Neuroshimowe składowisko
27.04.2012
Enklawy Nowego Jorku
10 nowych lokacji w Nowym Jorku. Rozwinięcie podręcznikowej wizji miasta.
Tekst opublikowany w Gwiezdnym Piracie nr. 48. Zapraszam na stronę 13.
Link: http://files.neuroshima.org/gp48.pdf
Ogrody Raju
pomieszczeń przeznaczonych do produkcji żywności w warunkach skażenia powierzchni oraz zniszczenia podstawowej infrastruktury w wyniku konfliktu zbrojnego. W założeniu miało być to wspomagające źródło dostaw żywności dla głównych schronów ludnościowych. Miało być to również niewielkie zaplecze żywnościowe odradzających się skupisk ludzkich do czasu przejęcia tej funkcji przez farmy budowane na powierzchni."
Ogrody Raju - potężny schron zajmujący się produkcją żywności.
Tekst ukazał się w Gwiezdnym Piracie nr 33. Zapraszam na stronę 11.
Link: http://files.neuroshima.org/gwiezdny33.pdf
21.11.2011
Knajpa "Paragraf"

Jeśli miałbym wskazać rzecz charakterystyczną dla całych Zasranych Stanów Ameryki, to bez wątpienia wymieniłbym knajpki, które wyrastają niemal wszędzie tam, gdzie zbierze się jakaś grupka ludzi. Bary, spelunki, zajazdy, mordownie, jakkolwiek nazwy nie użyjesz na określenie tego miejsca, jest ono kulturalnym centrum okolicy, gdzie każdego wieczora miejscowi szukają rozrywek, informacji lub okazji do drobnego handlu. Każdy wie, że od barów rozpoczyna się zwiedzanie osady – tam poznasz miejscowe zwyczaje, zasięgniesz języka i zawrzesz znajomości. Możesz też narobić sobie wrogów, ładując się z butami tam, gdzie cię nie chcą. Zarzuciłem tekst z knajpami, bo jest w Teksasie taka jedna, gdzie dowiesz się praktycznie wszystkiego na temat przedwojennego prawa, a także jego bardziej lub mniej udanych modyfikacji. Wiem, że takie rzeczy można załatwić chociażby w Nowym Jorku, ale miejsce o którym mówię jest specyficzne. „Paragraf” prowadzi, wraz z rodziną, stara Ginny McLean, wnuczka sławnego adwokata Craiga McLeana, który podobno posłał za kraty któregoś tam z kolei prezydenta. Byłem tam kilka razy i nigdy nie widziałem, żeby ktoś tak dostojnie nalewał piwo. Stara jest skarbnicą wiedzy, potrafiącą z pamięci recytować dowolne fragmenty przepisów prawnych obowiązujących przed wojną. Wszystko fajnie, ale gdyby tylko o to chodziło, to lepsze sztuczki robią zmutowane szympansy w obwoźnym cyrku. W knajpie możesz spotkać prawdziwe sławy w branży Sędziów i Łowców Nagród. Spotkasz tam zarówno weteranów, jaki i zupełnych żółtodziobów. Bez problemu posłuchasz opowieści, znajdziesz jakieś zlecenie lub sam zlecisz komuś robotę. Podobno nawet za pośrednictwem starej możesz próbować kontaktować się ze Stalową Policją, toteż bądź grzeczny i udawaj zainteresowanie, kiedy będzie wymieniała Ci kolejne paragrafy.

„Paragraf” znajduje się na obrzeżach miasteczka Amarillo, i z zewnątrz wygląda jak przeklęta twierdza. Masz tam zasieki, blokady drogowe, kolczatki, wzmocnione ogrodzenie ze strzelnicami i wysoką jak jasna cholera strażnicą przylegającą do właściwego budynku - dawnego komisariatu drogówki. Podobno wjazd został zaminowany, na wypadek gdyby ktoś wyłamał bramę. Zawsze gdy tamtędy przechodzą, mam ciarki na plecach. Generalnie z zewnątrz nie powiedział byś, że można się tam napić browara i zjeść potrawkę z węża, a to ze względu na bliskość Południowej Hegemonii. Miejsce to przetrwało niejeden najazd, i w razie zagrożenia służy za schronienie dla okolicznych farmerów i kowbojów. Goście, którym praworządni kilka razy zaleźli za skórę, jakoś nie mogą znieść faktu, że tylu ich zebrało się na raz w jednym miejscu. Kilka razy próbowano wedrzeć się do środka, żeby dosięgnąć któregoś z Sędziów, lecz za każdym razem napastnicy zbierali zabawki i wracali do domu. Zanim jednak napalisz się na wizytę, wiedz, że wstęp tylko w krawatach, to znaczy, że musisz mieć zaproszenie lub kartę członkowską. Jak ją zdobyć? Wystarczy cenić sobie ład i porządek. Złowisz kilku bandziorów, twoje imię skojarzy się któremuś ze stałych gości i zostaniesz oficjalnie wprowadzony na salony. Sława i reputacja to w tej branży podstawa.
19.05.2011
Zniszczone Nixon Town

Nixon Town miało pecha znaleźć się na drodze oddziałów Borgo, które po nieudanej eskapadzie na Teksas, szukały właśnie miejsca, w którym mogłyby przeczekać nadchodzące mroźne dni. Miasteczko wytrzymało, dzięki mężnej postawie obrońców oraz wsparciu ze strony Rangersów z Texasu, którzy w ostatniej chwili przechylili szalę zwycięstwa na stronę ludzi. Niestety ciężka walka, a przede wszystkim poprzedzający ją ostrzał moździerzowy, odcisnęły na osadzie straszne piętno.
Na zewnątrz
Wjeżdżając od północy od razu natrafia się na ślady zniszczeń. Zamiast pokaźnej bramy, strzegącej wjazdy do miasteczka, widać teraz potężną wyrwę w okalającym osadę ogrodzeniu, gdzie za skleconą naprędce barykadą stoją wymizerowani strażnicy. Niektóre uszkodzenia udało się nareperować, przybijając kolejne warstwy dech, pordzewiałej blachy i przeróżnego śmiecia. Gdzie nie zdążono jeszcze z naprawą, widać ślady ognia i otwory po pociskach. Już z daleka widaćć jak niewiele wysokich budynków ocalało po walce z Borgo. Smród spalenizny utrzyma się pewnie przez kolejne miesiące. Południowe umocnienia mają się znacznie lepiej, chociaż tu też wprawne oko wychwyci charakterystyczne ślady prowadzonej niedawno walki. Druga brama ma się lepiej, chociaż zamiast solidnych stalowych wrót ktoś wstawił ich nędzną namiastkę, którą przebije pierwszy lepszy pojazd.
Wewnątrz
Najgorsze czekało wewnątrz osady. Prawie połowa budynków oberwała w trakcie ostrzału. Niektóre były w tak kiepskim stanie, że trzeba je było rozebrać i służyły teraz za źródło budulca i opału dla mieszkańców. Główny plac musiał być pokryty lejami po wybuchach, które teraz zostały zasypane i wyrównane, inną barwą odcinając się od podłoża. Wszędzie walają się kawałki gruzu oraz metalowe, ostre jak brzytwa odłamki, na których czasami można dojrzeć ślady krwi. Po Strażnicy został tylko wypalony plac. Ratusz, magazyn oraz mieszkanie i sklep Nataszy z dwupiętrowych, pokaźnych budynków zmieniły się teraz w małe klitki otoczone gruzem. Pozostawiono pomieszczenia co do których nie ma obawy, że zapadną się do środka. Podobnie kamienice mieszkalne, przy których pracowano w pocie czoła, aby nie stanowiły już zagrożenia. Kompletnie zmiotło garaż oraz budynek zajmowany niegdyś przez Trapera Carla. Na każdej ocalałej budowli znaleźć można ślady po ogniu, kulach i odłamkach.
Nowy Plan Nixon Town ( Uwzględniający naprawione ogrodzenia oraz budynki, lub ich części, nadające się do użytkowania)
Porównaj do: Nixon Town przed atakiem Borgo
Ludzie
Straty osady sięgają 1/3 stanu osobowego przed atakiem. Z 90 osobowej populacji ocalało 59 mieszkańców, nie wliczając w to nowo przybyłych.
Obecnie w osadzie żyje 27 mężczyzn oraz 32 kobiety
Mężczyźni:
11 dzieciaków, 9 dorosłych, 7 starców
Ważne osoby:
Bernard Zott – Starzec.Były najemnik. Sparaliżowany w wyniku odniesionych ran.
Clive„Medyk” – Kompan Zotta. Cierpi na psychozę wywołaną stratą ukochanej.
Jeff Cormick – Starzec. Przedstawiciel starej władzy. Uwięziony pod ratuszem.
Peter Homested – Człowiek Cormicka i zastepca straży osady. Uwięziony pod ratuszem.
Caddilac – Dzieciak. Szkolący się na mechanika.
Gogh Junior – Dzieciak. Wścibski podopieczny Sylwii Flower.
Carl Volkensonn – Lekarz przybyły z oddziałami z Teksasu.
Vernon Doyle – Mieszkaniec i organizator sklepu.
Gomez – Dowódca straży. W śpiączce w wyniku odniesionych ran.
Kobiety:
9 dzieciaków, 16 dorosłych, 7 staruszek
Ważne osoby:
Martha Lee – Przedstawicielka starej władzy
Sylvia Flower – Rusznikarka oraz opiekunka osieroconych dzieci.
Frida May – Przedstawicielka z ramienia Ectrori.
W zaimprowizowanym spzitalu przebywa obecnie 12 osób, wymagających stałej opieki medycznej.
Nekrolog
31 osób zmarło na skutek ostrzału moździerzowego oraz szturmu mutantów Borgo.
Ważne straty.
Carl Traper. Główny myśliwy( Zabity wcześniej przez Ectrori )
Marylin Jones Przedstawicielka starej władzy.( W czasie ostrzłu Ratusza )
Natasza Borrow. Zarządczyni sklepu ( W czasie ostrzału moździerzowego)
Mia Partick. Zarządczyni magazynu ( W czasie ostrzału moździerzowego)
Szalona Samantha. Mieszkanka ( Postrzelona wczasie szturmu Borgo)
Veronica Hong. Najemniczka z oddziału Zotta (Postrzelona w czasie szturmu Borgo)
Dodatkowo w czasie walk zginęło pięć osób z patrolu Ectrori oraz nieustalona liczba żołnierzy z Teksasu.
Ekonomia
Osada straciła znaczną część zasobów wody pitnej oraz zgromadzonego na czas mrozów pożywienia. Działania mieszkańców koncentrują się na zabezpieczeniu i rozebraniu zniszczonych budynków, odzyskiwaniu straconego mienia oraz naprawie infrastruktury uszkodzonej w wyniku szturmu. Wszyscy oczekują na przybycie karawan kupieckich.
Stopień zaopatrzenia osady:
Żywność i woda – na około 10 dni
Broń i amunicja – brak
Leki i śr. opatrunkowe – brak
Paliwo – brak
Opał – na około 5 dni
Nadchodzący miesiąc będzie najmroźniejszy od wielu lat. Uprawa pól jest niemożliwa. Większość zwierzyny i istot na które można polować uciekła przepłoszona walkami.
Władza
Rządząca w osadzie Trójca w chwili obecnej nie sprawuje swojej funkcji.
