnej obrony.

Niespodzianka

Jeep dociera na miejsce, gdy mieszkańcy zgromadzili się na głównym placu, przerażeni, ale i zdeterminowani do obrony. Większość z nich miała jakieś narzędzia i szykowali się właśnie do rozpoczęcia budowy umocnień. Kilka osób zdążyło ustawić w mieście kilka osłon. Pojazd z dziećmi wyjechał eskortowani przez Willowa i Smitha

Gdy ekipa zmierzała do ratusza, aby powiadomić Trójcę o poczynionych obserwacjach, nagle niebo przeszył paraliżujący gwizd, i północną brama została zmieciona wybuchem. Tłum rzucił się do ucieczki. Pierwszy wybuch był tylko preludium do dalszych eksplozji. Dowódca mylił się, a całkiem sprawne roboty z niewiadomych przyczyn postanowiły zmieść osadę z powierzchni ziemi. Pociski padały raz za razem, wzbijając tumany kurzy, niszcząc budynki i szatkując uciekających ludzi. Gracze zaczęli przedzierać się przez spanikowany tłum, chcąc znaleźć schronienie. Maverick wbiegł do Ratusza w momencie, kiedy pocisk przebił się przez dach i zniszczył górne piętro. Kolejne trafienie mogło być dla niego śmiertelne, gdyby nie fakt, że zdążył dostać się do piwnicy i ruszyć w kierunku schronu, gdzie skryli się już przedstawiciele władzy. Kolejne dwadzieścia minut to kontynuacja zniszczeń i chaosu. Pociski demolowały kolejne budynki. Gracze cudem uniknęli śmierci. Prze dym z płonących budynków i uniesiony kurz widać było resztki północnej bramy, z której praktycznie nic nie zostało. Los znajdujących się przy bramie strażników został przesądzony. Ranni krzyczeli, dusząc się wciąż zakurzonym powietrzem. Nixon Town utonęło w chmurach dymu i kurzu.