Cormick uwięziony, Jones nie żyje. Martha Lee przekazała władzę niejakiemu Aghatonowi. Przybyszowi oraz byłemu policjantowi z Nowego Jorku. Rozbici mieszkańcy akceptują jej decyzję.
Obrona
W wyniku ataku zginęli niemal wszyscy strażnicy. W osadzie pozostało niewielu ludzi posiadający umiejętności przydatne przy obronie miasta. Około 15 osób uwzględniając przybyszów, jest w stanie bronić osady przed napastnikami.
Zasoby broni i amunicji nie wystarczają do zorganizowania skutecznej ochrony.
Osada dysponuje:
Broń krótka: 4 sztuki (2 rewolwery, 2 pistolety)
Broń długa: 3 sztuki ( Winchester, Dwururka, Strzelba myśliwska )
Granaty: 1 sztuka (zaczepny)
Amunicja:
Łącznie:
11 naboi do pistoletów
6 naboi do rewolwerów
4 naboje Winchester
2 naboje 7.62mm do karbinu
5 naboi śrutowych
Infrastruktura obronna:
Lekko uszkodzone ogrodzenia wokół osady
Brak północnej bramy (Barykada)
Brama południowa
4 budynki mogące być dobrymi punktami strzeleckimi.
29.12.2010
Elektryczna Oaza
6 dzień wyprawy.
…obwoźny kupiec opowiedział nam o obozowisku znajdującym się niedaleko trasy handlowej. Przy spalonej stacji benzynowej odnajdziemy utwardzaną gruzem drogę. Potem czeka nas około ośmiu godzin jazdy w kierunku północnym. Możemy napotkać karawany. W okolicy grasuje też gang motocyklistów…
11 dzień wyprawy
…chłopak z pierwszego samochodu dał znak do zatrzymania się. Z naprzeciwka nadjeżdżały trzy ciężarówki, przed którymi jechał zdezelowany hummer. Patrzę przez lornetkę. Karawana kupiecka. Zatrzymali się kilkanaście metrów od nas. Z samochodów powyskakiwali uzbrojeni ludzie z ochrony. Stoją, niby hardo, ale widać, że przeraża ich liczba pojazdów stojąca na ich drodze. Obserwują naszego strzelca, jak wodzi lufą pięćdziesiątki na prawo i lewo, niby od niechcenia. Skurczybyk Stanley wie jak to działa na potencjalnych przeciwników. Szef idzie do przodu, pokazując puste ręce. Jednocześnie, trochę na pokaz, część naszej załogi wysiada z samochodów. To też robi odpowiednie wrażenie na stronie przeciwnej. Co bardziej przezorni opuszczają niżej lufy i przyczepiają granaty z powrotem do pasków. Szef rozmawia z kilkoma gośćmi. Przybiega Nikita, z poleceniem, aby wyjąć ze skrzynek trzydzieści naboi do pistoletów maszynowych. Wymieniamy to na trzy duże baniaki lekko zatęchłej wody, tak ciężkie, że Duży Danny musi użyć obu rąk, aby to przenieść. Uścisk dłoni i Szef wraca. Mamy informacje o osadzie. Dzień drogi na północ. Prosto wzdłuż szosy, potem w lewo. Elektryczna Oaza…
12 dzień wyprawy (ranek)
…Wjechaliśmy w końcu do doliny. Trudno pisać, bo wieje mocny wiatr i wirujący wszędzie piach przeciska się przez osłony pojazdu, pokrywając wszystko jasnobrunatnym pyłem. Kolejne trzy godziny i docieramy do osady. Pierwsze, co się rzuca w oczy, to rząd wiatraków górujących nad umocnieniem z betonowych płyt. Gdzieniegdzie widać dachy budynków. Zatrzymujemy pojazdy, zgodnie z tabliczkami informacyjnymi, przekrzywionymi od wielokrotnych podmuchów. Szef zabiera mnie i Veronicę. Idziemy do głównej bramy. Zauważyli nas już. Dochodzimy spokojnie. Jednostajny szum wirujących łopat. Strażnicy gestem zapraszają do środka. Broń zostawiamy Veronice, która czeka na zewnątrz. Wjazd blokuje wypełniony workami z piaskiem autobus szkolny, który odjeżdża tylko na tyle, abyśmy mogli wejść do środka…
Lokacja
Elektryczna Oaza
Na początku był pomysł. Wszystko zaczęło się od momentu, gdy Jerremy Black wraz z żoną przybył na starą, opuszczoną farmę i odremontował zdezelowany wiatrak. Stara elektryczna pompa, pracując na skraju przeciążenia, cierpliwie wysysała z ziemi życiodajne krople wody. Starczyło, aby przeżyć i pozwolić skrawkom najlepszej ziemi obrodzić skarlałą kukurydzą. Wkrótce na świat przyszli Billy i Martin. Bracia, gdy dorośli i pochowali rodziców, zaczęli realizować plan, nad którym pracowali od dawna. Cudem udało się pościągać ludzi, wiatr łapały kolejne wiatraki. Aż do czasów obecnych, gdzie na miejscu starej farmy wyrosła umocniona osada z około siedemdziesięcioma mieszkańcami i solidnym pomysłem na przeżycie.
12 dzień wyprawy (wieczór)
… nieźle się urządzili. Solidny mur, którego bez ciężkiego sprzętu nie skruszysz. Podłączone pod prąd zasieki. Zamaskowane stanowiska strzeleckie i większość mieszkańców pod bronią. Z bramą nawet czołg miałby problem. Do tego duże zapasy żywności, własne ujęcie wody.
No i ten pomysł…genialny. Osada handluje energią elektryczną. Można tu kupić lub wymienić za opłatą każdy możliwy nośnik energii, od małej bateryjki do zegarka po akumulator samochodowy i ogromne baterie, których pochodzenia wolę się nie domyślać. Osada stale zasilana jest w prąd. Ta dolina, z jej ukształtowaniem i ciągłymi, powitymi wiatrami, jest prawdziwą żyłą złota. Pokruszone kulami mury oraz strażnicy, którzy broń trzymają tak, jakby była stałym przedłużeniem ich rąk – to ostateczny dowód na to, że nie tylko my dostrzegliśmy ten potencjał. Szef ma teraz twardy orzech do zgryzienia. Albo złupić, albo przekupić – mruczał całą drogę pod nosem. Prawda jest taka, że najkorzystniej jest zostawić osadę w stanie pierwotnym. Może zgodzą się na poprowadzenie kabli przesyłowych, aby zasilić ewentualny obóz wojskowy, albo wynegocjujemy zniżki na ich główny towar – baterie i akumulatory, a tych nigdy nie za wiele. W mojej latarce wyczerpały się dobre dwa tygodnie temu. Nie zapominajmy też o specach. Bracia Black robią wszystko, aby mieć pod ręką ekipę doświadczonych techników. Specjalistyczne usługi zawsze są na wagę złota. Przy okazji, zapytam się czy naprawią mój stary laptop, bo męczy mnie już pisanie na kartkach. Myślę że handlowe preferencje też przemawiają na korzyść rozwiązania pokojowego. Osada skupuje praktycznie wszystko, od żywności po paliwo i medykamenty, choć jasne jest, że najlepiej zejdzie tu elektronika i sprzęt mechaniczny, dzięki któremu mogą utrzymać ten cały techniczny szajs na chodzie…
14 dzień wyprawy
…nasza wyprawa zakończyła się sukcesem. Widzę jak chłopaki śmieją się i żartują. Wiem, że po nocach śniły im się płonące zwłoki, wiszące bezwładnie na elektrycznym płocie. Ja też o tym śniłem. Nie chciałbym zdobywać tej osady. Wolę pożyć jeszcze chwilę i udawać pisarza. Cały dzień Szef rozmawiał z braćmi Black. Baliśmy się, że już nie wróci. Ale wszystko poszło dobrze. Mamy umowę i solidny kontrakt handlowy. Jak wszystko pójdzie dobrze, osada nie wyklucza przyłączenia się do nas. Co daliśmy w zamian? Nie wiem… Szef nie chce powiedzieć. Mówi tylko, że to tajemnica Nowej Ameryki…
25.11.2010
Baza w ruinach Springfield
Od Autora
Opisana tu baza została wykorzystana w kampanii „Nixon Town”, lecz nic nie stoi na przeszkodzie, aby poszczególne elementy, jak plan, idea działania czy storylinia zostały zaimplementowane w dowolnym zrujnowanym miejscu w ZSA.
Baza w ruinach Springfield
Umocniony posterunek założono w celu zabezpieczenia logistycznego wyprawy, zorganizowanej przez Bernarda Zotta, w celu splądrowania „Sick Zone” – pokaźnej części miasta Spriengfield, która w 2020 roku została zaatakowana bronią biologiczną. Pomimo, iż tereny te wciąż pozostają skażone, dzięki zdobyciu odpowiedniej wiedzy i sprzętu, przeszukanie i splądrowanie terenu stało się możliwe. Utworzenie umocnionego przyczółka było istotne ze względu na obecność w okolicy umocnionych siedzib Łowców Niewolników oraz ogromne zagrożenie ze strony zamieszkującej ruiny fauny. Bernard Zott, nie będąc w stanie samemu sfinansować wyprawy, zawarł umowę z nieustalonym dotąd, wpływowym handlarzem z Saint Louis, dla którego wcześniej pracował. Handlarz ów dostarczył odpowiednich środków oraz specjalistów. Dodatkowo, aby wzmocnić bezpieczeństwo przedsięwzięcia, i mieć kontrolę nad inwestycją, wynajął doświadczonych najemników. Formalnie całością przedsięwzięcia dowodzi Zott, a nieformalnie, dość dużo do powiedzenia ma Diana Bullo alias „Ruda” – Liderka najemników oraz oficjalna przedstawicielka z ramienia drugiego organizatora wyprawy. Dodatkowo należy nadmienić, iż skala przedsięwzięcia oraz wyłożone środki, dowodzą, że ów anonimowy „Handlarz” musi być osobą wpływową.
Budowa
Po szczęśliwym dotarciu sprzętu i ludzi do punktu docelowego w Nixon Town, Zott oraz Bullo zdecydowali o wysłaniu zwiadu, w celu znalezienia odpowiedniego stanowiska blisko „Sick Zone”.. Wydatnie pomogły tu dane oraz mapa, uzyskane przez współpracujących z Zottem ludzi. Problemy ze współpracownikami, którzy zaraz po przekazaniu danych zaginęli, nie wpłynął na planowany termin budowy. Trzy dni po otrzymaniu danych i znalezieniu odpowiedniego miejsca na obrzeżach terenu skażonego, grupa bojowa składająca się z najemników oraz kilku ochotników z Nixon Town, wspomagana przez cztery samochody, zajęła teren parkingu niedaleko starego cmentarza żydowskiego. Napotkane patrole Łowców Niewolników nie odważyły się nawiązać walki, wobec czego konwój dotarł do punktu docelowego bez strat. Na teren przyszłej bazy wybrano najwyższą kondygnację trzypiętrowego parkingu. O wyborze miejsca zdecydowało jego dogodne położenie, połączenie z możliwą do przejazdu drogą do Nixon Town, oraz przede wszystkim walory obronne. Baza góruje nad większością okolicznych ruin, toteż do minimum zniwelowano zagrożenie ze strony potencjalnych napastników. Wypożyczony sprzęt inżynieryjny oraz doskonale wyszkoleni fachowcy pozwolili na szybkie oczyszczenie i ufortyfikowanie nowego stanowiska. Do budowy użyto materiałów znalezionych na miejscu, sprawdzonych pod kątem skażenia. Przy budowie wykorzystano pracę jeńców – pięciu Łowców Niewolników schwytanych podczas patrolowania okolicy, którzy później zostali straceni. Równocześnie z zakończeniem budowy, udało się nawiązać kontakt z grupą AshTray – skupionymi w kilku niewielkich osadach potomkami dawnych mieszkańców Springfield. Okazało się, że uwięzili oni wcześniejszych informatorów Zotta. Wymieniono ich na zatrzymanych przez najemników mieszkańców, wśród których znalazł się syn głównego przywódcy AshTray. Pomimo wiszącej w powietrzu wrogości pomiędzy obiema grupami, udało się wstępnie ustalić zawieszenie broni, oraz walkę ze wspólnym przeciwnikiem – Łowcami Niewolników.
PLAN BAZY
(Góra – kierunek północny)
Ufortyfikowany obóz znajduje się na trzecim, pozbawionym zadaszenie piętrze naziemnego parkingu. Większość wraków (kolor czarny) została splądrowana oraz przeciągnięta na niższe piętra, gdzie posłużyły do budowy zapór i umocnień dla niewielkich grup wartowników, których zadaniem było alarmowanie o próbach ataku i odparcie go, aż do uzyskania pomocy z góry. Kilka zniszczonych pojazdów użyto do budowy umocnień na najwyższym piętrze. Główną osłonę dla ludzi stanowią worki oraz zbite z desek skrzynie, zarówno jedne jak i drugie wypełnione rozdrobnionym gruzem. Drewniane, obite solidną blachą ścianki, również ustawiane wzdłuż krawędzi, chronią przed ostrzałem ze słabszej broni. Ustawione z trzech stron wieżyczki strażnicze oraz dobrze umocnione stanowisko broni maszynowej pozwalają na dokładną ochronę terenu wokół bazy. Stanowiska przy wjeździe na górne piętro uzbrojone są w granaty i pistolety maszynowe, dzięki czemu mogą skutecznie odpierać liczniejszego przeciwnika zmuszonego do skorzystania z jedynego dostępnego wejścia. W centrum bazy znajdują się kwatery – trzy wojskowe namioty, oraz solidny budynek przeznaczony na magazyn i oczyszczalnię. Za ostatnim z namiotów znajduje się agregat prądotwórczy, zasilający całą bazę w potrzebną energię. Zapasy żywności oraz beczki z wodą składowane są na zewnątrz, nieopodal miejsca na ciężarówki.
Funkcjonowanie
W Bazie znajduje się jednorazowo około 40 ludzi. Co dwa – trzy dni na tereny skażone wyrusza dobrze uzbrojona kilkuosobowa grupa wyposażona w skafandry ochronne oraz ręczne wózki (Drogi są nieprzejezdne dla pojazdów). Przywożone do bazy gamble zostają chemicznie oczyszczone a następnie grupowane i pakowane. Raz na dwa tygodnie w kierunku Saint Louis rusza transport złożony z 2 pojazdów i około 14 ludzi. Po przewiezieniu gambli karawana wraca z zapasami i kolejną zmianą najemników. Dostawy odbiera osoba znana jako Handlarz. Niewiele o nim wiadomo: prawdopodobnie to mutek i jedna z „szarych eminencji” Saint Louis. Wiadomo że ma dostęp do znacznych śródków i całkiem niezłe kontakty.
Fabularna Storylinia
( Wg wykorzystania w kampanii „Nixon Town” )
- Baza prosperuje, lecz braki w zaopatrzeniu są coraz bardziej odczuwalne.
- Łowcy Niewolników widzą w znajdującej się w ich strefie wpływów Bazie szansę na zysk. Wysłany przez posłańców list z żądaniami opłat za transport spotkał się z zdecydowaną odmową szefowej najemników, Diany Bullo.
- Coraz częstsze ataki na Bazę oraz zmierzające do niej dostawy.
- Nixon Town, zagrożone przez Łowców Niewolników, poddaje się presji i odmawia dalszej współpracy z Bazą, gdzie za udział w części zysków lokował swoich ludzi, zapasy, oraz pośredniczył w transporcie. W odwecie kilku członków personelu z tej osady zostaje uwięzionych w Bazie. Odcięcie od szlaku komunikacyjnego odbija się na dostawach. Morale najemników jest niskie.
- Brawurowa ucieczka z Bazy części personelu z Nixon Town, który korzystając z zamieszania wywołanego atakiem, wydostaje się z najwyższej kondygnacji i ucieka do czekającego w ruinach pojazdu. Uwolnieni to: główny pomysłodawca inwestycji, Bernard Zott, oraz dwóch jego zaufanych ludzi. Dokładne okoliczności ucieczki nie są znane.
- Kosztem strat w ludziach i uszkodzeniu środków transportu, najemnikom udaje się oczyścić przejazd w kierunku Saint Louis, z pominięciem Nixon Town i terenów największej aktywności Łowców Niewolników, którzy po ataku na osady AshTray muszą zmagać się z ocalałymi, którzy podjęli desperacką walkę partyzancką.
- Ataki na bazę i wysyłane transporty przybierają na sile. Baza zwiększa obsadę do 50 najemników.
- Informatorzy Łowców Niewolników zdobywają informacje, w myśl których tajemniczy Handlarz, który finansuje najemników i Bazę, planuje w najbliższym czasie przysłać posiłki i rozwinąć działalność w rejonie Springfield. Rozkazem szefa Łowców Niewolników – Ernesta Ectrori, główne siły zaangażowane w rejonie Springfield muszą skupić się na zniszczeniu Bazy, zanim ta ulegnie znacznemu wzmocnieniu.
Fabryka "Art Of War"
-szum-
…Wreszcie udało mi się dotrzeć do tego cholernego Detroit. Pracuje dla nowojorskiej gazety New York New Times. Zlecono mi rozeznać się czy możliwe będzie stworzenie w tym mieście jakiejś niezależnej gazety. Próbowałem skontaktować się z Ligą, ale nie zechcieli nawet poświęcić mi odrobiny swojego cennego czasu. Dziś wieczorem chciałem porozmawiać z inną wpływową osobą, panem Schultzem, ale moje wysiłki spełzły na niczym . Jakiś pomniejszy bandzior, który kontaktował się w tej sprawie z głową rodziny, już po dwóch minutach rozmowy przedstawił stanowisko swojego szefa. Nawet sobie to zapisałem… ekhm…cytuję:
„ Jeśli myślisz, gnido, że ktokolwiek zaakceptuje w tym mieście węszących za sensacją pismaków to jesteś w cholernie wielkim błędzie. Wleź jeszcze raz na teren pan Schultza a zajmiemy się tobą tak, że będziesz błagał o kulkę w swój pusty łeb. Wywieziemy cię gnoju na teren Camino Real i szepniemy chłopaczkom jak bardzo nie lubisz czarnuchów. Won!”
Myślę że to ostatecznie rozwiązuje kwestię pierwszego zadania. Teraz czas na zadanie numer dwa. Już patrzę…zebrać informację do artykułu który ukaże się w kolejnym wydaniu gazety. Mam spotkać się w pubie „V8” w z niejaką Dolores Cuerto. Pub znajduje się terytorium Sand Runners i muszę…co tu jest napisane?
-dźwięk uderzenia-
Tło
Młody dziennikarz próbował rozczytać wytyczne spisane na kartce przez swojego przełożonego. Grubas miał tak potworny charakter pisma, że równi dobrze mogło to być po chińsku a i tak wyglądałoby tak samo. Zapatrzony w kartkę papieru nie zauważył jak podbiegła do niego dwójka wyrostków. Obyło się bez słów. Jeden szarpnął go za ramię i uderzył w twarz pięścią uzbrojoną w kastet. Drugi wyciągnął z kieszeni nóż i chciał ugodzić swoją ofiarę, ale odrzucony siłą ciosu młodzieniec wpadł na niego i ostrze ledwo co zadrapało mu plecy i poleciało na asfalt. Ważne, że efekt został osiągnięty. Sprawne ręce szybko obszukały powalonego. Łupem padł dyktafon, torba z prowiantem i notatkami oraz mocno napoczęta paczka „ Malboro ” Jeszcze profilaktyczny kop w żebra i nowi właściciele dziennikarskiego dobytku zniknęli w cieniu ruin.
Robert próbował skupić wzrok. Cios wychudzonego bandyty nie był przesadnie silny, aby zmiażdżyć mu twarz lub przeciąć skórę, ale na tyle silny, że zamroczyło go na kilka minut. Piekły go plecy i miał rozciętą bluzę. Rozejrzał się naokoło. Na popękanym asfalcie leżał tylko nóż, który poorał mu plecy oraz połamany papieros, który wypadł z paczki. Schował nóż do prawego buta i rozmasował napuchnięty nos. Po wewnętrznej stronie bluzy, pod lewą pachą miał wszyte parę gambli na czarną godzinę. Paczkę witamin w pastylkach oraz wspaniały, drogocenny zegarek z możliwością odtworzenia aż piętnastu różnych melodii z pozytywki. Napotkany po drodze bezzębny staruszek wskazał mu drogę na tereny Sand Runners. Teraz tylko znaleźć lokal.
Po godzinie błądzenia wróżcie udało mu się znaleźć wspomniane w notatkach miejsce. Barmanka pytana o Dolores Cuerto wskazała na najgłośniejszą część pubu. Przy podziurawionym kulami i nożami stole siedziała pulchna kobieta w średnim wieku. Potargane, brudne blond włosy i zachrypiały od papierosów i taniego alkoholu głos to akurat nic nadzwyczajnego wśród kobiet w dzisiejszym świecie. To co ją odróżniało to…brak rąk. W prawej ręce brakowało całego nadgarstka, a kikut owinięty był brudnym, postrzępionym bandażem. Przedłużeniem lewej ręki, urwanej tuż przy łokciu, była proteza zmajstrowana chyba z plastikowej ręki sklepowego manekina. Do dłoni przyklejony był stalowy, poobijany kubek. w którym chlupał mętny płyn. Kobieta od czasu do czasu unosiła kubek do ust, a gdy płyn się kończył podchodziła barmanka i dolewała jej do pełna z ogromnej butli trzymanej pod ladą.
- Witam! Nazywam się Robert. Pracuję dla New York New Times.
- Aaa. To na ciebie miałam czekać . Siadaj. Martho! Nalej mojemu gościowi.
- Nie, nie. Dziękuje.
Kobieta zmrużyła oczy. Głosy naokoło nieco przycichły. Kilka osób spojrzało na młodzieńca. W tle stara szafa grająca nadawała w zatłoczoną przestrzeń pubu jakąś rzewną piosenkę.
„ Onaaaaa i Ooooon! Razem unieśli się w przestworza i byli wolni niczym ptaki dwaaaaa! La…lalala…
Robert uszami łowił słowa fałszującego niemiłosiernie artysty, chcąc ukryć się przed kilkoma parami zimnych oczu wpatrujących się uporczywie w miejsce na którym siedział.
- Zasada numer jeden. Nigdy! - Dolores uderzyła go w pierś kikutem prawej ręki – Przenigdy nie odmawiaj alkoholu w Detroit, jeżeli wchodzisz na nowy teren. Miejscowi pomyślą, że gardzisz tym co ci oferują, i mogą się bardzo zdenerwować.
Robert lekko rozdygotanymi rękoma chwycił za brudną szklankę. Spojrzał na mętny płyn w którym pływały jakieś strzępy roślinnej tkanki. Zamknął oczy i wlał całą zawartość do gardła. Paliło jak diabli i z wysiłkiem zmusił się żeby pozwolić cieczy spłynąć dalej. Udobruchani miejscowi odwrócili wzrok i zajęli się własnymi sprawami.
- Widzisz. Teraz będziesz pamiętał. A teraz do rzeczy. Wiem co Cię interesuje i wiem jak się tam dostać. Już mi zapłacono – Uniosła kubek – Co wiesz w ogóle o miejscu które będziesz opisywał?
- Eee…właściwie to nie wiem nic. Miałem poczytać to co napisał mi szef, ale ukradli moją torbę.
Drwiące spojrzenie kobiety sprawiło, że czuł że się czerwieni.
- Wy, ludzie z Nowego Jorku musicie mieć jakiegoś Boga, który nad wami czuwa, bo inaczej nie pojmuję dlaczego udało wam się do tej pory przeżyć. Zacznijmy od początku. Pomóż mi wstać. Mamy kawałek drogi do przejścia. Fabryka „Art Of War” to miejsce którego szukasz. Znajdziesz je na terytorium Sand Runners. Wiedzie do niej mała odchodząca w prawo od Inkster Road uliczka. Znajdziemy ją dość łatwo, bo to jedyny odgruzowany szlak na prawo od tej drogi. Początkowo nie wygląda to zachęcająco: idziesz i idziesz, a wokół same gruzowiska. Dopiero po czasie krajobraz lekko się zmieni ujawniając kilka odnowionych budynków. Hej, poczekaj chwilę! Milton! Hej! Milton. Podwieziesz nas?
Łysy jak kolano murzyn dłubiący przy osłonie prawego światła odwrócił się i uśmiechnął do kalekiej kobiety.
- Hej Księżniczko! Już myślałem, że umarłaś w tej spelunie. Nie widziałem Cię od kilku dni.
- Jerry załatwił mi robotę i czekałam na tego młokosa. Idę mu pokazać naszą fabrykę. Podwieziesz nas?
- Jak mógłbym Ci odmówić. Wskakujcie.
W nagrzanym samochodzie było jak w piecu. Milton z zadziwiającą wprawą mijał wraki aut. Gdy wyjechał zza jednego z zakrętów na pełnej prędkości zderzył się z przebiegającym jezdnie ogromnym szczurem. Wyrzucając z siebie przekleństwa wyskoczył z auta. Włochate bydle dogorywało właśnie odrzucone uderzeniem kilka metrów od auta. Ciężki but kierowcy zmiażdżył mu głowę. Murzyn wrzucił martwe truchło na przednie siedzenie i z piskiem opon ruszył w dalszą drogę.
- No i już mam kolację.
Robert z przerażeniem patrzył na martwą bestię wielkości dorodnego psa, która szczerzyła do niego pożółkłe siekacze, zdolne przebić męską łydkę na wylot. Dojeżdżali właśnie do posterunku Sand Runners. Jeden z żołnierzy odgarnął z oczu wielokolorowe dredy i uważnie przyjrzał się zatrzymanemu pojazdowi. Drugi, pomarszczony siwiejący wojownik, wsadził głowę przez pozbawione szyby okno i zionął Robertowi w twarz dziwnie pachnącym, mocno aromatycznym dymem.
- Czego tu? Kurwa wasza mać… - nie dokończył, bo jego wzrok padł na siedzącą za Robertem bezręką kobietą. – Księżniczka? Aleś się postarzała przez te kilka lat.
- Ty też młodziej nie wyglądasz, kretynie. Jeździsz jeszcze?
- Gdzie tam. Już nie to co kiedyś. Wywalili mnie na to zadupie żebym pilnował terenu. Dobrze, że chociaż grass jeszcze czasem przyślą. Masz, ja sobie skręcę nowego. A teraz spieprzaj stąd. Idę spać. Miło Cię było znowu spotkać.
- Wal się głąbie… i wzajemnie, a ty młody, przytrzymaj tego skręta – Z błogością zaciągnęła się dymem - Dawaj Milton. Jedziemy!.
Wkrótce dojechali na miejsce. Murzyn chrząknął coś niezrozumiałego, co brzmiało prawie jak „ Na razie” klepnął kobietę w tyłek, za co usłyszał kilka mniej pochlebnych opinii na temat swojej matki. Oboje pogadali jeszcze o czymś, po czym samochód odjechał wzbijając chmurę kurzu. Robert odwrócił się. Przed oczami miał miejsce, które musi wkrótce opisać.
- Chodźmy do środka. Tam spotkasz się z Brucem i wspólnie opowiemy ci co nieco o tym miejscu.
Na spotkanie wyszedł im dzieciak – na oko coś koło 14 lat, uzbrojony w pistolet maszynowy MP5. Ujrzał Dolores i pomachał jej na powitanie. Wkrótce weszli do środka, ale było już tak ciemno, że Robert z trudnością widział drogę przed sobą. Dotarli do ogrodzonej drucianą siatką części, gdzie młodzian przez interkom wywołał drugiego strażnika. Po chwili winda z pomrukiem uniosła się w górę.
Fabryka
ART OF WAR
Historia wg Dolores Cuerto:
Fabryka jest częścią niewielkiej, skrytej wśród ruin enklawy nazwanej Little Greyhole. Skupia ona część mieszkańców dawnej wioski Greyhole, którzy uciekli przed wyzyskującymi ich bandytami.
To było kilka lat temu. Greyhole to wioska, z której pochodziłam, zanim przeniosłam się na stałe do Detroit. Byłam dobrym kierowcą. Robiłam karierę. W wiosce został mój schorowany ojciec, którego od czasu do czasu odwiedzałam. Osady wokół miasta były regularnie nękane przez gangi i bandytów. W końcu zaczęli żądać tak wiele, że praktycznie nic nie zostawało dla nas i ludzie zaczęli głodować. Bunt rozpoczął się samoistnie, przynajmniej tak twierdzą ocalali. Kilku członków naszej wspólnoty chwyciło za broń i rozprawili się z hołotą która chciała po raz kolejny odebrać nam niewielkie plony. Nie było wyjścia. Trzeba było uciekać. Jeździłam dla Sand Runners, i ich przywódca zgodził się na to, że dopóki ludzie z mojej wioski nie będą sprawiać kłopotów, będą płacić niewielkie podatki w żywności i będą posłuszni, mogą osiedlić się na terenie zajmowanym przez gang. Wyruszyły dwie grupy. Jedna dotarła bezpiecznie tylko dlatego że skrzyknęłam paru chłopaków i robiliśmy za eskortę. Druga poszła inną ścieżką, i prawdopodobnie weszli na teren Camino Real. Nigdy nie przybyli na miejsce. No i w końcu dotarliśmy tutaj. Wszystko było zagruzowane, a wśród ruin czyhało wiele niebezpieczeństw. Ale byliśmy pod ochronnym parasolem ludzi z Sand Runners, więc nastroje były dobre. Załatwiłam kilka worków zboża i trochę narzędzi, i jakoś to wszystko ruszyło. Mieliśmy dwóch zdolnych chłopaków, wiesz, takich, co chłonęli jak gąbki opowiadania o wyścigach ulicznych, i dla których terkot starych cylindrów był lepszy od ganiania z innymi dzieciakami po ruinach w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia.
Chcieli założyć warsztat, ale na takie usługi monopol mieli żołnierze. Więc wpadli na inny pomysł. I oto tu jesteśmy.
==Okolice==
Ciężką pracą udało nam się odgruzować kawałek terenu, na którym obecnie znajduje się enklawa. Budynek starej drukarni zajęli nasi młodzi mechanicy. Po drugiej stronie udało nam się nieco odremontować kilka budynków, które służą teraz za pomieszczenia mieszkalne. No i druga, po fabryce, duma mieszkańców: wyrwane z gruzowiska poletko, na którym uprawiamy rośliny. Dobre dwa lata walczyliśmy o każdy metr ziemi. Ludzie chodzili po kilka kilometrów, aby naznosić nieco urodzajnej ziemi ze starych parków lub skwerków. W końcu udało nam się ją doprowadzić do jako takiej używalności. Daje niewielkie plony, które z ledwością starczą na głodowe racje, ale zawsze to coś. W połączeniu z tym co uda nam się upolować lub wyszperać z ruin da się przeżyć, nawet po odpaleniu przepisowej części wojownikom z Sand Runners. No i teraz, kiedy działa fabryka, mamy się całkiem nieźle. Kupiliśmy kilka sztuk broni i filtr, dzięki któremu możemy pozyskać trochę zdatnej do użycia wody z tego ścieku co płynie przez miasto. Otaczamy teraz enklawę jakimś prowizorycznym gruzowym murem, bo ataki Gas Drinkers i innych szumowin też kilka razy dały nam się we znaki. Z większym spokojem patrzę w przyszłość. Mieszka tu teraz trzydziestu ludzi. Jest dobrze.
Historia Fabryki wg Bruce’a Boogeya
Jestem Bruce. Wraz z moim kolegą Danielem założyliśmy to miejsce. Początkowo w ogóle nie wiedziałem, co tu jest. Był to najlepiej zachowany budynek, który w naszym mniemaniu doskonale nadawał się na warsztat. W środku, na dużej przestrzeni porozstawiane były dziwne mechaniczne urządzenia. Dopiero później dowiedzieliśmy się że był to budynek starej drukarni. Zastanawia cię pewnie dlaczego szef gazety wysłał Cię tutaj, żebyś pisał artykuł o jakimś zadupiu, jakich pełno wokół Nowego Jorku. Jak myślisz, skąd się wzięła część maszyn, które drukują waszą gazetę? Właśnie stąd. Sprzedaliśmy je dość tanio w zamian za sprzęt potrzebny do rozkręcenia interesu. Twój szef zobowiązał się kiedyś, że napisze coś o tym miejscu, aby zrobić nam reklamę. Nie wiedziałem wtedy co prawda, co to oznacza, ale zgodziłem się na wszystko. Już mieliśmy zakładać warsztat, już czuliśmy zapach smaru, już słyszeliśmy delikatną muzykę silnika, kiedy jeden z żołnierzy Sand Runnersów delikatnie to nam wyperswadował. Na tym terenie warsztaty mogą mieć tylko członkowie gangu. Widziałem co robili z nieposłusznymi, więc nie było sensu się kłócić. Wyszedłem wieczorem, zły na cały świat. Chwyciłem kawałek wystającego z ziemi pręta i rzuciłem nim w gruzowisko. Wtedy to zaświtał mi w głowie ten genialny pomysł. I tak to się właśnie zaczęło. Szkoda, że Daniel nie dożył. Rok temu przyjęli go do gangu i niedługo potem dostał kulkę podczas jednej z potyczek w ruinach. Niepotrzebnie się pchał do walki. Mógł siedzieć tutaj…
==Fabryka==
Dwupiętrowy budynek z cegły koloru piasku został w niezłym stanie. Przed wojną była tutaj drukarnia. Wychodziły stąd ulotki, plakaty i miejscowa gazeta West Detroit Jurnal. Gdy w końcu po wojnie odkopano to miejsce, na taśmociągu drukarskim wciąż znajdowały się plakaty wzywające amerykanów do „wzmożonego wysiłku” w celu „zniszczenia zdradzieckiego wroga, który zaatakował z ukrycia”. Gdy zaczęła się atomowa rzeźnia długo jeszcze nie wiedziano, kto jest za to odpowiedzialny. Dolna hala produkcyjna oraz pomieszczenia magazynowe w podziemiach pozostały nietknięte aż do czasu odkopania tego miejsca przez nowych lokatorów. Miejsce to okazało się prawdziwą kopalnią gambli. Maszyny drukarskie, parę bel papieru, wiele innych wartościowych rzeczy, wszystko to pozwoliło enklawie jakoś przetrwać. Piętro było w znacznie gorszym stanie. Fala wybuchu wyrwała okna z framugami. W środku wybuchł mały pożar, ale na szczęście mechanizm windy oparł się działaniu płomieni. Winda to jedyna droga na piętro, gdzie mieszka teraz Bruce. Co prawda dwójce młodych chłopaków nie udało się spełnić marzenia z dzieciństwa i nie założyli samochodowego warsztatu, ale w następstwie tego szybko wpadli na nowy pomysł – produkcję broni. Bruce doskonale pamiętał jak ciężko było walczyć z bandytami. Mieli niewiele karabinów i pistoletów i jeszcze mniej amunicji. Własnoręcznie wykonane włócznie, łuki i inna broń pozwalały bronić im się i polować. Teraz mógł wytwarzać jej więcej. Jasne, że można walczyć kawałkiem stalowej listwy, ale jeszcze lepiej walczyć kawałkiem naostrzonej i dobrze wyważonej stalowej listwy, która na dodatek nie pęknie po pierwszym uderzeniu. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Materiałów nie brakowało, wystarczyło przejść się trochę po gruzowisku, żeby wyszperać kilka części nadających się do produkcji broni. Stalowe pręty, aluminiowe rurki, śrubki, nakrętki, łańcuchy, wszystkiego tego jest na około pod dostatkiem. Ten spadek po naszych przodkach miał po raz kolejny przysłużyć się nowym pokoleniom. Początkowo chłopaki mieli niewiele narzędzi, ale z czasem uda im się gdzieś zdobyć coś ciekawego, przez co cały czas poszerzają produkowany asortyment.
Obecnie najpopularniejsze są włócznie, oszczepy, noże i noże do rzucania, wszelkiej maści pałki i maczugi, łańcuchy, miecze i inna broń biała.
Broń taka jest znacznie trwała od tego co własnymi siłami udaje się wyprodukować przezornym ludziom. Obecnie Fabryka Art Of War powoli wprowadza produkcję prymitywnych narzędzi.
Dystrybucją zajmują się żołnierze gangu, część rozprowadzana jest w innych miastach za pośrednictwem Karawany 8 Mili. Fabryka zatrudnia 13 mieszkańców. Dodatkowo za część utargu ze sprzedanej broni patrol Sand Runners częściej zajeżdża w rejony Fabryki, aby odstraszyć ewentualnych napastników. Popyt na tę broń jest na tyle duży, że przywódca gangu rozważa wybudowanie przy niej umocnionego posterunku ze stałą załogą. Każda broń oznaczana jest inicjałami „ FAOW”, przez co z łatwością można stwierdzić gdzie i przez kogo została wyprodukowana.
==Ludzie z enklawy ==
Dolores Cuerto – Kobieta. Wiek ok. 35 lat, choć wygląda na nieco starszą. Znana wśród Runnersów i uczestników wyścigów jako „Księżniczka”. Była kierowcą a potem pilotem jednej z lepszych ekip, jakie gang wystawiał do wyścigów. W jednym z rajdów straciła obie ręce, a jej mąż, żołnierz Sand Runners, Fred Byron został poszatkowany serią z karabinów gdy próbował wyciągnąć ją z rozbitego wraku. Od tego czasu popadła w pijaństwo i częściej można ją spotkać w pubie „V8” niż w enklawie. Mieszkańcy wiele jej zawdzięczają dlatego barmanka i właścicielka pubu, Martha Willis, w zamian za opiekę nad kaleką bohaterką, ma niewielki udział w zysku ze sprzedaży broni. Dolores jest chyba jedyną osobą. która w tym popapranym świecie ma coś na kształt emerytury. Z natury nieco szorstka, szybko jednak ujawnia swój wesoły i rubaszny sposób bycia. Jest ogólnie znana i lubiana na terytorium Runnersów. Wielu ludzi darzy ją szacunkiem ze względu na dawne czasy.
Bruce Boogey – Współzałożyciel Fabryki Art Of War, przybył do Detroit wraz z ocalałą grupą mieszkańców Greyhole. Ma około 25 lat. Niski i chuderlawy piegus z ogoloną głową. Jako dziecko wykazywał ogromny potencjał, który pożytkował grzebiąc w ruinach w poszukiwaniu mechanicznych urządzeń. Znany był z tego że wykradł część wioskowych zapasów, żeby wymienić je u wędrownego sprzedawcy na książkę do mechaniki. Prawa część jego szyi jest trochę odkształcona. Bruce jest chory na raka i z roku na rok coraz gorzej wygląda. Mimo to wciąż zachowuje trzeźwość umysłu i doskonale zarządza stworzonym przez siebie zakładem. Honorowe miejsce w jego mieszkaniu na piętrze zajmuje urna ze zwłokami jego najlepszego przyjaciela. Chłopak opłacił ludzi, którzy wydostali jego ciało z terenów Gas Drinkers. Bruce to nieprzeciętny umysł, choć sam z pozoru sprawia wrażenie flegmatyka.
Claudia Xin - Przybyła do Detroit wraz z uciekinierami z Greyhole. Dość szybko przyjęta została do grona żołnierzy Sand Runners. Zna się na sztukach walki bronią białą, której uczył ją jej ojciec, przedwojenny imigrant z Chin. Ma około 30 lat, jest szczupła i wysportowana, a przy tym dość wysoka. Włosy strzyże po wojskowemu, przez co z łatwością można pomylić ją z delikatnie zbudowanym mężczyzną. Jest łączniczką pomiędzy enklawą a gangiem. Zajmuje się sprzedażą wyprodukowanej w osadzie broni. Claudia to homoseksualistka, która doskonale odnajduje się w twardym, męskim świecie. Jej partnerka i przyjaciółka, Kate Blum, jest rusznikarką w Strzelnicy – treningowym kompleksie Sand Runners.
==Zadania==
- Bruce płaci nieźle za wszelkie plany techniczne dotyczące narzędzi i broni białej
- Potrzebna jest ekspedycja na tereny niczyje w celu spenetrowania starych warsztatów straży pożarnej.
- Fabryka chętnie zatrudni ludzi, którzy zgodzą się sprzedawać jej produkty poza Detroit.
- Potrzebne są osoby, które „w akcji” przetestują produkowaną broń. Chętnych przeciwników w ruinach nie brakuje.
- Można załatwić sobie pracę w fabryce w nagrodę podwyższając nieco swoje umiejętności związane z mechaniką.
* * *
Robert szykował się do wyjazdu. Na stronach starej gazety spisał wszystko, co było mu potrzebne do napisania artykułu. Na szczęście podróż z Karawaną 8 Mili była już opłacona dużo wcześniej. Coś uwierało go w prawą nogę. Z Buta wyjął schowany nóż, który zgubił atakujący go napastnik. Nie było wątpliwości skąd pochodzi ostrze – na rękojeści wyryto litery „FAOW”
13.08.2010
Szpital Św. Stefana
* * *
Najwyższy Skryba Tobias miotał się po Sali Przywódczej. Kolejne krzesło ciśnięte ze złością o ścianę rozleciało się na kilka części. Na twarzach siedzących w pomieszczeniu mężczyzn i kobiet obleczonych w długie czerwone szaty widać było ślady nieprzespanych nocy…i łez.
- Coś musimy zrobić!!! – wydzierał się – Kolejne dziecko…kolejne biedne maleństwo umarło dzisiaj. Nie stójcie tak…zróbcie coś .
Potworna choroba, jaka zawitała do osady zbierała od wielu miesięcy potworne żniwo. Moloch zaatakował sąsiednią osadę. Użył broni biologicznej. Skrybowie Steel Post nie wiedzieli jeszcze o tym otwierając wrota warownego miasta dla uciekinierów, którzy przetrwali. Nie trzeba było długo czekać na rezultaty tej nieostrożności. Widmo epidemii zawisło nad miasteczkiem. Dorośli szybko dochodzili do siebie i wydawali się być odporni. Dzieci nie. W ciągu zaledwie kilku miesięcy zmarły prawie wszystkie. Potem choroba wygasła a jej mutacja przeniosła się na kobiety. Dzięki temu kilka maleństw ocalało. Jednak pojawił się nowy problem. Żadnej z mieszkanek osady nie udało się donosić ciąży przed końcem rozwiązania. Plaga przedwczesnych porodów. W obecnych warunkach medycznych i sanitarnych śmiertelność wynosiła prawie sto procent.
- Dość tego!!! Sprzedajcie wszystkie nasze pojazdy. Płody rolne wysłać do Detroit. Zostawcie tylko tyle żebyśmy nie głodowali. Zróbcie zbiórkę wśród obywateli. Chcę mieć do dyspozycji każdego mężczyznę i kobietę mogących utrzymać broń, jakich tylko uda wam się znaleźć. Rozmawiajcie z gangerami i wieśniakami. Wyślijcie posłańca do Schultza. Powiedzcie mu, że zgadzam się na objęcie naszej osady jego strefą wpływów. Co do warunków, dogadamy się później. Tylko niech przyśle mi tutaj uzbrojonych ludzi. Jeśli to prawda co mówili zwiadowcy i Szczury, to chcę zdobyć te ruiny i znaleźć pozostałości tego szpitala. Żadna przeklęta kolonia mutantów mnie przed tym nie powstrzyma.
Na twarzach niektórych skrybów widać było niepewność. Cena, którą mieli zapłacić była ogromna, a zyski bardzo niepewne.
- Wielki Skrybo…nie sądzę, aby była to decyzja przemyślana…część z nas, pomimo tej całej tragedii nie poprze takiego planu ponieważ…
- Milcz!!! Kapitanie Chong…pan niedawno również stracił dziecko – tak samo jak ja. Oczekuje, że pan mnie poprze. Sytuacja wymaga działania ludzi odważnych a nie tchórzy – Tobias pogardliwie spojrzał po twarzach zebranych.
Muskularny azjata – Kapitan Chong wyszedł z sali. Po chwili wrócił ponownie prowadząc ze sobą ośmiu strażników, którzy otoczyli siedzących skrybów. Dowódca wojsk Steel Post niemo skinął głową w stronę Tobiasa.
- Ależ to zamach stanu…Tobias!!! Co ty robisz!?
- Stawiam sprawę jasno. Nie obchodzi mnie, co zrobicie później. Do czasu zakończenia mojego planu sam obejmuję tutaj dowodzenie, skoro żaden z was nie jest w stanie udźwignąć ciężkiego brzemienia władzy nad tą osadą. A teraz daje wam wybór. Kto zgadza się ze mną że czas przedsięwziąć radykalne kroki niech zostanie tu na miejscu. Kto się nie zgadza zostanie czasowo zawieszony w swoich prawach i poddany aresztowi domowemu. Po zakończeniu operacji wszyscy wrócicie na swoje stanowiska bez względu na decyzję jaką teraz podejmiecie. Kto nie chce w tym uczestniczyć niech wyjdzie stąd teraz…
Nikt się nie ruszył…
Szpital św. Stefana
Billi Morton w asyście ochroniarzy wkroczył do remontowanego budynku przedwojennego muzeum motoryzacji. Złapani wcześniej na pustkowiach mutanci usuwali gruz z ulicy pod bacznym okiem uzbrojonych strażników. Kilku pracowników cierpliwie łatało gipsem dziury.
Nad głównym wejściem zawieszano właśnie wielką tablicę z napisem „Gildia Archeologów”.
- Ach! Ludzie pana Schultza zawsze są mile widziani w naszych progach. Mam to, co pana interesuje. Proszę usiąść. Nasz historyk opowie panu wszystko, co udało nam się dowiedzieć o tym miejscu.
Do pokoju wszedł niski brodaty mężczyzna z wydatnym brzuchem i dużych rogowych okularach. Po wyjęciu z teczki kilku rycin i pliku papierów wskazał na wielką mapę zawieszoną na ścianie.
- Szpital, który was interesuje znajduje się obecnie w ruinach miasta Jackson. Był jednym z głównych ośrodków medycyny położniczej w regionie, poza samym Detroit. Przed wojną oprócz kompleksowej opieki położniczej oferował wysoką jakość ogólnych usług medycznych. Znajdował się w północnej części miasta otoczony pięknym parkiem spacerowym i niewielkim jeziorem. Całość konstrukcji zbudowana była na fundamentach wielkiego cywilnego schronu przeciwatomowego, którego budowa została zaniechana ze względu na złagodzenie polityczne ZSRR i schyłkowy okres tzw. zimnej wojny. Na bazie tej konstrukcji stworzono szpital. Dzięki planom, które udało nam się odzyskać z odkopanych serwerów rządowych, znamy mniej więcej położenie tego miejsca oraz budowę samego budynku. Nad ziemię wystawały tylko dwa z pięciu kondygnacji szpitala. Reszta, zbudowana na bazie wzmocnionej konstrukcji dawnego schronu znajduje się pod ziemią. Nasza organizacja wysyłała tam swoich ludzi, aby zorientować się w sytuacji. Fakt, że niewielu wróciło, świadczy o tym że musi być tam bardzo niebezpiecznie. Nie wysyłamy w końcu byle kogo. Z raportów jakie do nas dotarły wiemy że w mieście żyją mutanci zorganizowani w trzy obozy. Z relacji zwiadowców wiemy, że toczą między sobą walki. Prawdopodobnie chodzi o pożywienie. Zjadają siebie nawzajem. Nie znamy ich liczebności, ale szacunkowo możemy stwierdzić że jest ich około trzystu do pięciuset. Prawdopodobnie druga generacja. Przewaga zwierzęcych instynktów. Możliwość reprodukcji. Proste życie społeczne na zasadzie wodzostwa silniejszego. Niewielkie zdolności manualne. Choć wielu z nich potrafi posługiwać się bronią palną.. Ze zdjęć budynku, które dołączyliśmy, widać że górne konstrukcje zostały zmiecione i zniszczone wybuchami prawdopodobnie bomb konwencjonalnych. Szacujemy, że pozostałe poziomy pozostały nietknięte lub zniszczone w niewielkim stopniu. Nie mamy informacji o plądrowaniu tych rejonów, co jest zresztą mało prawdopodobne, gdyż ludzie zostali wyparci z ruin stosunkowo szybko.
Na starej mapie lotniczej zamieściliśmy też prawdopodobne położenie wszystkich obozów, choć aktywność mutantów obserwujemy praktycznie w rejonie całego miasta i okolic. Na tym planie widzimy rozłożenie poszczególnych kondygnacji. Jedno piętro to oddział położniczy i prawdopodobnie nietknięty magazyn. Pozostałe to pomieszczenia administracyjne i kotłownia. Prawdopodobnie jednak najcenniejszy sprzęt ogólnomedyczny znajdujący się na wyższych kondygnacjach został zniszczony w wyniku wojny. To tyle, co udało nam się dowiedzieć w tak ograniczonym czasie. Proszę pozdrowić pana Schultza i podziękować mu za skorzystanie z pomocy naszej organizacji. Mam nadzieję, że nie będzie rozczarowany.
Billi Morton był bardzo zadowolony z wyników prac archeologów. Gamble zainwestowane przez pana Schultza w ich usługi nie były wielkie, w porównaniu z możliwością objęcia swoim wpływem osady Steel Post na którą już od dawna ostrzył sobie zęby, a która tak skutecznie do tej pory mu się opierała. Jeszcze tego samego dnia trzydziestu opłaconych przez niego, dobrze uzbrojonych i wyekwipowanych ludzi wyjechało w kierunku Steel Post. Osobiście desygnowany przez Schultza nadzorca nowo zdobytej osady wiózł plany zdobyte przez Gildie… i pozdrowienia od swojego szefa.
* * *
Trwające cztery dni ciężkie walki nie ustały nawet po zdobyciu i spaleniu obozów mutantów. Ledwo udało im się dostać do wnętrza szpitala, już musieli się ewakuować ze względu na kolejną falę ataków i coraz częstsze potyczki z maszynami Molocha, które prawdopodobnie pozostawały ukryte w ruinach miasta przez wiele lat. Udało się spenetrować i wywieźć część najważniejszego oddziału położniczego. Zdobyto leki, nośniki wiedzy medycznej oraz bezcenny sprzęt, w tym najpotrzebniejsze inkubatory. Koszty były ogromne. Nie było chyba nikogo, kto nie odniósł obrażeń. Stracono kilka pojazdów. W Wyniku walki stracono 64 ludzi. Mutanci którzy ponownie zajęli ten obszar będą mieli co jeść. A w środku miasta wciąż tkwił stary zniszczony szpital kryjący wiele skarbów.
* * *
Kilkadziesiąt osób zamarło w milczeniu, gdy potężne, stalowe drzwi bunkra rozchyliły się. Otoczony wieńcem przybocznych ochroniarzy szedł rosły mężczyzna w długiej, obszernej szacie. Tłum rozstąpił się w niemym oczekiwaniu, niepewny tego co ma się stać. Mężczyzna kiwnął głową wywołując entuzjazm, okrzyki i wiwaty. Uniósł w górę płaczące niemowlę, pokazując je światu. Żywe i zdrowe dziecko. Przyszłość ludzkości…
1.07.2010
Nixon Town
Nixon Town to warowna osada, zbudowana na gruzach wschodniej części miasta Springfield, położonego przy drodze nr 44, pomiędzy St. Louis a ruinami Oklahoma City.
Niewielka osada zbudowana została na gruzach starej części miasta, charakteryzującej się zabudową ceglaną, dwupiętrową. Zniszczenia spowodowane głównie bronią konwencjonalną oraz w wyniku działalności żywiołów. Charakter geograficzny okolicy: okolice o luźnej zabudowie, blisko terenów rolniczych, duża lesistość. Skażenie radiacyjne w normie. Wysoki poziom skażenia biologicznego.
Mieścina założona została na bazie utworzonej przez Gwardię Narodową enklawy, dla mieszkańców ewakuowanych z terenów sąsiadujących z rejonami ataków bronią biologiczną. Niewielka część uchodźców postanowiła pozostać na miejscu, organizując umocnioną osadę. Pozostawieni sami sobie, mieszkańcy organizują prymitywne struktury władzy i służb publicznych. Miasteczko przez dekady zmagało się z atakami degeneratów, mutków oraz z klęskami głodu. Do budowy murów posłużył okoliczny budulec, przede wszystkim cegły, oraz blacha i drewno. W granicach umocnień pozostała znaczna część przedwojennych budynków, resztę postawiono od podstaw.
Kwatery mieszkańców znajdują się w kilku, nieźle zachowanych kamienicach.
Plan osady ( Kliknij aby powiększyć ):
Charakterystyczne budynki:
- Ratusz – przedwojenny budynek administracyjny – siedziba władz.
- Magazyn, dom dla sierot – Stary, dwupiętrowy kompleks handlowy.
- Strażnica – Dawny posterunek policji.
- Bar – Nieźle zachowany przedwojenny bar „Rock Generation”. Chwilowo opuszczony.
Władza:
Trójca – Trzech najstarszych mieszkańców osady:
- Marylin Jones
- Jeff Cormic
- Martha Lee
Ludność:
Około 80 osób.
Ludzie:
Gomez – dowódca straży. Weteran walk na froncie północnym.
Mia – Zarządca magazynu
Carl – Miejscowy traper.
Gogh Junior – Chłopczyk z domu dla sierot. Przewodnik po osadzie.
Sylvia Flower – Opiekunka Domu dla sierot.
Cadillac – Syn zmarłego mechanika. Opiekun garażu
Natasza - Handlarka
Zasoby:
- Żywność (zboże, mięso)
- Futra
- Drewno
Ekonomia:
- Łowiectwo – Polowanie w okolicznych ruinach i na pustkowiach
- Farmerstwo – Kilka położonych poza miastem farm
- Wycinka drzew – okoliczne lasy
- Handel – Bliskość ważnej drogi. Dostosowanie do przyjęcia karawan kupieckich.
Potrzeby:
- Paliwo
- Amunicja
- Lekarstwa
Problemy:
- Brak fachowców
- Niedobory ważnych zasobów
- Niebezpieczna okolica ( Łowcy niewolników, degeneraci, mutki. dzika zwierzyna )
- Zbyt mało terenów uprawnych
- Bliskość terenów skażonych
Kilka ciekawostek :
- Inspiracją dla nazwy miasta jest ocalały pomnik prezydenta Nixona.
- Okolica znana jest szerzej jako Rat Nest – ze względu na olbrzymią plagę gryzoni oraz bliskość Sharash
- Położona niedaleko niewielka rzeka, w początkowym biegu skażona jest w niewielkim stopniu i nie wymaga skomplikowanych procesów oczyszczania, aby nadawała się do celów uprawnych.
Historia alternatywna:
Nixon Town zostało zaatakowane przez Mutki z oddziałów Borgo. Zobacz co zostało z osady:
Zniszczone Nixon Town
20.05.2010
Sklep Igora Zajceva
„ Igor Zajcev? Kojarzę. To ten handlarz bronią. Gruba ryba. Znajdziesz jego sklep parę przecznic dalej. Tam, przy tym spalonym wieżowcu. Musisz mieć papiery od policji Nowego Jorku, jeśli chcesz kupić cokolwiek u niego. Znam kogoś, kto na boku może takie załatwić. Zainteresowany?”
* * *
Kobieta ostrożnie rozejrzała się po okolicy po czym skinęła na ukrytą w cieniu ruin przyjaciółkę. Szybkim krokiem ruszyły w stronę rozwieszonego na zniszczonych kondygnacjach transparentu, który swą krzykliwością wybijał się ponad szarość naprędce łatanych budynków. Kilkumiesięczne mrozy zebrały straszliwe żniwo w tej ledwo co wydartej gruzom dzielnicy. Dwa lata oczyszczano ten skrawek miasta z wszelkiego plugastwa jakie żerowało dotychczas na trupie martwej metropolii. Ani mutanci, ani patrole Molocha, ani nawet zdegenerowani ludzie czy dzikie zwierzęta nie były w stanie wyrządzić tyle szkód co ostatnie mrozy. Wszystko w dzisiejszym świecie jest pokręcone i odbiegające od normy. Zima przyszła nagle, zaskakując wszystkich. W ciągu jednej nocy temperatura obniżyła się diametralnie. Zimny wiatr nadciągający znad oceanu wdzierał się w każdy zakamarek prowizorycznych mieszkań. Wysysał ciepło, niczym te małe niebezpieczne gryzonie, o których opowiadali ludzie wędrujący po pustkowiach. Nad ranem wielu osobom nie było dane kolejny dzień zmierzyć się z rzeczywistością. Wciąż jeszcze w wielu miejscach można natknąć się na zmrożone zwłoki leżących w łóżkach ludzi. Niewiele osób zdążyło zebrać opał i zapasy. Ci, którzy nie dali rady, musieli skapitulować przed morderczą aurą. Kobieta wzdrygnęła się na wspomnienie dzikich psów, które z ogromnym wysiłkiem ciągnęły w ruiny zamarznięte ciało jakiegoś staruszka. Groteskowość tej sceny porażała. Staruszek był niczym posąg. Uśmiechał się przez sen, i z tym wyrazem twarzy umarł. Ten sam uśmiech towarzyszył mu i wtedy, gdy wygłodniałe psy szarpały jego ciało. Kobieta odegnała przykre wspomnienia, chwyciła dłoń przyjaciółki, i rozglądając się trwożnie szybkim krokiem ruszyła w kierunku upatrzonego wcześniej budynku. Okolica nigdy nie była bezpieczna, kiedyś jednak od czasu do czasu pokazał się tutaj patrol Policji Nowego Jorku, a i ludzie organizowali się sprawniej, aby odstraszać wszelkiej maści typów spod ciemnej gwiazdy, jakich rzesze ściągały w granice skupisk ludzkich. Teraz, gdy prawie wszystkie siły policyjne skoncentrowano w północnej części miasta wokół ogarniętej epidemią dzielnicy, wszelkiej maści bandyci nabrali animuszu.
Nie dalej jak wczoraj jedna z takich grup otoczyła budynki zajęte przez ocalałych mieszkańców przedmieść. Postawili warunek – dwa dni na oddanie określonej ilości żywności lub opału. Brak jednego lub drugiego oznacza dla tych ludzi pewną śmierć. O spełnieniu postulatów nie ma mowy – trzeba będzie się bronić. Ale co może zrobić garstka nieuzbrojonych, pozbawionych wsparcia miejscowych. Jedno jest pewne. Będą potrzebowali broni, a tę najprędzej dostaną w miejscu, do którego zmierzały.
* * *
Zgrabiałymi z zimna palcami Wcisnęła przycisk interkomu. Z umieszczonego wyżej głośnika, wśród trzasków i szumu odezwał się nagrany na taśmę głos:
„ Witamy w sklepie Igora Zajceva. Za chwilę otworzą się drzwi. Proszę stanąć przed bramką skanującą i wykrywaczem metali. Do niebieskiego pudła proszę włożyć rzeczy na handel. Do czerwonego broń osobistą i pancerz. Wszelkie próby przemycenia broni będą surowo karane. Życzymy udanych zakupów”
Po chwili za taszczącymi gamble na wymianę kobietami zamknęły się automatyczne drzwi. Strażnik w pomieszczeniu kontrolnym zerknął na pozwolenie zakupione u okolicznego fałszerza. Skinął głową zapraszając kobiety do środka.
SKLEP…
I. Teren zewnętrzny
Aby odnaleźć sklep z bronią Zajceva musimy wybrać się w podróż do Nowego Jorku. Po budynku, w piwnicy którego mieści się sklep, pozostały tylko dwa kompletnie zniszczone piętra. Pozostałości starannie oczyszczono pozbywając się wszelkiego niepotrzebnego gruzu, który obciążałby zniszczoną konstrukcję. Od strony wejścia do sklepu rozpięto ogromną płachtę materiału z ręcznie namalowaną reklamą. Na samej górze umieszczono dobrze zamaskowaną antenę radiową. Również otaczające sklep ulice i skwer zostały uprzątnięte z gruzu i wraków. Wyjątkiem jest wrak starego autobusu, który z ogromną siłą wbił się w dolne piętro budynku – istnieje obawa, że usunięcie pojazdu naruszy konstrukcję. Budynek przed wojną był posterunkiem policji oraz archiwum. Siła eksplozji zdmuchnęła górne piętra. W okolicy wciąż można znaleźć nadpalone akta kryminalne, które kiedyś znajdowały się w archiwum.
II. Wejście
Całe wejście umieszczone jest w niszy znajdującej się na poziomie piwnic. Po resztkach kondygnacji można wywnioskować, że owa nisza jest pozostałością po klatce schodowej połączonej z górnymi piętrami budynku. Do głównego wejścia można dostać się po odnowionych i połatanych stalowych schodach.

Po zejściu do niszy widzimy solidne stalowe drzwi oraz panel z interkomem. Nad drzwiami zgrabnymi literami wypisana nazwa sklepu. Po lewej stronie na ścianie umieszczona jest skierowana w stronę drzwi kamera. Podłoże stanowi betonowa wylewka z wyraźnymi śladami po zerwanych kafelkach.
III. Sklep
Sklep Igora Zajceva umieszczony jest w pozostałościach policyjnego magazynu broni. Zagospodarowano tylko część. Resztę zasypano gruzem, a wejścia zamurowano, dzięki czemu budynek jest dość stabilny, a sam sklep chroniony jest kilkumetrowymi ścianami.
Do wnętrza można dostać się tylko głównym wejściem. Stalowe drzwi wyglądają solidnie i otwierane są automatycznie przez jednego ze strażników, po wizualnej weryfikacji za pomocą umieszczonej przy wejściu kamery. Całość sklepu podzielona jest na tzw. pomieszczenie bezpieczeństwa, właściwe pomieszczenie sklepowe, prywatną kwaterę Igora Zajceva oraz magazyny.
Plan sklepu:

Pomieszczenie bezpieczeństwa
Na rysunku umieszczone na samym dole. Człowiek, który zostaje wpuszczony do wnętrza sklepu, wchodzi do spowitego mrokiem pomieszczenia. W momencie, w którym zamkną się drzwi, postać zostaje oświetlona silnym światłem lampy umieszczonej na lewej ścianie. Całe pomieszczenie przedzielone jest na pół. Przecina je bramka z wykrywaczem metalu, zabudowana solidnym ogrodzeniem z stalowej siatki. Po lewej stronie dwie plastikowe skrzynie na kółkach. Czerwona na rzeczy osobiste, broń i pancerz, niebieska na przedmioty przeznaczone na gambling. Po drugiej stronie stoi zawsze jeden ze strażników.
Sklep
Przez kolejne otwierane od wewnątrz drzwi dostajemy się do sklepu. Dobrze oświetlony przedsionek, odświeżony i zadbany. Drugi ze strażników stoi bezpośrednio przy kupującym. W ścianie zamontowane jest niewielkie okno z kuloodporną szybą, oraz specjalną szufladą przez którą następuje wymiana towaru. Po prawej stronie umieszczone są kolejne wzmacniane drzwi prowadzące bezpośrednio do prywatnego królestwa Igora Zajceva. Po drugiej stronie okienka widzimy blaszane biurko, przy którym siedzi handlarz, gdy przyjmuje klientów, lub naprawia sprzęt. Obok biurka stoją pudła z narzędziami, częściami zamiennymi, smarem i innymi przyborami koniecznymi przy naprawie i konserwacji broni. Pozostała część pomieszczenia to skrzynie i szafy z bronią na sprzedaż, oraz drzwi – jedne prowadzące do sypialni, drugie do magazynu z amunicją.
Magazyn amunicji
Skrzynie oraz pancerne szafy stojące w pomieszczeniu o ścianach dodatkowo wzmocnionych stalowymi płytami. Tutaj składowana jest amunicja.
Sypialnia
Prywatna kwatera Igora Zajceva. Wojskowe łóżko, blaszana szafka, prosta szafa oraz stary stolik z dwoma krzesłami. W kącie naprzeciw łóżka kącik sanitarny obudowany drewnianą ścianką. Ściany pokryte siatką maskującą. Na ścianach kilka fotografii. Pod łóżkiem blaszana skrzynia.
IV. Osobliwości
Sklep ze swoimi zabezpieczeniami jest doskonałym punktem obrony, którego praktycznie nie da się zdobyć. Klienci wpuszczani są bez żadnej broni – maksymalnie dwie osoby. Kilka kamer, których monitory znajdują się przy biurku Zajceva, bez przerwy monitoruje wszelkie pomieszczenia.. Łączność radiowa z siłami policyjnymi zapewnia pomoc na wypadek ataku.
Strażnicy są doskonale przygotowani na ewentualny atak. Sam Zajcev również jest uzbrojony.
Sklep ma kilka niespodzianek na wypadek nieproszonych gości: Przy wejściu głównym umieszczone są niewielkie kierowane ładunki wybuchowe łudząco przypominające działaniem miny typu Claymore. Pomieszczenie bezpieczeństwa może zostać zasnute oparem gazu łzawiącego. W ścianie umieszczone są otwierane szczeliny strzelnicze dla strażnika stojącego przy sklepie. Bardzo często kilku wynajętych ludzi kręci się w pobliżu głównego wejścia. Solidne drzwi stanowią dość poważną przeszkodę, a użycie materiałów wybuchowych grozi zawaleniem się pomieszczenia. Za jedną z szaf z bronią znajduje się wejście do niewielkiego, wytłumionego pomieszczenia, w którym zainstalowano wydajny agregat prądotwórczy. Prawdopodobnie w sypialni Zajceva znajduje się ukryte wejście tunelu ewakuacyjnego.
Należy pamiętać, że aby handlować bronią ( kupować i sprzedawać ) w strefach kontrolowanych prze władze Nowego Jorku trzeba mieć specjalne upoważnienie. Na ulicy mówi się o tym „Mieć żółte papiery na broń” – właśnie tak wyglądają upoważnienia wydawane przez policję Nowego Jorku. Każda sztuka broni musi być tam wpisana i posiadać autoryzacyjną pieczątkę sprzedawcy lub dowódcy policyjnego posterunku. Świstek taki kosztuje 50 gambli. Oczywiście można to dostać za 30 gambli na czarnym rynku – trzeba wiedzieć tylko gdzie i u kogo. Handlarze też nie zawsze przestrzegają zasad. Zapłać kilka gambli więcej i uśmiechnij się żeby nie wzbudzać podejrzeń, a kto wie…
V. Menu
Sklep w założeniu nie jest składowiskiem cudowności, w którym znajdziemy wszystko czego nam trzeba. Dostaniemy tutaj podstawową broń i amunicję w całkiem niezłej ilości. Może co najwyżej trochę częściej znajdziemy tam kilka cudeniek i parę sztuk rzadkiej amunicji. Jeśli chcecie, możecie uczynić z tego miejsca super ekskluzywny lokal, do którego dostać jest się cholernie trudno, ale już gdy wejdziesz do środka i masz kupę gambli to wyjdziesz stamtąd przygotowany nawet na najgorsze paskudztwo. Wybór należy do was. Oczywiście Igor to nie pierwszy lepszy wciskacz kitu. Gość zna się na Gamblingu. Chętnych na egzotyczny towar w tak dużym mieście nie brakuje. Pochodź, popytaj. Może trafisz na coś ekstra.

O POSTACIACH SŁÓW KILKA…
W porządku. Mamy już całkiem niezły sklep. Wiemy co i jak. Teraz czas zająć się mózgiem, który stoi za tym przedsięwzięciem. Panie i Panowie:
Imię: Igor
Nazwisko: Zajcev
Pochodzenie: Nowy Jork
Profesja: Handlarz
Specjalizacja: Cwaniak
Umiejętności: Mechanika, Perswazja, Blef
Choroba: Paranoja ( Wciąż i bez zmian tylko pierwsze symptomy)
Budowa: 13
Zręczność: 9
Charakter: 14
Percepcja: 7
Spryt: 15
Wyposażenie: Słownik angielsko-rosyjski, okulary, załadowany obrzyn, butelka wody, klucze do drzwi i magazynu ,krótkofalówka, drewniana kula.
===HISTORIA===
Igor Zajcev niewiele wie o swojej historii. Dzieciństwo upłynęło mu szybko i burzliwie. W czasie jednej z ewakuacji, spowodowanej atakiem gazowym, jego rodzice wepchnęli go i jego dwóch kuzynów do wyjeżdżającej z miasta wojskowej ciężarówki. To był ostatni raz, kiedy Igor ich widział. Był już na tyle duży że pamiętał kilka historyjek zasłyszanych od rodziców, między innymi dlaczego jego nazwisko jego i jego kuzynów tak bardzo różniło się od nazwisk rówieśników. Przez kilka lat małych chłopców przenoszono pomiędzy kilka naprędce utworzonych obozów dla osieroconych dzieci. Były to w większości prowizoryczne baraki lub namioty ogrodzone drutem kolczastym, gdzie żeby przeżyć, trzeba było sobie radzić samemu. Igor i jego kuzyni, z racji dość imponujących jak na swój wiek gabarytów, dość dobrze odnaleźli się w tej małej, dziecięcej namiastce twardego życia. Już wówczas Igor wykazywał się talentem organizatorskim i dużym sprytem. On myślał, jego kuzyni wykonywali. Wszystko w rodzinie. Gdy tylko mieszkańcy obozów dla sierot podrośli, byli automatycznie wcielani do wojska. Armia musiała mieć jakiś interes w inwestowaniu w ośrodki dla dzieci. Pewnie dość szybko podzielili by los tysięcy żołnierzy ginących pod morderczą falą stalowych sług Molocha, gdyby nie to, że po raz kolejny nie odezwał się kombinatorski charakter Igora Zajceva. Dość szybko dostał służbę w Kwatermistrzostwie. On planował i kombinował, jego kuzyni pilnowali aby nikt zbytnio nie zbliżył się do konwoju. Maszyny widzieli tylko raz, kiedy kilka sztuk przedarło się przez pierścienie obronne i zaatakowało linie zaopatrzenia. Cała trójka leżała pod samochodem, który powoli i nieubłaganie zmieniał się w sito, dewastowany morderczym ostrzałem zmechanizowanych wieżyczek z karabinami maszynowymi. Zanim posiłki odepchnęły zagrożenie, cały konwój z zaopatrzeniem stał już w ogniu. Igor był tak zszokowany, że nawet nie zauważył, że kilka pocisków prawie oderwało mu nogę. Od tamtej pory ta poważna rana dawała mu się nieźle we znaki. Tamten odcinek frontu był już stracony. Resztki armii przesunięto w inny rejon, gdzie Igor i kuzyni mieli dołączyć do plutonu bojowego. Zajcev raz kolejny wykorzystał nabyte wpływy i nieprzeciętne zdolności, aby cały pluton uwolnić od przykrego obowiązku straceńczej walki. Pół roku służyli w szpitalu polowym, po czym nagle cała placówka przeniosła się w inny rejon co rusz przerywanej linii frontu. Pech chciał, że w tamtym momencie Moloch zdecydował się na szerszą ofensywę. W ciągu doby maszyny zajęły cały teren na którym operowały wojska w których służył Zajcev. Kiedy wszystkim wydawało się, że cała armia została wycięta w pień i nikt nie przeżył, miesiąc później prawie cały pluton Zajceva obładowany gamblami w postaci leków i sprzętu medycznego pojawił się w handlowym mieście Bartender Eden. Wkrótce z północy zaczęły docierać resztki pokonanej armii. Wykończeni psychicznie i fizycznie żołnierze, oraz skromne i zdezelowane resztki ciężkiego sprzętu. To wszystko zostało po kilkunastotysięcznej armii, która chciał za wszelką cenę powstrzymać Molocha. Nikt nie wie co działo się z Zajcevem w tym czasie. Wiadomo tylko że Stalowa Bestia rozbiła główne siły, lecz przestała angażować się w wykańczanie niedobitków. Skromne pozostałości armii wycofywały się, często przebijając się przez niewielkie patrole maszyn. Sam Zajcev oraz jego kuzyni konsekwentnie milczą i unikają tego tematu. Wrócili w rodzinne strony, bogaci i okryci chwałą bohaterskich obrońców, którzy choć musieli uciekać, to jednak stanęli mężnie do nierównej walki. Po powrocie do Nowego Jorku Zajcev oraz jego kuzyni służyli przez krótki czas w siłach policyjnych. Sam Zajcev ogromnie wspomagał wyprawy przeciwko mutantom, którzy zaczęli zajmować opustoszałe tereny Nowego Jorku. Mało wiadomo czym jeszcze zajmował się w tym czasie. Wiadomo że w pewnym momencie osiadł w jednej z odgruzowywanych dzielnic i zajął się handlem bronią co wkrótce zaowocowało utworzeniem własnego sklepu, który z miesiąca na miesiąc staje się coraz bardziej znany, nawet poza granicami miasta.
===WYGLĄD ZEWNĘTRZNY===
Igor Zajcev, jak przystało na potomka osławionych niegdyś Rosjan, wygląda jak niedźwiedź. Dość miła, okrągła twarz, przyprószone siwizną włosy oraz niezgrabny i powolny sposób poruszania się nadają jego postaci wygląd niesamowicie ociężały. Dodatkowo nieodłączne kulenie spowodowane dającą się we znaki raną nogi sprawia, że na pierwszy rzut oka nie można go zbytnio traktować poważnie. Jednak pod tą niepozorną powierzchownością kryje się cięty język i niezwykle sprawny umysł. Charakterystyczne jest to, że Igor prawie przez cały czas ma pokiereszowane ręce. Z godnym podziwu uporem stara się doskonalić swoje rusznikarskie i mechaniczne umiejętności, w czym wydatnie przeszkadzają mu niezgrabne, duże dłonie. Gdy przebywa w sklepie, zazwyczaj ubrany jest w stary lekarski fartuch, którego dół ubrudzony jest w smarze i kleju.
===CIEKAWOSTKI===
Igor Zajcev swój ogromny sukces zawdzięcza nie tylko umiejętnością, ale również całej rzeszy dobrych znajomych, którym w przeszłości wyświadczył masę przysług.
Na początku należało by zwrócić uwagę na ów osławiony pluton, który powrócił z frontu obładowany gamblami. Dzięki bogactwu i sławie wielu członków tego oddziału żyje do dziś korzystając z ogromnych wpływów i władzy. Każdy z nich z ogromna przyjaźnią i wdzięcznością odnosi się do Zajceva. Na szczególna uwagę zasługują zwłaszcza:
Ben Hustler – Jeden z wyższych rangą dowódców policji Nowego Jorku.
Vitto Castelloni – Osławiony mechanik Sand Runners
Lord Bonathinio
Peter Hugh Bollmond – Lekarz Gildii Medyków w Denver
Lo Vien Khang – Wpływowy członek rodziny Nikozura w Vegas
„Krwawnik ” ( Henry
Igor nie jest mutantem ani sługą Molocha, jak mniej życzliwi zarzucają mu często. To że udało mu się przeżyć i uciec z całym oddziałem z dobytkiem szpitala polowego zawdzięcza przede wszystkim szczęściu i odrobinie sprytu.
Zajcev w szczególny sposób nienawidzi mutantów, choć geneza tego nie jest zupełnie znana. Ma to podobno związek z jego służbą w szpitalu polowym. Jest gorącym orędownikiem pogromów mutantów. Sam często wspomaga takie wyprawy organizowane w Nowym Jorku.
Nie jest znana siatka znajomości ani siatka dostawców i informatorów Zajceva. Jedno jest pewne – jest ogromna.
Igor ma wiele pasji, choć do najważniejszych należy opisywanie i katalogowanie ciekawych egzemplarzy broni. Korzystając z aparatu fotograficznego kataloguje zdobyty sprzęt płacąc również za informacje o historii jej zdobycia.
Drugą pasją jest poznanie języka rosyjskiego, który m posługiwali się jego dziadkowie, a w mniejszym stopniu rodzice.
Zajcev mimo zamiłowania do broni, posługuje się nią dość kiepsko. Dlatego zawsze jego wybór pada na obrzyna, do którego nie trzeba specjalnych umiejętności strzeleckich. Z ogromnym uporem stara się uzupełnić dość ubogą wiedzę z zakresu rusznikarstwa i mechaniki. Chętnie przyjmie nauki od kogoś bardziej doświadczonego.
O postaciach ciąg dalszy, czyli strażnicy w sklepie Zajceva. Wiadomo że z wiekiem Zajcev staje się coraz bardziej podejrzliwy. Jego najbliżsi i najbardziej zaufani ludzie to oczywiście jego kuzyni pełniący również rolę strażników. Sasza i Misza znani są jako „Pancerni Bliźniacy”. Zawsze co najmniej jeden zostaje w sklepie aby pilnować Zajceva podczas snu. Nie wiadomo gdzie mają kwaterę, ale jakoś nikt nie myślał nawet żeby ich dopaść. Strefa wpływów Zajceva sięga tak daleko, że nawet gdyby udało się ukatrupić jednego z bliźniaków to szanse a dożycie następnego dnia są znikome. O ile było kilku desperatów którzy próbowali zdobyć ten ogromny skarbiec z bronią i amunicją, o tyle nigdy nie było potrzeby radiowo prosić o pomoc chłopców z policji. „Pancerni Bliźniacy” doskonale znają się na rzeczy. Krążą plotki, że słowo pancerni to nie tylko słowo określające podziw dla ich wytrzymałości, Zwłaszcza po tym jak do Zajceva przyjechał znajomy medyk z Denver z aparaturą do wszczepów.
Co ciekawego i egzotycznego można ostatnio dostać u Zajceva?
Zapraszam do poniższych artykułów:
Broń – Asortyment sklepu Zajceva #1
Broń – Asortyment sklepu Zajceva #2
Broń – Asortyment sklepu Zajceva #3